panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 5

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

Na ulicy ucichło, ale wciąż często widywało się grupki młodych wysiadające pod schodami mostu i w parku. Lucy nie widziała Vicka od kilku dni, wyjątkowo bezczelny typ, najpierw chodził za nią krok w krok, później kolacja o północy, a po akcji z samochodami na ulicy nagle zniknął. Wystarczający powód, aby o nim zapomnieć, ale Lucy się to nieudało. Lubiła go i jeszcze bardziej się go bała, ciągle sobie tłumaczyła, że nie może być taki zły, skoro jej pies na niego nie warczał i wcale go nie użarł, gdy Vick znienacka chwycił jej rękę.

Może właśnie dlatego Lucy częściej wpadała do Jole w odwiedziny. Miała dobry pretekst biuro detektywistyczne dostarczyło dowodów zdrady jej małżonka, a Jole perfidnie wynajęła adwokata i wniosła o rozwód nie informując męża. Dostał zawiadomienie pocztą, walnął ją po pysku i natychmiast się wyprowadził. Jole kończyła się umowa wynajmu i rozglądała się za małym mieszkankiem w centrum, miała już dwa upatrzone, tylko jeszcze nie zdecydowała się, które wsiąść.

Dziewczyny skończyły fotografowanie rzeczy przeznaczonych do sprzedaży. Lucy zgrała zdjęcia na komputer Jole i zaczęła się szybko zbierać do domu. Przyjaciółka nadąsała się mocno, gdy Lucy odmówiła wystawienia pod swoim kontem sporej części rzeczy na internetowej giełdzie. Widać, że była zawiedziona, liczyła na pomoc i mocno wkurzył ją końcowy komentarz Lucy.

– Nie macie rozdzielności majątkowej, połowa tych rzeczy należy do niego, nie chcę się w to mieszać, a Ty powinnaś uważać i nie wyprzedawać dopóki sąd nie rozstrzygnie, jaki będzie podział majątku.

– Zwariowałaś, nawet jakbym chciała to nie zabiorę tego ze sobą, nie zmieści się do mieszkanka na poddaszu.

– Lepiej zadzwoń do swojego adwokata, niech mu wyśle pisemko z ofertą zabrania, czego tam chce, nim wystawisz to wszystko pod młotek.

– Chyba żartujesz, stoisz po jego stronie?

– Nie stoję po niczyjej stronie, po prostu uważam, że powinnaś grać fair.

– A on grał fair, dupcząc się na bokach?!

– Już się zrewanżowałaś za te zdrady i jeszcze Ci mało! Też nie byłaś fair, wynajęłaś biuro detektywistyczne, sfotografowali go z gołą dupą, za jego plecami wniosłaś o rozwód, oskubiesz go bez mrugnięcia okiem, pewnie już oczyściłaś konto!

– Co miałam czekać, aż on to zrobi, pewnie ma kilka kont, przecież nie płacił tym zdzirom z oficjalnego konta! Nadałabyś się na adwokata dla tego skurwisyna. No wiesz nie spodziewałam się tego po Tobie!

– A ja po Tobie! – powiedziała Lucy i skierowała się do wyjścia. – Zmykam, a Tobie radzę zadzwoń do swojego adwokata nim więcej narozrabiasz – Lucy trzasnęła drzwiami i wybiegła na ulicę.

 

***

Wchodząc na most Lucy zauważyła grupkę młodych miedzy drzewami po drugiej stronie. W polu widzenia pojawił się masywny facet, zbliżał się do nich sięgając ręką do kieszeni, w grupce zrobiło się poruszenie i kompletnie zasłonili Lucy widok. Dziewczyna cofnęła się i przyczaiła przy pniu pobliskiej topoli. Patrzyła w ich kierunku, ale nie wiele mogła wypatrzyć.

Masywny oprych załatwił swoje sprawy i odszedł w stronę samochodu, szybko wsiadł i auto odjechało z piskiem. Do Lucy dotarło, że to prawdopodobnie ta sama bryka, co wtedy w parku. Facet z postury też pasował do gnoja, który zadał tamtej dziewczynie pierwszy cios. Zaklęła w duchu, już prawie udało się uwolnić pamięć od obrazu tamtej pobitej dziewczyny, a teraz powrócił nachalniej niż zwykle. Lucy wyprostowała się gwałtownie, przetarła oczy i próbowała myśleć o czymś innym.

Stała jednak nieruchomo, scena z pod bramy parku powróciła. Napastnicy chwycili dziewczynę w biegu, uderzenie w twarz, kolejna pięść, rozerwane ubrania, wrzaski i szamotanina jak wciągali ją do auta, jej gołe cycki i przerażona twarz w świetle latarni. – Byłam kilka metrów dalej i nic nie zrobiłam, nikt nie zrobił! – szepnęła Lucy pod nosem – To mogłam być ja…

Nagle dotarły do niej głosy i echo kroków. Lucy spojrzała przed siebie, liczna grupa w kapturach schodziła z mostu. Lucy odwróciła się gwałtownie i bardzo szybko odeszła. Słysząc pogwizdywania i głupie komentarze przyśpieszyła kroku. Oni też, Lucy słyszała tupot ich nóg, zerwała się do biegu, na oślep przeleciała przez jezdnię, omal nie wpadła pod rozpędzonego vana. Wleciała do baru na wprost, przycupnęła między ladą i „autobusową ławeczką”, nakrywając głowę rękami.

Nagle usłyszała przez mikrofon – Lucy, co podać? Może siądziesz jak człowiek przy stoliku? – Lucy wychyliła głowę i spojrzała w górę. Joseph uśmiechnął się, zasłonił ręką swój mikrofon w stylu retro i powiedział cicho – Pozaglądali w szyby i już poszli! – Lucy odetchnęła z ulgą i podeszła do lady. Podziękowała starszemu panu i niepewnym krokiem wyszła.

W drzwiach rzuciła wzrokiem na salę, jakby z nadzieją, że wśród gości zobaczy Vicka. Przy stolikach siedziało kilka osób, ale jego nie było. Właściciel baru pomachał jej na pożegnanie, podniosła rękę i wyszła rozglądając się uważnie po ulicy. Zobaczyła nadjeżdżający autobus i podbiegła do przystanku, wpadła do środka w ostatniej chwili. Gdy drzwi autobusu się zamknęły zobaczyła tą sama grupkę wracającą na miejsce, gdzie omal nie potrącił jej van. Lucy instynktownie spuściła głowę i odwróciła się bokiem do szyby.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*