panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 13

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

Vick rozglądnął się po mieszkaniu, odesłał robotników, sprawdził kamery, długo kręcił się w jej sypialni. Co chwilę wystawiał głowę i ukradkiem spoglądał na Lucy, która spokojnie krzątała się po kuchni. Po chwili weszła do pokoju i bez słowa podsunęła mu talerz. Zwykłe tosty z podtopionym żółtym serem, ale zjadł ze smakiem. Nim skończył zadzwonił telefon:

– Szefie klient oprzytomniał. na pewno nie dotrzemy szybko do bazy przez te zamieszki, tłum ludzi z kijami bejsbolowymi rozwalają wszystko co na drodze, wynoszą towar ze sklepów, na głównej samochody stanęły w ogniu, policja sobie nie radzi, może go wyspowiadasz, gdzie indziej? Jak zdążysz, bo dużo krwi stracił i zapaskudził całe auto!

– Zguba się znalazła, mam go gdzieś, są ważniejsze sprawy do załatwienia. Jak daleko jesteście?

– Parę minut od mostu, ale rozwydrzony tłum wali właśnie w tą stronę, za chwilę wszystkie okoliczne ulice będą zupełnie nie przejezdne.

– Dobra wracajcie tutaj, gnoja wykopać z auta pod mostem.

– Lucy muszę zmykać, za chwile podjadą moi chłopcy…

 

***

Vick wyszedł, Lucy przechadzała się po mieszkaniu, uśmiechnęła się przypominając sobie ostatnie zdziwienie na twarzy Vicka – Ach Ci faceci, zawsze im się wydaje, że kobieta boi się zostać sama w domu! –  Podeszła do szafy, przyglądała się jej uważnie – Ciasno w tym kącie! – pomyślała, ale lepsza kryjówka nie przychodziła jej do głowy. Otwarła lustrzane drzwi. Dykta była starannie poprawiona, a na dolnej półce leżały powyciągane gwózdki, uśmiechnęła się blado – Obym nie musiała tu znowu włazić! – szepnęła Lucy.

Wskoczyła pod kołdrę i wzięła pilota od telewizora, podgląd kamery pojawił się na ekranie. Ustawiła małe okienko z monitoringiem jej domu i włączyła lokalne wiadomości. Dziennikarze relacjonowali rozruchy, redaktor z helikoptera krzyczał do mikrofonu, na ekranie pojawiły się zdjęcia rozwydrzonego tłumu wandali, znajome domy, sklepy z pozamykane straszyły blaszanymi żaluzjami, chociaż godziny targowe wcale nie minęły, zakład wulkanizacyjny stał w ogniu i gęsty dym jak mgła zamazywał obraz zdemolowanej ulicy. – Są blisko! – szepnęła Lucy.

Nagle usłyszała cichy brzdęk dolatujący z tyłu mieszkania. Spojrzała na podgląd, jedna kamera siadła, a druga pokazywała całkiem pustą ulicę. Pobiegła do okna, uchyliła roletę i uważnie zlustrowała ogród. Było pusto, w oddali dojrzała masywną sylwetkę, ktoś przeskoczył płot i zniknął w labiryncie drogi pożarowej oddzielającej ogrody sąsiadów.

Stała chwilę gapiąc się przed siebie, ale w ogrodzie nic się nie działo. Niebo poszarzało, zapowiadał się ciężki wieczór. Lucy wróciła do sypialni, przewinęła taśmę w tył, w pustym ogrodzie pojawił się kamień lecący znikąd i film się urwał.

 

***

– Tak, u mnie wszystko w porządku, trochę przerażona zamieszkami w dzielnicy, ale nie musisz się martwić. Dzięki, że zadzwoniłaś Jole. – Lucy pożegnała się szybko i odłożyła telefon. Na wspomnienie męża Jole przeszły ją ciarki.

Jeżeli coś nie tak było z nimi, to zawsze uważał, że to przez Jole. Nigdy nie czuł się odrobinę odpowiedzialny, wiecznie prowokował sprzeczki. To Jole zawsze musiała pierwsza podawać mu rękę i zawsze musiała to być jej wina, bo „ona zawsze…” albo „ona nigdy…”. Jak się wreszcie pogodzili nigdy nie powiedział, że coś mu się nie podoba, jakby czekał do kolejnej pyskówki i kodował wszystko w pamięci, aby robić wypominki w trakcie następnej awantury.

Życie podobno zawsze rzucało mu kłody pod nogi, pocieszanie go i kojenie jego nerwów było głównym zadaniem Jole. On ciężej pracował i zawsze był bardziej zmęczony, a Jole go nie doceniała. Nigdy nie mogła też mieć złego dnia w robocie, bo wtedy widziała na jego twarzy skurcz boleści: „Czy wiesz, co to w ogóle znaczy zły dzień? Gdybyś miała … jak ja, to byś wiedziała…”.

Dziwna sprawa z tą nagłą abstynencją od kobiet, przecież był rasowym podrywaczem, a uwodzenie to jego najlepszy narkotyk. Lucy mogła się założyć, że mąż Jole chodził na baby i jakoś nie zdziwiły jej niepokoje koleżanki. Może przestał, gdy między nimi zaczęło się psuć, może nie potrzebnie mu powiedziała o swoich podejrzeniach? Czyżby wpadł na pomysł, że na chwilę z tym skończy, ale nie mógł się powstrzymać od gry pozorów, aby jej dogryźć?

Oczywiście nie popierała wyczynu Jole, ale w jakiś sposób rozumiała jej ucieczkę, tylko zastanawiała się co to spowodowało, czy chęć zemsty, czy w desperacji doszła do wniosku, ze nie ma innego sposobu? Dostała kilka razy prosto w twarz, nic dziwnego, że się bała jego reakcji na pomysł z rozwodem.

Na ulicy było cicho, ale z daleka dochodziło stłumione echo syren policyjnych, czasem słychać było helikoptery przecinające niebo. Lucy siedziała w salonie w świetle telewizora, ale nie zwracała uwagi, co nadawali w TV. – Niech się dzieje, co ma się dziać. – pomyślała, a jej zesztywniałe ciało wolniutko zapadało w sen.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*