panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 8

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

Andy nie miał, co ze sobą zrobić, przecież nie pracował, a przyjaciół miał wtedy, gdy miał kasę. Teraz jej niestety nie miał, zasiłki się pokończyły, Hanna w szpitalu, a od starej matki z emerytury ciągnąć nie będzie. Margaret nie odbierała jego telefonów, nie otwierała drzwi, nie był pewien, co się stało. Coś musiało się stać, może znów ją demony poturbowały, albo go unika, tylko niby dlaczego?

Hanna pogrążona w śpiączce nie mogła się z nią skontaktować. A jak Hanna jednak się obudziła? Nie wiedział, ochroniarze wywlekli go z jej pokoju, teraz ma zakaz odwiedzin, a szpital nie udziela wiadomości. Dzwonił do pracy, powiedzieli, że Hanna nadal na zwolnieniu lekarskim. Był pod jej domem, ale nie wyglądało na to, aby wróciła.

Żaden followers do niego chyba nie przeskoczył, bo nie zauważył jakiś nowych zdolności, a przede wszystkim nie słyszał ludzkich myśli tak jak Hanna. Andy siedział na ławeczce na stacji i udawał, że czyta gazetę. Na początku próbował zgadywać, co myślą pasażerowie metra, ale nic z tego nie wyszło. Do pustego mieszkania nie chciało mu się wracać. Obserwował tłum i dumał, co dalej? Może wrócić do samochodu i zająć się zawartością czarnych skrzynek?

Metro odjechało, peron opustoszał, na środku chodnika, tuż przed nim stała młoda dziewczyna i przyglądała się mu intensywnie.

– Co się tak gapisz? – mruknął Andy.

– Przysłano mnie do Ciebie- odrzekła nieznajoma.

– Słucham?

– Ojciec Benedykt powiedział, że masz kłopoty.

– Nie znam żadnego Benedykta, mój ojciec miał na imię Antony, to jakaś pomyłka, daj mi spokój. – odpowiedział Andy i znów zaczął udawać, że czyta gazetę.

– Ojciec Benedykt zaprasza Cię na wycieczkę po klasztorze! – dziewczyna zbliżyła się do Andiego i intensywnie przypatrywała się jego reakcji. Andy zignorował ją, przeklinając w myślach, nawet nie podniósł głowy, aby na nią spojrzeć, czekał, aż odejdzie.

– Ojciec Benedykt kazał mi Cię przyprowadzić!

– Mam to głęboko w dupie panienko!- warknął Andy.

– Słuchaj kretynie, wydaje ci się, że wszystkie rozumy pozjadałeś i wszystko wiesz, a nic nie wiesz. Pomyliłeś zaklęcia, matka nie nauczyła cię nie używać słów, których nie rozumiesz? Zamiast przywołać do siebie followersa, wypuściłeś demona na wolność, odsiedział 7 razy po 7 lat tylko czekał na takiego kretyna jak ty! – powiedziała dziewczyna i w mgnieniu oka wskoczyła do wagonu nadjeżdżającego metra.

Drzwi wejściowe natychmiast się zamknęły i pociąg ruszył.  Andy został na peronie z otwartą gębą i patrzył jak odjeżdża. –  Czyżbym pomylił notatki Hanny? Nigdy nic nie mówiła o uwolnieniu demona!

 

***

Margaret podjechała pod szpital. Hanna czekała już w holu. Wyglądała świetnie jak na pacjenta, którego dopiero, co wypuścili z oddziału.

– Dziękuję, że przyjechałaś. Nie chciałam brać taksówki, obie powinnyśmy znaleźć sobie bezpieczne lokum. Followersi szykują się do ataku. Na razie możemy się schować się w klasztorze u ojca Benedykta, wspólnie obmyślimy plan i komu w drogę temu czas.

– Jaki klasztor? Jaka droga? Co ty kombinujesz? Dlaczego kazałaś mi siedzieć w hotelu tyle dni?

Hanna nie odpowiedziała, zasnęła zmęczona na fotelu, a może udawała. Margaret jechała dalej, nawigacja satelitarna wskazywała, że za kilka minut będą pod wskazanym przez Hannę adresem. Margaret dodała gazu jak najszybciej chciała zjechać z drogi, na której miała wypadek Hanna – Zaraz, zaraz skąd ja wiem, że Twoje auto spadło ze skarpy za kolejnym zakrętem?

Hanna nie odpowiedziała, a Margaret musiała natychmiast hamować, bo zobaczyła blokadę na jezdni. Czerwono-białe pachołki i taśmy oplatały drewniane prowizoryczne szlabany ustawione tuż przed jej autem. Metalowa tablica informowała o zamknięciu drogi i wskazywała objazd. Margaret spojrzała w tamtym kierunku. Zauważyła szeroką drogę żwirową przez las, której nigdy wcześniej nie widziała.

– O, pojedziemy na skróty do klasztoru – powiedziała Hanna.

– Myślałam, że śpisz – mruknęła Margaret i skręciła w las.

 

***

Andy wybiegł na ulicę.  Dym wydobywający się z metra zasłonił drogę, ludzie przepychający się w panice, popychali go, że omal się nie przewrócił, w objęciach tłumu dotarł do skrzyżowania. Po chwili schował się we wnęce najbliższej bramy i z daleka patrzył na tragiczne przedstawienie. Policja, straż i pogotowia chyba zjechały się z całego miasta. Wrzask ludzi i wyjące syreny powoli cichły.

Gdy minął go rozszalały tłum, a służby porządkowe ogrodziły wejście do metra, kilku gapiów stanęło tuż przy nim. Ich ciekawskie oczy obserwowały, co się dzieje, niektórzy plotkowali jak doszło do wypadku.

– Podobno prace budowlane prowadzone w pobliżu metra doprowadziły do spadku napięcia w metrze…

– Kilka wagonów wypadło z toru i ugrzęzło w tunelu, nie mogą nawet ewakuować pasażerów!

Andy przysłuchiwał się komentarzom i myślał o dziwnej dziewczynie, która wsiadła do pociągu. – Może dobrze, że nie pozwoliłem, aby mnie zaprowadziła do ojca, jak mu tam było na imię? Nie ważne, co mnie obchodzi jakiś tam klecha. Mogłem zginąć w tym pociągu!

– Dlaczego myślisz, że to nie przypadek? – nagle usłyszał Andy i zaczął się rozglądać wokół.

– Kto to powiedział? – zapytał Andy.

– Panie, a co to za różnica, kto co powiedział, metro wykoleiło się, pełno rannych i nie mogą ich wynieść na powierzchnię – odparł ktoś obok niego.

– Jednak jesteś kretynem, skoro myślisz, że to moja wina. – usłyszał Andy.

– Gdzie jesteś? – zapytał Andy, rozglądając się dookoła za dziewczyną z metra.

– Co za kretyn! – odezwał się jeden z gapiów obok.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*