panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 7

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

Vick przyśpieszył widząc policyjny samochód i drugie auto połyskujące syreną, ale nie rozpoznał, co to za służby, dopóki nie podjechał bliżej. Przeczytał nagłos – Pogotowie weterynaryjne! Pies Lucy zachorował, ale skąd policja? Rzucił się w obronie Lucy, kogoś pogryzł i zabierają go na przymusową obserwację pod kątem agresji? – Pytania kłębiły mu się w głowie, ale intuicja podpowiadała zupełnie coś innego, tylko spychał tą myśl daleko w głąb zaniepokojonego serca.

Vick podszedł pod dom, drzwi furgonetki veta zamknięto z hukiem. Lucy stała na krawężniku chodnika i obserwowała odjazd. Wcale nie zauważyła podchodzącego Vicka,  jej twarz zastygła w dziwnym grymasie, ale w jej kąciku oka błyszczała ogromna łza. Ambulans zwierzęcy skręcił na końcu ulicy, a Lucy jak w jakimś transie skierowała się do domu. Vick szarpnął ją za ramię i spytał:

– Co się stało?

– Psa podźgali, zostawiłam go na ogrodzie i pojechałam na zakupy, wróciłam, a on leżał w kałuży krwi. Zadzwoniłam po veta i policję. Niestety muszę odwołać naszą dzisiejszą kolację. – odparła Lucy i weszła do domu.

 

***

Vick długo stał pod murkiem jej domu, nareszcie zobaczył wychodzących gliniarzy, podbiegł, ale Lucy zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Chwilę porozmawiał z policjantami i nacisnął dzwonek w drzwiach domu Lucy. Otworzyła w przekonaniu, że mundurowi o czymś zapomnieli. Zobaczyła Vicka i trzasnęła ponownie, ale drzwi nie zamknęły się tylko wyhamowały na jego bucie.

– Mogę wejść?

– Nie możesz! – odparła Lucy.

– Hej mała spokojnie, chce tylko Ci pomóc, mogę zobaczyć gdzie się to stało.

Lucy spojrzała na niego wrogo, wilgotna strużka rozlała się po jej policzku. Vick starł ją delikatnie palcami, ale nie ruszył się z miejsca.

– Długo będziesz tu tak stał – spytała Lucy drżącym głosem.

– Chyba długo, aż mnie wpuścisz. – Powiedział Vick i pchnął drzwi. Lucy odruchowo dała kontrę kolanem i drzwi wróciły na miejsce, a może szpara była mniejsza, bo stopa Vicka przekręciła się mocno w jednym kierunku.

– Wow, co za refleks!

– Vick idź sobie, ok?

– Lucy wiem, że sobie radzisz, przepłoszyłaś ich, ale wyłamali zamek od ogrodu, pozwól mi to zabezpieczyć. Zastanów się, policzę do 10 i wyjmę buta, albo mnie wpuścisz, albo sobie trzaśniesz tymi drzwiami, ok?

Lucy spojrzała mu głęboko w oczy i odwróciła się na pięcie, zostawiając uchylone drzwi rzuciła za sobą podniesionym tonem: streszczaj się!

 

***

– Pan chyba zwariował doktorze, jak to nie ma szans na normalne życie? Przecież mówił pan, że natychmiastowa operacja i będzie dobrze! – wycedziła do słuchawki Lucy.

– … – Vick nie słyszał, co mówi osoba po drugiej stronie słuchawki

– Niech pan już przestanie. Zaraz tam będę – odpowiedziała Lucy – Do zobaczenia za kilka minut – dodała dziewczyna i odłożyła słuchawkę. Porwała kluczyki od auta i ruszyła do drzwi. Vick zatrzymał ją w biegu.

– Chyba nie sądzisz, że pozwolę Ci prowadzić w takim stanie?

– Spadaj.

– Ile kielichów wypiłaś? – zapytał Vick patrząc wymownie na butelkę na kuchennym stole.

– Dwa, co Ciebie to obchodzi? Wynoś się musze jechać do kliniki.

– Ok, rozumiem. Zawiozę Cię, dawaj te kluczyki!

 

***

Lucy nie odzywała się całą podróż, gdy zatrzymali się pod kliniką weterynarii wybiegła z auta, a Vick popędził za nią. W korytarzu lekarz z pielęgniarzem próbowali jej wytłumaczyć stan zdrowia psa, ale Lucy szybko im przerwała głosem niepozwalającym na słowo sprzeciwu.

– Gdzie on jest?

– To nie jest przyjemny widok – wymamrotał jeden z nich.

– Gdzie on jest? – zapytała Lucy dobitniej i nim ktokolwiek zdążył się odezwać dodała – Płacę za wasze usługi od lat i chce go zobaczyć, natychmiast! Gdzie on jest? – odezwała się Lucy jeszcze ostrzejszym głosem.

Bez słowa zaprowadzili ją do salki operacyjnej, ktoś otworzył drzwi. Na podłodze wciąż pałętały się niesprzątnięte jeszcze, zakrwawione psie kłaki. Na metalowym stole leżało bezwładne, mocno wygolone, pokaleczone, pozszywane ciało, które zupełnie nie przypominało jej psa. Wyszła natychmiast na korytarz, a Vick za nią.

– Daj mi papierosa – odezwała się Lucy wychodząc z kliniki.

– Przecież Ty nie palisz.

– Kiedyś paliłam. Dasz mi tego papierosa, czy nie? – spytała Lucy ponownie i wybiegła na parking.

– Nie wygłupiaj się, chodź tu – powiedział Vick pstrykając zapalniczką.

Lucy pociągła kilka razy i podała mu do ręki dość długi niedopałek.  W pośpiechu weszła z powrotem do budynku.

– Co się tak gapisz – zapytała pielęgniarza – daj te papiery do podpisania – Sanitariusz bez słowa podsunął jej druczek i długopis. Lucy trzęsącą się ręką złożyła podpis – Koszty operacji, uśpienie, kremacja… Proszę obciążyć ubezpieczalnie, numer polisy macie w komputerze.  A teraz idź i mi przynieś garstkę jego sierści, chcę zachować na pamiątkę jak pukiel włosów.

 

***

Weszli do domu, Lucy usiadła na miękkim narożniku w salonie, widać było, że usiłuje się nie rozpłakać, ale usta dygotały jej niemiłosiernie. Vick chwile patrzył na nią, ale nie bardzo wiedział jak ją pocieszyć, więc poszedł zabezpieczyć drzwi od ogrodu, gdy wrócił Lucy rozmawiała z kimś przez telefon.

– Nie pytaj mnie jak było, nie było w ogóle, ktoś zadźgał mi psa i włamał się przez ogród.

– …

– Uciekli, usłyszałam głosy, włączyłam trailer tego filmu, co wczoraj wysłałaś mi na komórkę, dali się nabrać na te głosy z filmu, nie wykapowali, że jestem sama, uciekli, a ja znalazłam psa broczącego krwią…

– …

– musiałam go uśpić… Jole mam dość, nie mam siły nawet z Tobą rozmawiać.

– …

– dzięki, ale nie musisz przyjeżdżać, nie jestem sama.

– …

– Twój sąsiad

– …

– Tak, najemnik Vick.

 

***

– Dlaczego zadźgali mi psa, dlaczego weszli do domu? Nie kupuje zielska, nie mieszam się w ich sprawy, dlaczego akurat ja?

– Często gadasz do siebie? – zapytał Vick, obejmując ją ramieniem.

– A Ty często chodzisz z bronią za paskiem? – zapytała Lucy.

– Mam pozwolenie, jak większość detektywów z naszej agencji.

– Na tą pod nogawką też masz zezwolenie?

– Skąd wiesz, że mam tam coś?

– Złapałeś mnie na moście, wyczułam nogą, to nie był nóż, bardzo wypukłe zgrubienie.

– Zostawmy to – poprosił Vick patrząc jej prosto w oczy – Może wolałabyś odpowiedź na poprzednie pytania.

– Ok, Vick. Dlaczego?

– Czytałaś lokalną gazetę?

– Tą, którą wrzucili na próg rano?

– Tak, właśnie tą.

 

***

Lucy popędziła do przedpokoju i chwyciła za najświeższy numer lokalnych wiadomości. Na pierwszej stronie był długi artykuł o tym jak w kuble na materiały wtórne znaleziono ciało kobiety, ukryte pod stertą gazet. Lucy skończyła czytać i zapytała:

– A co ja mam wspólnego z poćwiartowaną prostytutką ze śmietnika?

– To, że ona wiedziała, że widziałaś gwałt! – odparł Vick.

– To było ciało tej dziwki spod parku?

– Mmm – odburknął Vick.

– Skąd wiesz, że to akurat ta sama prostytutka?

– Mam swoje źródła.

– Co się stało z tamtą dziewczyną?

– Wyłowili jej ciało z jeziora w parku.

– Zrobiłem Ci drinka – powiedział Vick podając Lucy szklankę.

– Dzięki – szepnęła Lucy.

– Na pewno nie chcesz, abym został?

– Nie chcę, nie stać mnie na ochronę 24h i to nie jest odpowiedni moment na wpychanie komuś swoich usług!

– Zapytałem prywatnie – Lucy nie dosłyszała już jego słów, zamknęła oczy i odpłynęła we śnie.

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*