panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 2

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

– Dzień dobry.

– Dzień dobry Vick – odparła Lucy i uśmiechnęła się ciepło. – Często robisz tu zakupy? Nie widziałam Cię tutaj wcześniej.

– Pierwszy raz, to mały sklep, łatwo Cię znaleźć.

– Wczoraj w Tesco też mnie znalazłeś, włóczyłeś się za mną ponad godzinę z pustym koszykiem, tylko dzień dobry nie usłyszałam.

– Chciałem Cię zobaczyć. Co robisz dziś wieczorem?

– Jasne, śledzisz mnie, a później chcesz mnie poderwać. – wycedziła Lucy starając się złagodzić szyderczy ton.

– Mądra dziewczynka, kolacja dziś wieczorem – odparł i bez pożegnania ustawił się w kolejce do kasy.

– Palant! – burknęła zaskoczona Lucy, ale mimo woli patrzyła za nim, w koszyku miał butelkę kwasu do rur i batonik czekoladowy. – Kretyn, pieprzony palant!

 

***

Pies zachowywał się dziwnie, szedł tuż przy nodze cały czas z nosem przy alejce, nie chciał biegać, ani przynosić ulubionej piłki, od czasu do czasu jeżył sierść na karku i nie odstępował Lucy ani na moment.  Dziewczyna siadła na ławce przy jeziorku, wyjęła z torby spory kawałek chleba i zaczęła karmić łabędzie i dzikie gęsi, zlatujące się gwałtownie. Pies leżał spokojnie, ale nie spuszczał z niej wzroku.

Lucy zapięła smycz i podążyła do wyjścia, nagle zatrzymała się dostrzegając Vicka w bramie parku. Zmieniła kierunek i postanowiła wyjść boczną furtą. Pies ciągnął do domu, upominała go, prawie co chwilę, nie mogąc nadziwić się brakiem posłuszeństwa. Zrobiło się późno, gdy dotarli do wyjścia, na parkingu stało kilka samochodów. Pies ciągnął ją jeszcze bardziej gwałtownie prawie zmuszając do biegu.

– Przestań, siad, uspokój się – szarpnęła smyczą. Zwierzę jęknęło, ale posłusznie siadło i spuściło pysk w dół. Lucy rozglądnęła się, nikogo nie było, ale pies kręcił się niespokojnie, jakby miał mrówki w dupie. – Co jest kudłaty? – Lucy pochyliła się nad nim i poczochrała sierść na karku. Wstał i pociągnął ją gwałtownie w stronę domu. – Co z Tobą? –wrzasnęła Lucy, ale podążyła za nim.

Minęli ostatni samochód i wyszli na chodnik, kilka ludzi przeszło obok w pośpiechu, czarny kot chwilę syczał na płocie opodal i odwrócił się tyłkiem do niezainteresowanego nim psa. Nadmuchana wiatrem reklamówka zaszeleściła złowrogo przelatując tuż obok nich – Jutro też będzie wiatr – pomyślała Lucy patrząc na różowe niebo.

 

***

Nagle zobaczyła auto na rogu ulicy, wysiadła z niego młoda kobieta i stanęła na rogu. Znała tą osiedlową kurewkę z widzenia. – Ciekawe czy klient odwiózł ją na miejsce, czy to jej alfons? – zamyśliła się Lucy. Pies pociągnął smycz jeszcze gwałtowniej niż zwykle, aż niechcący szturchnęła prostytutkę.

Lucy usłyszała krzyk za plecami, a później tupot nóg, dobiegający od parkowej furtki, odwróciła głowę, zobaczyła uciekającą dziewczynę i kilku rozwrzeszczanych młodzików lecących za nią. Po chwili dopadli ją, widziała jak jej ciało huknęło o maskę auta. Ciemne łapska zdarły z niej kurtkę, później rozerwały bluzkę. Lucy stała jak wryta i patrzyła na scenę rozgrywającą się w pożółkłym świetle latarni.

Jeden walnął dziewczynę z pięści prosto w twarz, aż upadła na beton. Próbowała się wyrwać, ale wyraźnie coś przygniatało jej nogi. Poleciało kolejne uderzenie i dwóch osiłków chwyciło dziewczynę za ręce, podniosło jej wierzgające ciało w górę. Następny cios i wrzask.

Nagle coś gwałtownie wciągnęło Lucy do bramy, a drzwi przejścia pożarowego zatrzasnęły się głucho. Lucy odwróciła głowę, kurewka zamknęła zasuwę i ruszyła do biegu, rzucając za sobą:

– To nie przedstawienie, to życie, lepiej zabieraj się stąd nim zrobi się całkiem gorąco! – wyjęła komórkę i ruszyła wąską drogą między ogródkami.

Lucy nie pobiegła uciekającą za prostytutką, chwilę stała nieruchomo, a później spojrzała w kierunku parku. Młodociane zbiry wciągały zapłakaną i wzywającą pomocy dziewczynę przez drzwi auta. Lucy zobaczyła jej nagie i dorodne piersi w świetle latarni. Zebrała się na odwagę i otworzyła drewnianą furtę, zrobiła jeden krok i rozglądnęła się za czymś ciężkim, kamieniem czy coś i przy krawężniku dojrzała butelkę po piwie.

Pies zaszedł jej drogę i patrzył na nią błagalnym wzrokiem. Lucy odsunęła go na bok, gmerając po kieszeniach za telefonem schyliła się po szkło, wtedy pojawił się Vick i wciągnął ją z powrotem do bramy.

 

***

Samochód odjechał z piskiem. Lucy widziała szamotaninę na tylnym siedzeniu oddalającego się auta. Vick trzymał ją mocno i nie pozwolił się ruszyć. W końcu udało się jej wyrwać z jego masywnych ramion. Pyskowała do niego przez dłuższą chwilę, ale nawet nie zmarszczył czoła, na jej wyrzuty, że nie powinien być tu, tylko pomóc tamtej dziewczynie.

Lucy stała bezradnie na ulicy, ze złością kopnęła butelkę po piwie, pociągła za smycz i ruszyła w kierunku domu. Vick szedł kilka kroków za nią. Lucy ciągle miała przed oczami grupkę narkomanów spod mostu, ten przypakowany wydawał się ich szefem. Była omal pewna, że to on grzmotnął tą dziewczynę po twarzy. Obraz rozerwanych ciuchów i kołyszących się gołych piersi, wciąganej do auta dziewczyny znów powrócił.

– Musiałam wynająć dom akurat w tej dzielnicy! – mruczała pod nosem Lucy – Ja to mam zajebiste szczęście, na moście uratował mnie najemnik, tutaj osiedlowa kurewka i najemnik – psychopata depcze mi po piętach – Lucy wreszcie znalazła komórkę w przepastnych kieszeniach wiatrówki.

– Nie radzę dzwonić na komisariat – usłyszała za sobą nim zdążyła wykręcić numer, a ciężka ręka chwyciła żelaznym uściskiem jej nadgarstek.

– Puszczaj debilu – wrzasnęła Lucy. Pies doskoczył do jego ręki, ale nie użarł, tylko uderzył go szczęką i warknął groźnie. Vick puścił dłoń, patrząc jej bezczelnie w oczy – Durny kundel – krzyknęła Lucy rozmasowując obolały nadgarstek. Pies zaskomlał cichutko i siadł przy nodze.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*