panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 4

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

– Hej Joseph, dwie średnie porcje, dla mnie cole, a dla Lucy…

-… wodę gazowaną.

Siedli przy stoliku, Lucy rzuciła okiem po wnętrzu. Drewno, ciemnobrązowy skaj, ostra czerwień i wykończenia ze świecącego aluminium. Ciepłe żółte światło rozlewało się z wielkich lamp. Kilka stolików, siedzenia jak w staroświeckim autobusie, prosta lada i oczywiście ostry zapach smażonej ryby i frytek. Boczna ściana wyglądała jak wielkie akwarium, jakieś kolorowe tropikalne rybki tańczyły w rytm szumiącego filtra i odgłosów smażenia na gorącym oleju.

Ktoś stał oparty o ladę i nucił coś pod nosem. Po chwili Joseph podszedł do niego z jedzeniem na kartonowych tacach i zaczął pakować. Szaro-kremowy papier zaszeleścił nad parującą złotą panierką ryby. Wielka papierowa torba wylądowała na blacie, starszy pan z gracją wkładał do niej pakunki i z uśmiechem podał klientowi.

– To miejsce pachnie wakacjami nad morzem i dzieciństwem – szepnęła Lucy.

Vick nic nie powiedział, za to głos z mikrofonu poinformował, że stolik nr.3 proszony o odebranie zamówienia. Podeszli do lady, owalne wielkie białe talerze, sztućce zawinięte w staroświeckie papierowe serwetki i starszy pan przy mikrofonie życzący smacznego. Mikrofon srebrny i masywny jak by ktoś lata temu zwędził go ze stacji radiowej.

Z tyłu za ladą wielka tablica –menu, lekko pożółkła ze skrzętnie powbijanymi plastikowymi literkami i cyferkami informowała, co z ile. Lucy przyzwyczajona do styropianowych i tandetnych opakowań nie mogła się nadziwić, że takie miejsca jeszcze istnieją. Lodówka z napojami też była w prawdziwym stylu retro. Ponaglana przez Vicka usiadła na obitym skajem siedzeniu.

 

***

Talerze dawno były już puste, ale atmosfera zatrzymała ich na pogaduchy. Właśnie wspominali, że to była bardzo spokojna ulica, a problemy pojawiły się niecały rok temu. Biali mieszkańcy masowo opuszczali tą okolice, sprzedając domy lub odnajmując kolorowym, granice emigranckiej dzielnicy niespodziewanie się przesunęły.

– Zapomniałeś, że ja też jestem emigrantem? – zapytała zmieszana Lucy.

– Przynajmniej jesteś biała – mruknął Vick.

– Czyżbyś był rasistom?

– Co drugi obywatel w tym kraju nim jest, tylko głośno się nie przyznaje, bo albo go pozwą do sądu, albo pobiją w ciemnym zaułku.

– Słyszałam, że za kasę w niejednej wojnie brałeś udział, zawsze byłeś po stronie białych, a kolorowi to nie walczyli przy Twoim boku?

– Przestań, zadawałem się z tym z kim mi kazali, zabijałem tych których kazano, chroniłem tych których musiałem, za to mi płacili…

Lucy zrobiło się znów gorąco i nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć na ten przypływ szczerości, na szczęście rozmowę przerwał zamęt dochodzący z sąsiedztwa. Huk rozbijanego szkła i metalowe zgrzyty poderwały Vicka z siedzenia, wyleciał z baru, a po chwili wrócił po Lucy i wpakował ją do nadjeżdżającej taksówki. Nim zdążyła coś powiedzieć była już w drodze do domu.

 

***

Lucy nie mogła zasnąć, w telewizji nic nie było, ale lepiej oglądać kolejny raz ten sam film, nim wykończą Cię natrętne myśli, więc patrzyła beznadziejne na obrazy pojawiające się na srebrnym ekranie. Po godzinie dostała SMS od Jole z prośbą, aby zadzwoniła do niej jak jeszcze nie śpi. Lucy pośpiesznie wykręciła numer do Jole.

– Coś się stało? – zapytała niepewnie.

– Koszmar jakiś!

– Joli zwariowałaś, dzwonisz do mnie o północy, bo przyśnił Ci się pieprzony koszmar! – podniesionym głosem Lucy warknęła do telefonu, a w myślach dodała, żebyś wiedziała na jaki koszmar ja musiałam patrzeć, przypominając sobie pobitą dziewczynę wciągniętą na jej oczach do auta.

– Nie sen tylko koszmar na ulicy, jakiś horror, mówię Ci, jeszcze się trzęsę jak galareta. Samochód… samochód… – wycedziła Jole zaczynając szlochać.

– Co z samochodem?

– Rozbity… wiele samochodów rozbitych…

– Powiesz mi wreszcie co się stało?

– Herszt gangu przejechał ze swoimi chłoptasiami po ulicy, darli się, że załatwią kapusia i każdego, kto się skuma z policją, rzucali kamieniami i butelkami w okna, taranowali samochody zaparkowane po obu stronach ulicy spychając je na chodnik…

– Nikomu się nic nie stało?

– Potrącili, a właściwie przygnietli do muru sąsiada wystawiającego kubeł, jutro wywożą śmieci… Wprasowali go do kubła jego własnym samochodem, jest w szpitalu…

– A policja?

– Przyjechali jak się to skończyło, już jak auto spłonęło!

– Jakie auto spłonęło? Nic nie mówiłaś o płonącym samochodzie.

– Lucy, na ulicę wjechało kilka samochodów gangu i narobili huku, w dole ulicy przytarli kilka samochodów, a później się rozzuchwalili i spychali auta w głąb chodnika. Jeden z wozów gangu wjechał ostentacyjnie w brykę najemnika, a później się zapalił. Dziwna sprawa, policja podejrzewa, że ktoś z mieszkańców rzucił koktajlem mołotowa i dlatego auto wybuchło. Ludzie gadają, że to sprawka najemnika… Widziałam palące się ciała i lecące szczątki… – Jole rozryczała się na dobre.

– A pan mąż w domu, czy jesteś sama?

– W tym problem, że jest!

– To chyba dobrze, że nie jesteś sama w domu. Nie bardzo rozumiem!

– Lucy to on zadzwonił po policję i pogotowie!

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*