panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 10

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

Od dłuższej chwili nie odzywali się, tylko patrzyli się ukradkiem na sobie, popijając w ciszy piwo. W końcu Vick przemówił:

– Musiałaś się napracować z tymi gwoździami. – wskazując na pułapkę pod oknem.

– Widziałam wczoraj przez okno robotników w domu naprzeciwko. Szybko remontują sąsiedzi wynieśli się 2 tygodnie temu.

– Dużo ludzi się ostatnio wyprowadza – odparł Vick.

– A pan Brown ostatnio dużo nowych domów kupuje za bezcen, to byli jego robole.

– Jesteś pewna? – Vick zmarszczył brwi, mimo to Lucy kontynuowała dalej.

– Tak jestem pewna. Ci zbóje na motorach jeżdżą już w każdy czwartek, plotki niosły, że gang pobierają opłaty za ochronę od drobnych sklepikarzy na głównej ulicy. Ludzie od dłuższego czasu gadali, że niedługo zaczną wyłudzać haracz od mieszkańców. Pewnie, dlatego tyle pustych kamienic trafia się w dobrej cenie!

– A Ty czemu się nie wyniesiesz?

– A skąd wiesz, czy się wyniosę czy nie, przecież tu nie jest bezpiecznie, a poza tym postraszyłeś mnie tą zamordowaną prostytutką i trupem z jeziora. Szukam czegoś przez Internet, mam nadzieję się wyprowadzić się w najbliższym czasie.

– Dałaś wypowiedzenie panu Brown?

– Tak – Lucy ugryzła się w język – to znaczy mieszkania jeszcze nie wypowiedziałam.

Vick przyjrzał się Lucy dokładniej, lekko zmieszana dziewczyna porwała talerze i pognała do kuchni.

 

***

– Co Cię tak wzięło na zmywanie? – zapytał Vick wchodząc do kuchni.

– Kiedyś to trzeba zrobić. – burknęła cichutko Lucy.

– I tak miałem Cię zapytać o prace w hotelu, Brown powiedział, że wzięłaś urlop, ale widziałem list zapraszający Cię na rozmowę kwalifikacyjną za kilka dni. Powiesz, o co chodzi?

– Czytasz moją korespondencję? – warknęła Lucy.

– List leżał na stole, zanosiłem talerze i kuknąłem. Powiesz wreszcie o co chodzi?

– Czemu nie zapytasz Browna?

– Zapytałem, powiedział, że wzięłaś dłuższy urlop i zmienił temat. Z takim szefem się nie dyskutuje!

– Ze mną też.

– Pójdę już – powiedział Vick i skierował się do drzwi.

 

***

Rano usłyszała jak zwykle dzwonek do drzwi, o 7.30  to pewnie to Vick z zakupami, ale mimo to Lucy odruchowo spojrzała na kamerę. Młody, wyjątkowo chudy mężczyzna stał przy drzwiach z siatkami w ręce. Po chwili popatrzył na kamerę i jego pryszczatą twarz rozjaśnił promienny uśmiech. Coś gadał, ale Lucy nic nie rozumiała, w sumie wyglądał zabawnie tak szeroko i zawrotnie szybko otwierając usta, gwałtownie wymachując wolną ręką.

Zadzwonił jeszcze raz, postał kilka minut, zawiesił zakupy na klamce i odszedł kilka kroków, ale natychmiast wrócił. Zdjął siatki z klamki i położył je na pokrywie wąskiego kubła, pociągnął do siebie, plastikowe kółka potoczyły się z szumem. Młody człowiek przybliżył kosz do drzwi, poprawił siatki tak, aby kamera uchwyciła logo sklepu i odszedł.

Lucy wahała się, ale po kilku minutach podeszła do drzwi, uchyliła i po omacku sięgnęła po zakupy. Wciągnęła siatki do domu i trzasnęła drzwiami. Odetchnęła z ulgą zamykając zamki. Pobiegła do kuchni. W jednej z siatek czekała na nią niespodzianka. Kolejna gazeta z kartką przyklejoną obsórną taśmą do głownego nagłówka.

Podniosła w górę kartkę z notesu, zasłaniającą artykuł na pierwszej stronie i zaczęła czytać. Gazeta ostrzegała przed seryjnym gwałcicielem i mordercom panoszącym się w okolicy. Kilka zdjęć zabitych ofiar i doniesienia o jego wyczynach. Twarz dziewczyny na ostatnim zdjęciu wydawała się znajoma, ale Lucy nie mogła sobie przypomnieć skąd ją właściwie zna. Po chwili przeczytała, że ciało ofiary wyłowiono z jeziorka w pobliskim parku.

Lucy zasłoniła oczy, wydawało jej się, że znów słyszy tupot nóg i wołanie o pomoc. Zobaczyła jak wielka łapa gwałtownie dosięgła twarzy dziewczyny, jej ciało najpierw bezwładnie ześlizgujące się po masce samochodu, a później kolejne ciosy w twarz i kopniaki, gdzie popadnie. Po chwili szamocącą się dziewczynę kilku chłopa wpakowało na tylnie siedzenie auta, waliła pięściami w szybę  i wyrywała się, ale dostała w pysk,opadła na kolana jednego z opryszków i odjechali z piskiem opon.

 

***

Lucy wyjęła z kubła zmiętą gazetę. Oderwała kartkę z notesu i wyprostowała papier. Wiadomość była krótka, Vick oznajmiał, że chwilowo ktoś inny będzie dostarczał zakupy, a on jak pozałatwia pewne sprawy to do niej na chwilę wpadnie. W post scriptum pytanie, czy ma ochotę na smażoną rybę od Josepha, bo jak tak, to niech do niego zadzwoni. Lucy ciepnęła gazetę razem z kartką z powrotem do pojemnika na materiały wtórne.

Wzięła się do prania, umyła podłogę, zaczęła prasować, ale coś jej nie szło. Wszystkiego było jakoś za mało, aby opłacało się zaczynać i nie bardzo mogła się skoncentrować. Nie do końca wiedziała, co ze sobą zrobić, te kilka dni domowego aresztu zaczęły jej doskwierać, a do tego Vick strzelił focha zakupami. Chwilkę chodziła w tą i na zad po pokoju, mamrocząc pod nosem.

– Przecież to nie przypadek, że przysłał pryszczatego! Niech mu będzie i tak do Niego nie zadzwonię. Miło, że zadbał o zastępstwo! Pieprzony palant! Drugi też nie lepszy -żarcie na klapie kosza kładzie. Pewnie się wystraszył, że siatki spadną z klamki, gdy otworze drzwi i szef mu jaja oberwie. – Lucy zamknęła buzię, jakby słyszała echo głosu Vicka „Często gadasz do siebie?” – Pieprzony palant – zaklęła jeszcze głośniej – Mądrala i jeszcze sobie wyobraża, że będę się Mu spowiadać?! Niech wyspowiada Browna, powodzenia! – wrzasnęła Lucy na cały pokój.

Pałętała się po domu bez sensu do południa, nie mogła czytać i miała dość oglądania filmów. Zakopała się głęboko w pościeli i próbowała przespać zły humor. Nic z tego, kręciła się bez przerwy , znów sięgnęła po pilota i wtedy usłyszała huk rozbijanej szyby. Lucy wskoczyła z łóżka, pstryknęła pilotem na podgląd kamery. Dwóch osiłków jakimś prętem rozwalało okno jej salonu.

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*