panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 6

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

Tuż za zakrętem Hanna zwolniła auto, na pustej drodze kilka metrów przed nią zobaczyła rozmytą postać, za nią coś blokowało jezdnię. W blasku reflektorów trudno było rozpoznać, co się dzieje, kobieta prawie wyhamowała kilka metrów przed majaczącą zaporą i nadal nie rozpoznawała tych dziwnych kształtów. Nagle to coś ruszyło  w jej kierunku, zobaczyła czarną postać i szwadron cieni tuż na nią.

Dopadli auto nim zdążyła pomyśleć, aby dodać gazu. Samochód został natychmiast zepchnięty w bok i uderzył w bandę, metalowa zapora wygięła się z przeraźliwym jękiem. Nagle Hanna zobaczyła czarną chmurę szarych ludzi o powykręcanych twarzach, naciskali i pari całą siłą, miażdżąc auto z drugiej strony. W końcu metalowa banda puściła i auto potoczyło się ze stromego wzgórza, przewracając kilkakrotnie na dach i obijając bokami o skaliste podłoże. Spadając Hanna kątem oka dostrzegła, że dziwny pochód wcale nie podąża za jej autem, huknęła kolejny raz głową i natychmiast straciła przytomność, a samochód uderzył w rosnące drzewa i jeszcze chwilę się kołysał.

 

***

Lekarka weszła do świeżo odmalowanego pokoju. Odczytała wskaźniki z nowiutkiego sprzętu, pacjentka była stabilna, już miała wychodzić, gdy wspomnienie ciała spalonej staruszki wróciło z podwójną siłą.  – Przeklęty koszmar, nadal mam wrażenie, że śmierdzi tu odorem spalenizny – mruknęła lekarka i odruchowo odsunęła się od metalowego łóżka, po chwili dodała na głos – Masz takie samo wredne spojrzenie jak ona. Tylko nie zapaskudź nam pokoju…

Hanna nie ruszyła się, ale dokładnie słyszała, co lekarka powiedziała i to co pomyślała dalej. Jej wspomnienia z wypadku były jeszcze bardziej przerażające niż Margaret, ciągle narastała w niej agresja, poczucie strachu też. Hanna miała dość, sama myśl, że leży na tej samej sali, co ofiara samozapłonu, o której opowiadała Margaret zaczynała ją dobijać. Podobnie jak miała dość obcych głosów w jej głowie, które gnębiły ją coraz bardziej od kilku dni.

Pielęgniarka z porannej zmiany była sympatyczna, myła jej pokiereszowane ciało z wyczuciem, aż Hanna nie mogła się nadziwić jak można delikatnie podejść do pacjenta w śpiączce. Pielęgniarka obsługiwała ją jak anioł, na początku Hanna była zachwycona, że nie traktuje jej jak przedmiot podczas zmiany opatrunków, czy toalety osobistej, i nie przewraca jej ciałem w prawo i w lewo jak manekinem, jak większość pracowników tej kliniki.

Jednak po chwili pielęgniarka zaczęła myśleć o swoich sprawach, a Hannie ciężko było słuchać jej myśli. Kłopoty z dorastającą córką jeszcze były do wytrzymania, ale to, co wyprawiał jej mąż, było ponad siły przeciętnego człowieka. Hanna nie mogła tego wytrzymać. Po wyjściu pielęgniarki jej męki wzrosły jeszcze bardziej, zaczęła coraz wyraźniej słyszeć myśli ludzi na korytarzu i w salach obok, czasem nakładały się tworząc głośny jazgot, który znów próbował jej rozerwać czaszkę.

Szum był nie do wytrzymania, jak buczenie i piszczenie wszystkiego na raz, a nie miał kto jej uwolnić, nikt nie podał jej pastylek. Czasem inne leki działały podobnie, albo Hanna traciła kontakt z tym światem. Za jakiś czas wszystko wracało, znów słyszała głosy i wkurzała się, że nie może się obudzić. Sama świadomość, że oni uważali, że śpi, a ona wcale nie spała potrafiła ją dobić. Nie miała jak dać im znać, nie była nawet w stanie mrugnąć powieką.

 

***

– Dawno Cię tu nie było – powiedział Andy widząc Margaret w drzwiach.

– Miałam wypadek, leżałam w szpitalu – burknęła cicho.

– Ty też?! – wrzasnął Andy

– Jak to ja też?!

– Hanna…

Margaret siedziała na fotelu i niedowierzając słuchała relacji Andy’ego. Nie wiedziała czym powinna być bardziej przerażona, że Hanna miała wypadek dokładnie w tym samym czasie co ona, czy że leży w śpiączce, w tej samej klinice, co spaliła się staruszka Merry, czy tym, co  powiedziała Hanna nim  jej auto spadło ze wzgórz. Andy zabrał jej pusty kubek po kawie, wrzucił do zlewu i zaczął ubierać kurtkę, wciąż kontynuował swoją wypowiedź.

Hanna twierdziła, że czas followersów jest bliski, bo minęło 7 lat nieszczęść i teraz najsilniejsze demony z lustra mają otwartą drogę ucieczki. Followers ma 70 dni od rozbicia lustra do znalezienia nowego nosiciela, osoba nieodpowiednia zginie jak córka Hanny, a odpowiednia przeżyje 7 lat i może korzystać z darów, czyli zdolności demona. Później musi znaleźć nowego nosiciela dla najsilniejszego lub najlepszych, aby żyć kolejne 7 lat, albo spłonie jak wróżka Merry w szpitalu. Każdy followers musi 7 razy przeżyć życie, aby odkupić swoje winy.

Jedna osoba może nosić w sobie jednego lub kilku, maksymalnie siedmiu followersów. Hanna ma jednego i potrafi czytać myśli. Ty masz, co najmniej dwóch, widzisz przyszłość i przeszłość, zaczynasz słyszeć głosy, na razie z przeszłości, ale co będzie dalej nikt nie wie, może będziesz słyszeć ludzkie myśli jak Hanna. Teraz to już całkiem skomplikowane, nie wiadomo ilu followersów złapałaś podczas wypadku, a rozbite lustro już odmierza czas 70 dni, może nie pożyjesz więcej niż dwa miesiące. Nie patrz tak na mnie, Hanna ostrzegała Cię, miałaś usunąć wszystkie lustra ze swojego mieszkania, trzeba było jej posłuchać!

 

***

Margaret nie mogła uwierzyć, co Andy wyprawia w jej mieszkaniu. Zapalił świece i jakieś smrodliwe kadzidła, mruczał pod nosem jakieś banialuki z tak poważną miną, jakby zależało do tego jego życie.  Andy miał jej pomóc z bałaganem, ale ciągle zbierał kawałki rozbitego lustra. Podnosił większe fragmenty, trzymał nad kadzidłem, zamaczał w czarnej farbie i obwijał czarną szmatą, czarną foliową torebką, wkładał do czarnej skrzynki.

Patrzyła jak Andy zgarnia małe drobiny lustra czarną kartką i spryskuje farbą, ciągle sprawdzając, czy żaden okruch nie odbija refleksów świetlnych. Gotowe kartki targał rytualnie i obwijał w czarne płótno i folię, później wrzucał do czarnej skrzynki. – Każdy fragment trzeba spakować osobno! Córka Hanny wrzuciła wszystko razem do śmieci i jak się skończyło – mruknął pod nosem i sprzątał dalej rozbite lustro – oddzielnie, aby nie pokazały się pyski demonów lustra, albo nie odbiła się zdeformowana twarz sprzątającego… Przynieś więcej misek z wrzątkiem, albo wymień wodę, potrzebujemy więcej pary, ona zasłoni to, co może przerazić!

Andy wsypał wierzch czarnej skrzyni garść cukru, garść soli, garść maku i okruchy chleba – Słodzę cię, solę cię, karmię cię: syty wyruszasz w drogę. – Po chwili Andy zamknął czarną skrzynię i postawił na niej drugą otwartą. – Dobra z wierzchu pozbierane, drugą skrzynka na resztę odłamków lustra gotowa, pewnie jeszcze sporo ich się znajdzie pod betami. Teraz trzeba pousuwać graty i odgruzować Ci to mieszkanie. Nie stój tak może byś zabrała się wreszcie do roboty! – powiedział Andy i spojrzał na Margaret z wyrzutem.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*