panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 3

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

– Długo tak będziesz za mną szedł? – rzuciła Lucy, nie odwracając głowy.

– Chyba długo, bo bardzo oddalamy się od Twojego domu – odparł Vick.

– A skąd wiesz gdzie mieszkam?

– To nie trudne, ciągle ta sama nudna rutyna.

– Hmm – chrząknęła Lucy.

– Rano przed 7 wychodzisz z psem do parku, robisz rundę dookoła jeziorka. Później o 7.30 w sklepie na rogu ulicy odbierasz w drzwiach siatkę z zakupami, bułki, jogurty i owoce. Co drugi dzień dochodzi mleko, a w sobotę rano ciasto czekoladowe. Wracasz do domu, długo siedzisz w łazience, 8.15-8.20 wychodzisz z domu, wsiadasz do auta i jedziesz do pracy.

– Pieprzony palant, bardzo ciekawe skąd wiesz ile siedzę w łazience – powiedziała cicho Lucy.

– Słyszałem, to łatwizna, nigdy nie świecisz światła w pomieszczeniach, w których nie przebywasz. – potwierdził Vick.

– Dlaczego mnie śledzisz?

– Bo jesteś bardzo nierozważną osóbką, za mostem gangi przejmują teren, więc wszyscy w okolicy siedzą w domu, chodzą w grupie, nie wychylają się, a Ty? Uparcie robisz dalej swoje, jakby nie docierało, że czas zmienić zwyczaje.

– Mam dostosować swój harmonogram dnia do gnojów od zielska? – spytałą Lucy.

– Przydałoby się – odparł Vick.

– Mówisz jak moja koleżanka.

 

***

Lucy stanęła w progu domu, przekręciła klucz i rzuciła za siebie, nie odwracając głowy:

– Dobranoc Vick.

Nie usłyszała odpowiedzi, nie obejrzała się za siebie, lekko trzasnęła drzwiami i odetchnęła głęboko. Przekręciła zamek i zostawiła klucz w drzwiach. Długo zastanawiała się, czy nie zadzwonić na policję, ale instynktownie bała się kłopotów. Nalała sobie kielicha, szybko przełknęła siarczysty trunek i weszła do łazienki. Podeszła do okna, szyba była mocno wzorzysta, ale mimo to rozpoznała kształt człowieka wspartego o murek pod jej domem.

Zaklęła pod nosem, popędziła do salonu i zaświeciła światło, później zaświeciła w sypialni, a potem wprost do łazienki. Ciśnienie w pęcherzu już nie pozwalało jej spokojnie myśleć. Kuknęła przez okno, myjąc ręce, postać na murku poruszyła się, Lucy była pewna, że macha do niej ręką. Wiedziała, że przez przydymioną i wzorzysta szybę nie widział szczegółów, ale mimo to zrobiło jej się nieswojo, a po chwili opanowała ją złość, na samą myśl, że palant patrzył jak sika.

Weszła do salonu, nawet nie zauważyła, że automatycznie zgasiła światło za sobą. Stała bezradnie na środku pokoju, nim podeszła do okna. Vick wciąż stał oparty o murek. Wychyliła głowę i krzyknęła do niego:

– Długo będziesz tak stał?

– Nie wiem, ale pewnie tak, bo zapomniałaś, że jesteśmy umówieni na kolację.

– Pieprzony palant – parsknęła Lucy, zamykając z hukiem okno.

 

***

Lucy poprawiła włosy, wyjęła dość szerokie szpilki z metalowym masywnym flekiem, wygodny płaszcz i kilka buteleczek gazu pieprzowego. Ubrała się szybko, spojrzała na butelki z gazem, rzeczywiście wyglądają jak miniaturowy dezodorant, kupiła lata temu i nigdy nie korzystała, ale dziś bez wahania wrzuciła jedną do torebki, a drugą do kieszeni płaszcza. Wyszła przed dom, Vick uśmiechnął się demonicznie.

– To chodźmy już na ta kolację. – szeptnęła Lucy.

– Lepiej chodźmy, strasznie już późno.

Szli bez słowa, Lucy gotowała wewnątrz, a Vick pogwizdywał wesoło. Doszli do rzędu pojedynczych drzew oddzielających ekspresówkę od tej części ulicy.

– Kto wpadł na tak durny pomysł, aby przeciąć zwykłą, osiedlową ulicę na pół? – zapytała Lucy.

– Ci, co tą drogę budowali. -odparł Vick

– Jasne, to było pytanie retoryczne.

– Wybudowali most dla pieszych, jak byś nie zauważyła. To była odpowiedź retoryczna. Idziemy?

– He he, ale śmieszne – odparła Lucy i spojrzała w stronę, gdzie ostatnio dokazywała grupka narkomanów. Nikogo nie było, a Lucy przypomniał się wrzask i gołe cycki tamtej dziewczyny pod parkiem. – Pewnie mają dobrą zabawę, albo już ją załatwili – powiedziała w duchu Lucy i zrobiło się jej jeszcze bardziej głupio, że idzie na kolację z najemnikiem, który tej dziewczyny nie uratował.

Byli w połowie mostu, gdy do Lucy dotarło, że idą prosto w rejon gangu, a później uprzytomniła sobie, że idą w kierunku domu Vicka, a potem, iż Vick mieszka na tej samej ulicy, co jej przyjaciółka Jole. Nie mogła uwierzyć, że Vick chce ją zaciągnąć do swojego domu, szybko zaczęła kombinować jak zwiać mu w drodze, dopaść drzwi domu Jole. Lucy omal nie zaczęła modlić się, aby przyjaciółka jeszcze nie spała i zechciała jej otworzyć.

 

***

Kilka doładowanych tirów przejeżdżających pod spodem, wywołało rezonans. – Śmieszne uczucie, gdy idziesz, a tu grunt Ci się trzęście pod nogami – pomyślała Lucy czując rytmiczne drżenie wąskiej betonowej konstrukcji. Spojrzała na Vicka, intrygował ją i przerażał za razem, gdyby się odezwał, to z pewnością zrzuciłaby go z tego mostu. Zresztą, mimo że milczał też miała wielką ochotę to zrobić.

Schodzili w dół, drzewa szumiały z wiatrem, czasem wtórowały im stłumione odgłosy przejeżdżających aut, ale coraz wyraźniej słychać było ich kroki, a ciche dudnienie ich butów rozchodziło się po całym moście. Zostało już kilka ostatnich schodów, gdy Lucy zrobiło się całkiem gorąco i miała ochotę ruszyć biegiem przed siebie. Vick uśmiechnął się lekko i wskazał na jaskrawy neon po lewej stronie.

– „Fish & chips” (dosłownie: ryba i fryty) – przeczytała na głos Lucy.

– A skąd to oburzenie, tak się długo szykowałaś, to teraz to już wszystko zamknięte proszę damy.

– A skąd ten sarkazm?

Zatrzymali się w połowie kroku, spojrzeli wrogo w oczy i chwilę trwali nieruchomo. Żadne nawet nie mrugnęło okiem, starając się wytrzymać wzrok przeciwnika, jak w zabawie z przed lat, gdy dzieciaki spierają się o dominację. Nagle oboje wypchnęli śmiechem, Lucy przestała się, aż tak strasznie go bać, Vick też wydawał się być mniej spięty.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*