panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 9

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

 

***

Andy dojrzał dziewczynę z metra na rogu ulicy. Ruszył w tamtą stronę, ale ona zaczęła się szybko oddalać. Co chwilę się oglądała, jakby chciała się upewnić, czy za nią idzie. Nagle młoda kobieta zerwała się do biegu i przepadła na sąsiedniej ulicy. Andy rzucił się w pogoń, ruszył na oślep szturchając przechodniów, wpadł na zakorkowaną ulicę. Słyszał przekleństwa ludzi i trąbienie samochodów, przyśpieszył jeszcze bardziej, wszystko co mijał obok zlewało się w jedną masę. Widział tylko ją, coraz bardziej się oddalała i widział ją coraz mniej wyraźnie.

Długo biegł za młodą dziewczyną, nim stracił ją zupełnie  z oczu. Zatrzymał się i niepewnie rozglądnął wokół.  Szeroka żwirowa droga, biegła przez wąwóz w lesie. Olbrzymie i gęste drzewa szumiały zaplecionymi z sobą konarami. Las był ciemny, ale drogę oświetlała odrobina dziennego światła, przebijająca się przez resztki nieosłoniętego gałęziami wąwozu, pozostawiając wolny skrawek nieba.

– Gdzie jestem? – Andy przyglądał się dokąd prowadzi droga. Z jednej strony koniec wąwozu tonął w ciemności, natomiast z drugiej widać było w oddali jakąś starą budowlę. Andy ruszył w tym kierunku – Może pozwolą mi skorzystać z telefonu i wezwać taksówkę, albo powiozą do miasta…

Drogi ubywało, Andy przyglądał się zabudowaniom przed nim. Zniszczone czasem szare budynki, bardzo przypominały obracający się w ruinę dworek, albo jakiś zaniedbany klasztor. Dość niski kamienny murek, odsłaniał puste podwórze po bokach, ale jakiś ciemny kształt majaczył pod bramą. Brama była olbrzymia, jak kamienny łuk z otwartą drewnianą dwuskrzydłową furtą. Zasłaniała widok, ale można się było tylko domyśleć, że na środku podwórza jest główne wejście.

Mężczyzna przyśpieszył kroku i znalazł się tuż pod uchylonym skrzydłem drewnianej furty.  Napis na kamiennym łuku tuż nad nią był nie wyraźny. – Taki długi napis i nie mogę przeczytać nawet jednego słowa – Zdziwił się Andy. Wszedł do środka, stanął i przelotnie zlustrował podwórze. – Ten duży i ciemny kształt pod bramą to samochód Margaret! Ta dziewczyna z metra to była ona! – krzyknął Andy.

Drzwi budynku przed nim zajęczały metalicznie i otwarły się zapraszając do środka. Andy ruszył przed siebie. W holu zobaczył kobiecą szczupłą sylwetkę. Z daleka nie widział twarzy, ale wewnętrznie był pewien, że to młoda kobieta z metra, a później zwątpił, może to Margaret, były tej samej postury, nawet nie przypuszczał, że tak są do siebie podobne.

 

***

Lekarka czekała na pielęgniarki, chciała mieć obchód jak najszybciej z głowy. Ostatni dzień przed urlopem ciągnął się jak guma do żucia. Nic się nie działo, stan zdrowia pacjentów bez zmian, nikogo nowego nie przywieźli na jej oddział. Nareszcie wszyscy się zebrali i ruszyli na spotkanie z pacjentami. Po paru minutach weszli do izolatki, pacjentka leżała spokojnie, ale oczy miała beznadziejnie utkwione w sufit.

– Przeniesiemy Cię jutro na inny oddział, nie mogę Cię tu dłużej trzymać… – lekarka jeszcze długo do niej przemawiała, ale kobieta wcale nie reagowała.

Gdy wyszli na korytarz, wszyscy się rozeszli, jedna z pielęgniarek podążała za lekarką i zapytała – co się z nią dzieje pani doktor?

–  Tego się już nie dowiemy, zabierają ją jutro rano, nie sądzę, aby nas poinformowali o wynikach dalszych badań.  Wiem tyle, co ty, ma dysfunkcje w obrębie mózgu, prawdopodobieństwo schorzeń psychicznych. Narkolepsja, półgodzinne napady nagłego snu, powtarzające się kilka razy w ciągu dnia. Katapleksja – nagłe zwiotczenie wszystkich mięśni ciała…

– Coś jest nie tak, pacjenci z narkolepsją wracają do domu. Jeżeli zapada w katalepsję, ma sparaliżowane wszystkie mięśnie oprócz oddechowych, przecież to uniemożliwia wykonywanie jakichkolwiek ruchów, taka osoba nie może otworzyć oczu, a Margaret ma zawsze oczy otwarte.  Może to nie katalepsja tylko zespół zamknięcia, całkowity paraliż wszystkich mięśni ciała, z wyjątkiem tych, które kontrolują ruch oczu.

– A ty co w lekarza się bawisz?! Zespół zamknięcia nie przychodzi i odchodzi, poza tym Margaret nie ma uszkodzonego pnia mózgu. Zostaw to, po co nam kłopoty. Margaret nie ma rodziny, więc zabierają ją do prywatnego ośrodka i tak nie możemy jej pomóc.

– Coś jest nie tak, wybudzenie się ze śpiączki nie powoduje takich schorzeń. Samo jej wybudzenie też nie było normalne. Nie potrzebowała stymulacji, taka aktywność istoty szarej mózgu powinno być widoczne po 7 dniach rehabilitacji, a nie natychmiast.

– Zamknij się i zostaw tą sprawę, jutro ją zabiorą i temat zamknięty. Powiem dobitniej, bo widzę, że nie rozumiesz jak ci się normalnie tłumaczy. Nie jesteś lekarzem, tylko niedouczoną stażystką, zamknij się, bo dopilnuje, abyś nie skończyła praktyki pielęgniarki.

 

***

Pielęgniarka kończyła zmianę, gdy przyjechali po Margaret. Widziała  jak ją wywożą i pakują do karetki. Podeszła bliżej i przeczytała napis „ST John ambulance” – Karetka z kliniki przyklasztornej, dziwne, w karcie w rubryczce religia napisali „bez wyznania”, ateistom też pomagają? – pomyślała pielęgniarka i pobiegła do swojego auta. Gdy ruszyli pojechała za nimi.

Gdy dojechali, pielęgniarka zaparkowała auto obok, na szczęście parking nie był zatłoczony. Podążała za sanitariuszami popychającymi nosze na kółkach za spuszczoną głową, ale obserwowała ich pilnie. W holu ktoś ją zaczepił – A pani dokąd?

– Kończę szkołę pielęgniarską, szukam stażu, ktoś mi powiedział, że przyjmujecie woluntariuszy.

– Nic na ten temat nie wiem, niech pani tu poczeka – powiedział wskazując na poczekalnie.

Siadła bez słowa na najbliższym krześle, przez chwilę przeglądała gazetki wyłożone na stoliku obok. Wszystkie były kościółkowe, więc szybko odłożyła je z powrotem na miejsce. Założyła nogę na nogę i cierpliwie czekała obserwując, co się dzieje na korytarzu. Długo nikt nie przychodził, aż nagle usłyszała nad sobą ochrypnięty głos.

– Witaj Jane, jestem Benedykt, zapraszam Cię do mojego gabinetu.

– Skąd znasz moje imię?

Staruszek nie odezwał się, ruszył energicznym krokiem przed siebie, był nad wyraz sprawny jak na swój wiek. Jane szła za nim bez słowa długim korytarzem, na jego końcu zatrzymali się przed drzwiami i weszli. Minęli rzędy drewnianych ławek i skręcili przy samym ołtarzu, wprost do jakiegoś pomieszczenia, zostawiając za sobą opustoszałą kaplicę.

– Siadaj – rzekł ojciec Benedykt wskazując jej staroświeckie krzesło

– Skąd znałeś moje imię? – zapytała dziewczyna posłusznie siadając.

– Nie bój się, nie jestem jasnowidzem. Od lat opiekujemy się kliniką w tej dzielnicy. Znam większość pacjentów i cały personel, więc pojawienie się praktykantki nie mogło ujść mojej uwadze. Szukasz dodatkowego stażu jak powiedział ochroniarz? Rąk do pracy nigdy nie za wiele, ale wiem, że jechałaś za naszą karetką od samego szpitala, wiec przemyśl, czy chodzi ci o śledzenie, czy naprawdę chcesz tu pracować. Jak nie zmienisz zdania to wróć jutro to pogadamy, gdzie się możesz przydać – powiedział Benedykt, sięgnął po sutannę i stułę. Szybkim krokiem wyszedł ubierając się po drodze, nim Jane zdążyła do niego podejść, ksiądz zniknął w drewnianym konfesjonale.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*