panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

W objęciach diabła – Scena 2. – Nowela „W szponach bestii”, część II

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Popołudniu wrócił z pracy mój facet. Przy obiedzie opowiedziałam mu o wizycie tego policjanta.

– Ale ty naiwna jesteś, oni nigdy nie przychodzą sami!

Szybko wykręcił numer do lokalnego komisariatu i zapytał o policjanta, który był u mnie. Na szczęście zapisałam jego nazwisko. Okazało się, że taki gość w ogóle u nich nie pracuje! Gdy podał numer służbowy z odznaki dopiero zaczął się cyrk.

Po chwili dwa radiowozy zatrzymały się pod moim domem. Panowie weszli i dosłownie rozpieprzyli mi cały dom. Kurde, zabronili nam korzystać z górnego piętra. Po całym domu kręciło się sporo ludzi ze srebrnymi walizeczkami i aparatami fotograficznymi. Gdy wychodzili poinformowali tylko, że przejmują mój system monitoringu, czytaj zapieprzyli mi dwa dyski i pilota, wcale nie powiedzieli czy oddadzą i kiedy!

Jakiś koszmar, w którym nie wiadomo, o co chodzi. Sprzedali nam podobną historyjkę jak tamten policjant o niedawnym włamaniu do domu po przeciwnej stronie ulicy. Gdy zapytaliśmy, co z policjantem, który nawiedził nas rano, inspektor uśmiechnął się głupio, wycedził tylko jedno zdanie: kiedyś zaginął w akcji.

Musieliśmy pojechać z nimi na komisariat. Długo mnie wypytywali o szczegóły, ale nie miałam odwagi powiedzieć ich dziwnych o cieniach na nagraniu, nawet nie byłam pewna czy mi się przewidziało, czy wszystko działo się naprawdę. Później starszy facet z brodą wyrysował portret pamięciowy tego gliniarza.

Nic nam nie powiedzieli więcej i wszyscy zachowywali się dziwnie, a może dokładnie tak jak powinni, czyli jak na wielkich sztywniaków przystało. Gdy wreszcie skończyli kazali czekać, aż ktoś odwozie nas do domu. Nie wytrzymałam i zapytałam, dlaczego nie dano mi zdjęć do oglądania, jak to zazwyczaj widzi się na filmach.

– Nie ma potrzeby, rysopis był bardzo szczegółowy, nie mamy wątpliwości kto u pani był. – odparł gliniarz i zrobił taką minę, że odechciało mi się zadawania dalszych pytań. – Bardzo dziękujemy za pomoc. Jakby pani sobie jeszcze coś przypomniała to proszę zadzwonić.

Gdy wróciliśmy do domu, oznajmiłam, że muszę obejrzeć te nagrania. Na szczęście gliny nie wyczaiły ukrytego kantorka w jadalni, posiadanie sekretnego pokoju to jednak wspaniała rzecz.  Wyjęłam z szuflady laptopa, który nigdy nie łączył się z Internetem.

– Jaja sobie robisz, przegrałaś film na laptopa na którym piszesz książkę?

– Bałam się, że tamten wróci, albo wyśle kogoś po oryginał! Wydawało mi się, że może zrobić to co te „prawdziwe gliny”…

 

***

Wszystko rozpoczęło się od niespodziewanego wtargnięcia hakera na mój stacjonarny komputer. Wtedy zaczęły się dziać wyjątkowo dziwne rzeczy. Na początek na ekranie pojawiła się nie moja lista przebojów. Po prostu szukałam na Youtube piosenki z przed lat. Nagle komputer zastrajkował pojawiło się biało-szare tło, jak w telewizji, gdy zerwie się sygnał. Później wrócił Youtube, ale na ekranie pojawiło się coś zaskakującego.

Sprzętem zawładnęło stare kino, czarno-białe przeboje i wyjątkowo staroświecka muzyka! Mój komputer sam grał przeboje, jedne wyświetlały się w całości, a inne we fragmentach, jakby ktoś specjalnie przygotował składankę dla mnie. Ku mojemu zdziwieniu, po kilku sekundach wyświetlały się piosenki z 1924 i 1926 roku! Nie sądzę, abym ich kiedykolwiek wcześniej słuchała.

Pomyślałam, że jakiś walnięty haker zawładnął moim kompem i wtedy pierwszy raz usłyszałam ten obcy głos we własnej głowie. On zapewniał, że to przeboje, które doskonale znam, bo z mężem urodziliśmy się właśnie wtedy! Dostałam ataku nerwowego śmiechu i na głos wyrwało mi się:

– Do licha, nawet moi dziadkowie urodzili się później!

Głos w mojej głowie zaczął mi wmawiać, że to moje ulubione piosenki. Wtedy zaczęłam się obawiać, że to pieprzony haker w mózgu, który telepatycznie usiłuje przeczytać myśli w mojej głowie. Starałam się odwrócić swoją uwagę gdzieś indziej, chwilę patrzyłam przez okno, ale na wiele się to nie zdało. Czułam się dziwnie jakby ktoś stał obok czy przede mną, a przecież w pokoju przecież byłam sama.

Po chwili na ekranie miałam już koncert. Nie widziałam już filmów i teledysków, tylko jakby zatrzymane w czasie sceny sprzed lat. Muzyka była dużo cichsza, a na ekranie pojawił się jakby pokaz slajdów, nie wszystkie jednak przedstawiały muzyków. Nie znałam ludzi na fotografiach i zaczęło mnie to drażnić. W dodattku ten ktoś dołożył napisy w językach angielskim i francuskim. Po chwili zorientowałam się, że to tytuły przebojów i sztuk teatralnych, wraz z podaniem nazwisk artystów, reżyserów, ale nie mogłam nadążyć z czytaniem i zapamiętywaniem, białe literki za szybko pojawiały się i jeszcze szybciej znikały!

Najlepsze dopiero miało nastąpić! Nagle pojawiły się zdjęcia polityków z okresu przed pierwszej wojny, sceny z bitew i cała plejada znanych osobistości w chronologicznej kolejności aż do lat 40. Znałam te twarze z podręczników do historii, rozpoznawałam niektóre sceny z filmów, nie wszystkie postacie skojarzyłam z nazwiskami. Wtedy pasażer na gapę w moje głowie oznajmił, że po prostu nie pamiętam swojego poprzedniego życia!

– No ładnie, ktoś usiłuje mi wmówić, że już tu byłam i tworzyłam historię, której uczono mnie w szkole! Wow, ale sensacja byłam w Ameryce w poprzednim wcieleniu, szkoda, że w tym życiu mnie tam jeszcze nie zagnało. To dopiero numer, ktoś ma większą wyobraźnię niż ja! Tylko jak skurczybyku dostałeś się do mojej głowy! Wypieprzaj pókim dobra!

Głos wcale mnie nie posłuchał i nadal nadawał swoje. Tym razem nazmyślał bajek o moim mężu. Wg niego mój mąż był muzykiem w Ameryce, później nagle pokazały się zdjęcia poszukiwaczy złota.

– Jak następnym razem zobaczę obcego faceta w rzece po kolana, trzęsącego energicznie sitem, podskakującego z radości, bo znalazł kolejnego samorodka, to cię osobiście dorwę i własnoręcznie oberwę ci jaja!

Głos ucichł, monitor nagle zamarł, a ja miałam nadzieję, że intruz sobie poszedł. Zapaliłam papierosa i wtedy obca obecność znów stała się nieprzyjemnie odczuwalna. Jakby ktoś niewidzialny stał i ostentacyjnie się na mnie gapił. Starałam się zachować zimną krew.

– Nie trafiłeś kolego to nie moje wspomnienia. Gdzieś zapieprzył te zdjęcia? Z którego westernu? Idź sobie, cieniutko u ciebie z tym talentem! – zamilkłam, zastanawiając się, czy nie kusze licha tą prowokacją.

Intruza chyba to nie obeszło, bo wciąż czułam jego nachalną obecność, a po chwili zmienił taktykę. Podobno go źle zrozumiałam, a to byli moi krewni.

– Cóż za niezwykły sposób poznawania przodków! – odparłam kpiącym głosem.

– To twoi poprzednicy, wszyscy należą do twojej grupy …

Wtedy okazało się najlepsze. Należę do grupy wybranych obywateli tego świata! Nagle wszystkie teorie spiskowe, o których czytałam i pisałam okazały się prawdą. Czułam się jak na wykładzie Icka, jakbym słyszała jego słowa, wypowiadane innym głosem! Ktoś potarzał, a może nawet cytował jego teorię, jak to rodzina królewska i innych wybranych odmieńców genetycznych z całego świata sprawuje władzę.

– Zamknij się, bo jeszcze uwierzę, że jestem reptylianem i dopiero będzie cyrk!

– Jesteś. Jesteś dokładnie taka jak oni!

– Ta… Wypieprzaj z mojej głowy, albo się lepiej przedstaw, kim jesteś i po co przyszedłeś, z obcymi nie gadam! Co ja do cholery robię, rozmawiam z kimś kogo nie ma!

– Nie ma? Dobre sobie – z oddali dobiegł mnie jego głośny, ale raczej pobłażliwy uśmiech.

Obcy próbował być dobry, zapewniał, że jest kimś kto przyszedł, aby mi pomóc. Odpysknęłam głośno, twierdząc, że nie potrzebuje żadnej pomocy i aby poszukał innej ofiary. Domagałam się, aby się przedstawił, albo odszedł. Wtedy wokół zapanował nieznośny szmer, narastał i narastał, a w pokoju zrobiło się szaro, jakby zapadła jakaś mgła.

Nie było widać mebli, nawet blatu biurka, komputer jakby wisiał w powietrzu, a kontur okna rozmył się zupełnie tworząc lej, przypominający wnętrze maleńkiego tornada. Z oddali słychać było ciche wycie, najpierw przypominało przeciąg, huczenie wiatru, wycie wilków czy potępieńców.

– Kim ty do cholery jesteś i po co przyszedłeś? – nadal słychać było daleki szum. Na ekranie pokazała się skrócona wersja tego samego tylko w odwrotnej kolejności przyśpieszonym tempie. – Kurna wcisnąłeś przewijanie do tyłu, na to cię tylko stać?

Świat na monitorze znów zamarł, po chwili okrył go cień zniekształconej ludzkiej głowy, zaczął się rozrastać i po chwili zniknął. Słychać było metalowe zgrzyty i stukanie rozpędzonych koni, coś ryknęło i nastała cisza. Powietrze zrobiło się gęste, jakby zgniatało i paraliżowało ciało.

– Kim do cholery jesteś?! – wyksztusiłam i nastała złowroga cisza. W pokoju zrobił się tłok niewidzialnych żywych stworzeń, nie wiedziałam kto mnie szturcha czy ludzkie ręce, czy zwierzęce łapy, to toś było sztywne i lodowate. Nie bolało, przypominało słabe elektryczne impulsy, jak łaskotanie mojego masażera. Napierało ze wszystkich stron, ale nie dotykało mojej twarzy jakby ekran kompa działał jak tarcza ochronna.

Czułam złość wokół, jakby ludzką nienawiść. W pokoju śmierdziało obcymi ostrymi zapachami i ludzkim potem! O fuj – dlatego właśnie unikam autobusów w godzinach szczytu w upalne dni. Próbowałam wyciągnąć rękę i ruszyć myszką i wyłączyć komputer, ale moje ciało nie chciało mnie słuchać. Siedziałam sztywno na fotelu, pacząc bezradnie na telefon komórkowy, próbowałam skupić myśli i otrząsnąć się z tego koszmaru. Czułam narastające wokół mnie wrogie cuchnące oddechy i nie mogłam nic zrobić, czekałam nie wiadomo na co i nie mając pomysłu, co będzie dalej. Nagle obcy głos zapytał:

– Nie boisz się?

– A powinnam? – odkryłam, że powietrze miedzy mną i monitorem wibruje, mieniąc się tysiącem srebrnych przecinków.

– A jak sądzisz?

– Co mi możesz zrobić? Z taką mocą budujesz mi krzesło elektryczne? Zabijesz mnie na odległość? niby czym powietrzem?

– Nie przesadzaj, bo dam ci takie przedstawienie…

– Ta… Ludzie trzymajcie mnie – znalazł się magik z koziej wólki!

– A jak jestem diabłem?

– Wow, diabłu się w piekle strasznie nudziło i pofatygował się do mnie we własnej osobie, dobre! A może jeszcze jesteś sam szatan?

Obca obecność stała się bardziej natarczywa, odgłosy się nasiliły, coś się zbliżało i jakby huk wodospadu wypełnił pokój. Na ekranie pojawiły się krwawe sceny, toczyła się jakaś nocna bitwa. Nie było widać wojowników tylko jakby czarne zarysy ich sylwetek, z wściekłością atakowały ludzi. Ich też nie widziałam, tylko rozrywane szczątki ciał leciały w moją stronę, wszędzie pryskając krwią.

Topory, siekiery, metalowe i kolczaste kule na łańcuchach leciały w moim kierunku z ogromnym hukiem. Wrzawa bitwy, dudniące głośno werble i przerażające wrzaski zabijanych ludzi zapanowały wokół. Zobaczyłam olbrzymi topór nad głową masywnego mężczyzny w łachmanach. Wbił się w sam środek czaszki, wtedy ta rozbiła się jak wazon, kości oblepione ciemną mazią z głuchym odgłosem walnęły w kamienną ścianę.

– Koniec przedstawienia, chcesz pogadać to się przedstaw! Mam dość twojego teatrzyku, pieprzony diabeł z kiczowatym przedstawieniem. Zmykaj panie mentalny hakerze, nieźle ci poszło, prawie ci uwierzyłam, że masz zdolności paranormalne. Znikaj, nie mam więcej czasu na takie bzdury!

Wtedy wszystko ucichło i świat jakby się zatrzymał, a fala dziwnej złości wróciła i zawisła nad sufitem. Wtedy pomyślałam, że to kobieta i nigdy oprócz niej nikogo tu nie było więcej, ani diabła, ani tłumu ludzi. Przez moment, chyba widziałam cudzy pokój, a w lekko przyciemnionym światle widać było kobietę, jakąś postać przygarbioną na talią kart, wspierała głowę na dłoni. W pokoju chyba była jeszcze jedna osoba, bo jakbym słyszała rozmowę, zbyt cichą i daleką, aby cokolwiek zrozumieć.

Po chwili w głowie usłyszałam pytanie

– Nadal nie dowierzasz, co się dzieje i chcesz sprawdzić, co potrafię?

– No pewnie, pokaż, co potrafisz! – wymknęło mi się szybciej niż zdążyłam to przemyśleć.

– Jesteś gotowa? A jak jednak jestem diabłem?

Pomyślałam sobie, że jeżeli jest diabłem, to ci, co wymyślili przysłowie „diabeł nie taki straszny jak go malują”, mieli rację! Nic się nie działo, po chwili doszłam do wniosku, że wszystko mi się przewidziało czy śniło, albo to jakaś ściema domorosłego hipnotyzera, który próbuje na mnie swoje umiejętności.

Wtedy znów wróciły odgłosy z bitwy i czarna krew prysnęła jakby z monitora, ale nie dosięgła mojej twarzy. Zobaczyłam, że nic nie upadło nawet na klawiaturę, zaczęłam się śmiać w duchu. Nagle coś ryknęło złowrogo, nieludzki jakby przepuszczony przez wzmacniacz głos powiedział coś w niezrozumiałym języku.

W pokoju zrobiło się lodowato, miałam wrażenie, że ktoś kto jest obok, zaraz odwinie łapsko i mnie uderzy prosto w twarz. Nagle poczułam pazury wbijające mi się w ramiona, łapska ześlizgnęły się niżej z ogromną siłą szarpały moje ramiona do środka, próbowały zgnieść mi ręce i żebra, tak jak łupinę orzecha. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam płonące oczy diabła.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*