panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 12

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

– Vick to Ty – zapytała Lucy.

– Lucy? Gdzieżeś wlazła?

Lucy nie miała siły się odezwać, ścierpnięta ręka była nieposłuszna i nie miał siły się ruszyć i walnąć głośno o cokolwiek w pobliżu. Jęknęła cicho i zamknęła oczy. Vick rozejrzał się po pokoju, głos dochodził z rogu pokoju, tam stały tylko szeroko pootwierane szafy, żadna nóg ani długich ciuchów, które mogły ją ukryć. Odruchowo sprawdził ręką, ale przecież nie mogła być niewidzialna.

Przyglądał się szafom, nic specjalnego, zwykłe szafy kipiące ciuchami, lustrzane drzwi, tylko ściana, przy której stały wydawała się krzywa. – Zbyt krzywa! – pomyślał Vick. Podszedł do szafy w rogu i wyrzucił wszystkie ciuchy na podłogę. Tam jej nie było! Usiadł na łóżku, w pokoju było cicho, przyjrzał się szafie jeszcze raz.  – Za bardzo odstaje od ściany. Czyżby wcisnęła się w róg ścian? – spojrzał na dyktę, nie wyglądała podejrzanie, ale szarpnął gwałtownie, nie puściła, ale Vick usłyszał coś, jakby lekko stłumiony jęk. Natychmiast pociągnął ja jeszcze raz, dużo mocniej, dykta wypadła wprost na niego, a wraz z nią skulona Lucy z rękami oplecionymi sznurkiem.

– Ale z Ciebie wariatka! – wrzasnął Vick– Vick przyjrzał się z ciekawością wyżłobieniom na sznurek, rozmieszczonym po bokach dykty – Na to mogła wpaść tylko blondynka! –  wtedy dostrzegł, że Lucy leży omdlona. Nim zdecydował czy walnąć w policzek czy sztuczne oddychanie, Lucy otworzyła oczy. Próbowała się ruszyć, ale sznurek zawinięty wokół rąk krępował ją dostatecznie mocno, więc leżała na dykcie bokiem i uśmiechnęła się blado na myśl o niedogodnościach wskakiwania do niedokończonej kryjówki.

Vick szybko uporał się z krepującymi więzami, pomógł jej wstać, zapiszczała, gdy niewyjęte gwózdki zadrapały ją cycka, ale szybko zagryzła zęby i przybrała kamienną minę. Vick znieruchomiał, patrzył na nią dziwnie i uśmiechał się podejrzanie. – Pieprzony palant, oby tylko nie próbował mnie objąć – pomyślała Lucy i zapytała:

– Co się tak gapisz, jakbyś ducha zobaczył?!

– Jak na ducha to wyglądasz całkiem zdrowo, a jak na tak szczupłą osóbkę to masz całkiem duże cucusie – powiedział cichutko.

– Pieprzony palant – burknęła widząc swój rozerwany podkoszulek odsłaniający spory kawałek piersi. Nawet nie próbowała go zasłonić, tylko zesztywniała i wyszła z pokoju nie oglądając się za siebie. Po chwili Vick usłyszał szum wody lejącej się do wanny.

 

***

– Lucy zasłoń kurtynę nad wanną muszę wejść i ułożyć te kolczaste maty na podłodze nim dotrą tu robotnicy Browna. – powiedział Vick pukając do łazienki.

Lucy nie odezwała się, ale usłyszał szum przesuwanej zasłony i nacisnął na klamkę. Szybko się uwinął, zrobił zdjęcia, strzepnął szkło i zatransportował do łazienki. Zapytał czy Lucy czegoś nie potrzeba, ale odburknęła niezbyt grzecznie, więc się zmył. Za parę minut wszedł do łazienki bez pukania, Lucy zesztywniała na odgłos deski sedesowej, zagryzła zęby przerażona, że zaraz usłyszy odgłos sikania. Usłyszała pstryknięcie zapalniczki i poczuła dym zapalonego papierosa.

– Wiem, że nie palisz, ale na parapecie zawsze masz papierosa na popielniczce, długo leży sądząc po kolorze.  – Lucy milczała – Jak jesteś wkurzona to zawsze kradniesz dymka od Jole – nadal cisza – Chcesz papierosa jak u veta? – wtedy usłyszał szum i zobaczył wyciągniętą dłoń wychylająca się z za kotary. Wręczył jej papierosa i jak przypuszczał wychyliła głowę. Zaciągnęła się dwa razy i oddała mu bezczelnie dmuchając prosto w twarz.

– Musiałaś go tak oślinić złośnico?

– Nie smakuje Ci?

– Wyśmienite, dziękuję – odparł Vick z uśmiechem.

 

***

– Jak dobrze znasz Jole?

– Kumpel ją zna, nawet z nią nie rozmawiałem, dlaczego pytasz?

– To skąd wiesz, że czasem kradnę jej dymka?

– Mam swoje źródła.

– Jasne. Mam swoje źródła. Mam swoje źródła. – zaczęła go przedrzeźniać Lucy.

– A Ty ją dobrze znasz, to czemu pytasz? – odgryzł się Vick

– Może sprawdzam Ciebie, a może ją – powiedziała Lucy strojąc minkę niewiniątka.

– Jasne. – chwilę patrzył jej prosto w oczy i dodał – Kumpel podrzucił mi jej zlecenie, jeden wieczór roboty i po krzyku.

– mhhh – zamruczała Lucy.

– Jak dobrze znasz jej męża?

– Po co Ci to wiedzieć, chyba nie myślisz, że z nim sypiam czy sypiałam?

– Nie, no coś Ty, tylko żal mi faceta.

– A mi wcale.

– A w ogóle wiesz, co mu zrobiłem?

– Nie – odparła Lucy – Powiesz mi?

– Upiłem go w barze, nie był zainteresowany moją znajomą, wiesz co dostał do kolejnego drinka?

– Domyślam się.

– Ona rozebrała siebie, a ja jego. Zapozowała do zdjęć, siedząc okrakiem zasłoniła jego zwiotczały interes i wypięła cycki – Lucy nic się nie odezwała – Żeby to był jakiś polityk, albo inny skurwisyn, ale to zwykły facet i żona go wrobiła.

– Nadal mi go nie żal.

– A czemu?

– Nie lubię toksycznych facetów, damskich bokserów też. – Tym razem Vick milczał. Jeden z robotników zapukał do łazienki i zameldował, okna przeszklone i drzwi też, wynosimy się panie Vick.

– Super, już idę zobaczyć – powiedział Vick do robotnika i dodał odwracając się od Lucy – Musiałem jej dopłacić, bo jak się obudził i odkrył ją o poranku nagą w łóżku to walnął ją po buzi, spadła z łóżka, z tak mocno rozbitą wargą nie mogła obsługiwać klientów.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*