panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

W objęciach diabła – Scena 4. – Nowela „W szponach bestii”, część II

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Siedziałam na brzegu łóżka, przyglądając się rozpalającym się powoli w kominku kawałkom drewna. Próbowałam zebrać myśli i poukładać te dziwne wizje, czy cokolwiek to było, w jakąś logiczną całość. Nie było powodu, abym nagle zwariowała i widziała rzeczy, których inni nie mogli spostrzec. Przecież wariat nie wie, że zaczyna wariować, a ja miałam wrażenie, iż dzieje się coś dziwnego właśnie na pograniczu do wariactwa.

Co to było? Jakaś inna rzeczywistość wkraczała i przysłaniała dotychczasowy świat.  Miałam wrażenie, że zaciera się granica pomiędzy tym, co istnieje naprawdę, a tym co wyprawiają moje zmysły i żyłam jakby w dwóch światach, widząc dwie swoje postacie naraz, jedną np. w kuchni, a drugą na szczycie górskiego stoku. Skąd te dziwne uczucia, czy halucynacje, zbyt mocno przypominające opowieści schizofreników, z którymi rozmawiałam lata temu pracując w jednym z ośrodków pomocy.  Nikt nie miał powodu, aby mnie wrabiać w chorobę psychiczną, bo po co, nie osiągnął by żadnych z tego korzyści.

Druga sprawa schizofrenicy zawsze byli jakby uwięzieni w jednym miejscu, chociaż w swoich wizjach bywali w różnych miejscach to opowiadali wszystko po kolei, dla nich zawsze była tylko jedna teraźniejszość. Najpierw byli tam, później gdzieś indziej. Nie spotkałam nikogo, kto byłby w kilku miejscach na raz. Owszem słyszałam o takich przypadkach, że ktoś miał zdolności bywania w kilku miejscach, ale oni nie mieli chorób psychicznych tylko zdolność biolokacji.

Nie podejrzewałam siebie o taki dar, poza tym jakbym jakimś cudem wyszła z siebie astralnie, to nie miałabym możliwości wykonywania tylu czynności na raz. Ludzie podróżują we śnie, czy w transie medytacyjnym, ale nie prowadzą równocześnie normalnego życia, nie myją się w wannie, i nie robią sobie kanapki z szynką! Ich ciało leży lub siedzi unieruchomione i bezpieczne! A ja idąc ulicą, rozmawiając z kimś, równocześnie żyję w innym świecie i szykuje sobie armię przygotowując się do walki.

Ogień na chwilkę przygasł, aby po chwili wybuchnąć z podwójną siłą. Drewna opadły z trzaskiem rozsypując się na palenisku, jedno oparło się o szybę. Na szybie kominka natychmiast pojawiła się czarna smuga i zaraz zniknęła. Dziwne, osmolenie nigdy samo nie znika, przywiera i później trzeba się sporo namęczyć, aby je usunąć pastą do zębów. Kawałek drewna nadal oparty o szybę palił się, ale nowa smuga wcale nie powstawała. Niewiarygodne!

 

***

Zamyśliłam się nad tym, co się do tej pory stało. Najpierw pojawił się ten dziwny haker, co ciągle się podszywał lawinowo wysyłając maile i komentarze do strony, a nawet wpisy wprowadzone rzekomo przeze mnie. Ja tego nie pisałam, przynajmniej świadomie, a maile prawie zawsze przychodziły z innego IP. Widać było, że wysyła je ta sama osoba, w każdym razie to nieprawdopodobny zbieg okoliczności, że używano ciągle używano charakterystycznych tych samych fraz.

Gdy ja wysyłałam maile ich treść zostawała zmieniona, listy w skrzynce wysłanych zawartością czasem bardzo daleko odbiegała od oryginału napisanego na kompie. Dość często zapominam polskich znaków, dlatego rzadko, kiedy piszę bezpośrednio. Do tego wszystkie maile otrzymane były cofnięte i poprawione. Tak nagle i lawinowo wszyscy zaczęli korzystać z przycisku „Odwołaj wiadomość” i maniakalnie zaznaczali opcję „odwołaj wiadomość, nawet jeśli została przeczytana”?! Bez przesady nawet nie każdy wie, że jest możliwość cofnięcia omyłkowo wysłanego maila, nie wszyscy mają tą opcję, a tu nagle po 10-15 wiadomości edytowanych dziennie, przeplatane z „sorry mail został anulowany”.

Najdziwniejsze było to, że nie pojawiały się na komputerze, żadne hakerskie komunikaty i programy jak to bywa najczęściej np. zawiadomienie o wykryciu wirusa z fałszywego skana, nie było nowych zainstalowanych programów, ani problemów z menagerem programów, a przede wszystkim rejestracją. Jedyną oznaką wskazującą na cudzą obecność były maile, chwilowe spowolnienia Internetu, albo cyrki z myszką, samodzielnie biegającą po ekranie. Zabezpieczenia wcale nic nie wskazywały na cudzą obecność.

Wiem, że im bardziej zaawansowany haker, tym mniej prawdopodobne, aby go wykryć. Tylko kurde, co haker robiłby na moim komputerze? Nie mam nic, co mogłoby go interesować! Przypomniałam sobie o próbach włamania do sieci w pracy, tam mieliby, co ukraść, dane personalne tysięcy ludzi i sekrety biznesu to już jakaś gradka, a u mnie co? Wielkie gówno! Zabezpieczenie owszem jest, ale w sumie nie ma co zabezpieczać, nie wykonuję prawie żadnych transakcji, a jak już to ciągle używam tej samej karty przeznaczonej do zakupów tylko na necie i jej pilnuje. Co by mogli ukraść poza mailem, nazwiskiem, adresem i brudnopisami tekstów do strony? Nic, może kilka zdjęć i tyle, bo nic tam więcej nie ma.

Nie wiem, co sobie ubzdurałam o hakerze, bo prawda jest taka, że korzystniej hakerowi byłoby zapieprzyć moje auto. W Londynie są szajki hakerów samochodowych , w tamy tym roku zwinęli ok 11 tys. aut. Mają urządzenia elektroniczne, takie jak te używane w warsztatach samochodowych do otwierania zablokowanych pojazdów.  Takie cacko można bez problemu kupić na bułgarskich stronach, a hakerom wystarczy zaledwie 10 sekund, aby bez wyrządzania żadnych szkód włamać się do komputerów w samochodzie i przejąć nad nimi władzę.

Byłam ciekawa, co się dzieje, chciałam wykluczyć procesy hidding, aby sobie udowodnić, że mam cholerne zwidy i nie ma żadnego hakera. Nie wiedziałam jak, przecież sama nie znajdę hacked roota ACC,  nie mam o tym zielonego pojęcia, ale zbyt dobrze wiem, że hakerzy mogą zrobić prawie wszystko chcą na poziomie jądra, aby ukryć swoją obecność. Pewnie jakieś dzieciaki włamały się, teraz sabotują mi stronę i pocztę, przecież szanującemu się hakerowi, wstyd by było się brać za mojego kompa. Zamknęłam te szwankujące dwa konta e-mailowe i wyciągnęłam służbowego laptopa, aby sprawdzić, czy tam wszystko jest ok.

Wtedy odkryłam, że moje strony angielskie i mail z pracy wcale nie ucierpiał! Strona polska była w stanie totalnego bałaganu, ale on dotyczył tylko ostatnich dni, archiwum z poprzednich miesięcy było bez zmian. Zadziwiające haker buszujący tylko po plikach w j. polskim? Haker, który nie ruszył ani starych plików, ani starych postów? Ktoś robi jaja, ale to dotyczy tylko wpisów z ostatnich kilku dni. Nie mogę edytować, bo ktoś zamienia mi tekst, ani nie mogę nic usunąć, czy dodać na stronie, ale coś się tam pojawia od czasu do czasu jakby wbrew mojej woli. W pierwszym momencie pomyślałam, że wariuje, albo lunatykuje, nie pamiętam, co robię, albo ktoś mną steruje i nie zbliżałam się do sprzętu.

Kurde coo jest? Wszystko samo się pisze, nawet gdy nie dotykam klawiatury, a to co ja wklepie znika w tajemniczy sposób,  do tego komputer zaczął się sam włączać i wyłączać, kiedy chciał. Przestałam zupełnie używać swojego komputera, odłączyłam go od sieci, najpierw od neta, ale youtube sam sobie grał przeboje. Z wściekłością wyłączyłam listwę z prądu, a on i tak działał, mrugał cholernymi diodami i słyszałam odgłos wypracowanego już wentylatora. Totalna paranoja, maszyna się stawia, a ja siedzę na w przeciwnym rogu pokoju, z niedowierzaniem gapię się to w ekran, to na wyciągnięte wtyczki z kontaktu.

Sytuacja się ciągła w nieskończoność, cholerna maszyna sama pracowała! I co ja mam zrobić? Wyciągnęłam całe biurko na środek pokoju, wywlekłam wszystkie wtyczki i sięgnęłam po kamerę, franca nie chciała działać. Założyłam nowe baterie i nic. Kodak cyfrowy też wysiadł, telefon też , a to ustrojstwo dalej grało stare przeboje i sentymentalne piosenki.

Dołożyłam jeszcze kilka kawałków drewna i zaczęłam się patrzyć beznadziejnie w kominek, jak drewno się zajmuje płomieniem jedno od drugiego. Wciąż było słychać muzykę z kompa. W pokoju było coraz zimniej, zamiast coraz cieplej, przecież górna blacha była rozgrzana prawie do czerwoności. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Najgrubszy kawałek drewna dziwnie się z przodu tlił, ale palił się normalnie z tyłu. Po chwili nabrał dziwnego kształtu. Nadpalone drewno wyglądało jak wychylająca się z za kamienia głowa węża.

– No pięknie – wrzasnęłam teraz będziesz udawał s/Szatana z raju.

– A co jak nim jestem? – usłyszałam to w głowie, ale w pokoju nadal było cicho.

– o kur… – zaklęłam i powiedziałam – witam, ponownie witam pana hakera umysłów, co tym razem cię sprowadza?

Cień węża w kominku jakby otworzył buzię, płomień jak język zatańczył przy jego pysku. Ktoś coś powiedział, ale przerażający śmiech rozszedł się po pokoju i go zagłuszył. Później dziwny świst pojawił się w mojej czaszce i usłyszałam wiadomość powtarzaną kilkakrotnie lekko piskliwym tonem. Głos był podobny do mojego, styl wypowiedzi też, ale ja siedziałam cicho, paląc nerwowo papierosa.

Robisz cyrk tak filozofując, jakaś niedouczona grupa ludzi z przerośniętą ambicją próbuje na tobie swoich sił, wydaje się im i tobie, że są poważni, a wszyscy robicie sobie jaja. Zachciało ci się zażądać audiencji u najwyższego? Audiencja u najwyższego hahha, naiwne dziewuszysko, wielce zdziwione, że teraz wszyscy zlatują się w jej domu, hahaha audiencja u najwyższego! Haha a ja jestem najwyższym twoim przeznaczeniem i zrobię z tobą porządek, skoro mnie już zaprosiłaś!

 

***

Usiadłam do biurka, wciąż miałam gęsią skórkę. Kto to był i skąd wiedział o audiencji u n/Najwyższego? Co to są, ci wszyscy co się zlatują? Sięgnęłam po długopis i zeszyt. Nie używałam komputera, bo przecież komputer robił co sam chciał. Przez chwilę myślałam o znajomym informatyku. Wyjechał, ciekawe co by powiedział na taki cyrk? Wciąż obawiałam się hakera, tym razem hakera umysłu. W sumie to na początku myślałam, że ktoś przejął moją stronę, bo ciągle pojawiały się na niej te przeboje z youtuba i posty nie mojego autorstwa. Jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi to ktoś sobie coś publikował, a ja nie mogłam tego usunąć czy edytować, więc dałam sobie spokój ze prowadzeniem blogu.

Później sprzęty w całym pokoju przestały działać, tylko komp, czasem się odzywał. W kuchni też padła cała elektryka, lodówka, czajnik, żelazko, pralka itd. wszystko się nagle popsuło! Wodę na kawę musiałam gotować w garnuszku na gazie! Wyjęłam zeszyt i zaczęłam zapisywać wszystko, co pamiętam. Wtedy zaczęłam się bać, ale nie tego, że mi odbija, czy niewiadomego, co przyjdzie, nagle zaczęłam się obawiać, że ktoś będzie próbował wymazać wspomnienia tych niezwykłych rzeczy.

Nie wiem jak długo pisałam, ale wstałam do łazienki i coś zjeść w kuchni. Gdy wyszłam ponownie do pokoju, panował w nim wielki bałagan, część półek z książkami wypadła, niektóre szuflady były pootwierane, powywalane z zawartością do góry nogami, papiery pomieszane, część zdjęć rodzinnych leżała na środku tego pobojowiska.

Chciało mi się płakać, rozbite pamiątki z różnych wycieczek i potłuczone szkło w ramkach ze zdjęciami. Schyliłam się, aby podnieś jedno ze zdjęć i zobaczyłam, że podłoga jest pusta. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju, wszystko było na miejscu. To musiała być jakaś cholerna iluzja, przewidzenie, na szczęście wszystko w porządku. Pomyślałam, że gdyby to wszystko stało się naprawdę to musiałabym coś słyszeć, będąc w kuchni.

Zdjęłam ze ściany ostatnie zdjęcie syna, zrobione na kilka dni przed jego śmiercią, szkło było leciutko przykurzone, ale nienaruszone, ramka też. Przejechałam je kilkakrotnie ręką jakby niedowierzając, a może wciąż się bałam, widoku powbijanych kawałków szkła w jego twarz? Wtedy zadzwonił dzwonek i wyszłam do przedpokoju.

Jeszcze w progu usłyszeliśmy straszny huk i popędziliśmy do biblioteki. Drzwi nie chciały się otworzyć, a wcale ich nie zamknęłam, jestem pewna, że zostawiłam je uchylone. Mój facet zaserwował im z buta i po chwili puściły pod naporem kopniaka. Przez ułamek sekundy widzieliśmy wylatującą półkę z regału. Zawisła nieruchomo w powietrzu i bezwładnie upadła na środku podłogi rozsypując poukładane na niej dokumenty.

Spojrzałam na panujący w pokoju bałagan i wtedy do mnie dotarło, że moje poprzednie złudzenie, właśnie się urzeczywistniło. W ręce wciąż miałam nienaruszoną fotografię syna. Zamknęłam drzwi i wyszłam do sypialni, mój facet podążył za mną i coś do mnie mówił, ale nie zwracałam na niego uwagi. Padłam na łóżko i patrząc w sufit, rozmyślałam, co dalej.

Mój facet zastanawiał się, czy to nie są duchy. Instynktownie czułam, że to jest zapowiedź czegoś, jakiś koszmarny wstęp do koszmaru, który ma dopiero nadejść, a jak to coś przyjdzie to dopiero będzie się, czego bać. Nie wiem co się stało tam w pokoju, ale ja w duchy raczej nie wierzę, więc jedyne wytłumaczenie, na jakie mnie wtedy było stać, to ten hacker, który robił jaja na komputerze, który okazał się pieprzonym hipnotyzerem i który kilkakrotnie próbował ze mną rozmawiać i nakłaniać mnie do dziwnych rzeczy, póżniej popsuł mi sprzęty w domu – to on musiał w tym maczać palce!

Po chwili zeszliśmy do biblioteki z zamiarem posprzątania tego bałaganu. Od strony okna pokój wyglądał na nienaruszony, po przeciwnej stronie w rogu był burdel jak po przejściu tornada. Wewnątrz było zimno, wręcz lodowato, chociaż w piecu wciąż się tliło. Usiadłam na sofie, nie miałam siły się ruszyć, czułam się wypompowana, jakby coś wyssało ze mnie resztki energii i chęci do życia. Mój facet, w ciszy odpalił mi papierosa i podał do ręki popielniczkę.

– Odpocznij, czeka nas trudna rozmowa. Za dużo, a właściwie za mało tu się dzieje, mało wychodzisz z domu, psy chodzą koło ciebie jak na palcach, wszedzie jak cień, teraz też zaglądają prze próg i wygladają jakby były w jakimś transie. Wiem, że odwołałaś spotkania ze wszystkimi, prawie ze mną nie gadasz, prawie nigdzie nie wychodzimy, nie dopuszczasz mnie do siebie nawet w łóżku… Twoje strony internetowe prawie padają, na angielskiej totalna cisza, na polskiej same bzdury…

– Przestań, mam prawo do urlopu od życia!

– Urlop od życia, ale sobie wymyśliłaś. Za kilka dni musisz iść do pracy!

– Nic nie muszę.

– Po co szukałaś tej nowej roboty?

– Nie wiem, czy chcę tam pracować, czy będę w stanie, dziwnie się ostatnio czuje.

– Zauważyłem, że jesteś zmęczona tym leniuchowaniem, ale podpisałaś kontrakt, musisz podjąć się pracy, albo zadzwonić i podziękować. Lepiej idź do roboty, nie służy ci to odpoczywanie w domu. A teraz to cholerstwo! Co tu się dzieje do jasnej cholery, nic nie mówisz i marniejesz  mi w oczach!?

Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, nic się nie odzywałam, więc wziął się za porządki. Widziałam jak ostrożnie wybiera szkło, układa papiery w stosy, a bibeloty wkłada do tekturowego pudełka. Czasem patrzył przelotnie w moją stronę. Po chwili przyniósł narzędzia i zaczął mocować zerwane półki.

– Gotowe, jak wydobrzejesz to sobie poukładasz, a teraz opowiadaj, co się jeszcze wydarzyło.

– Chodźmy spać, jutro ci opowiem.

– Nie zbywaj mnie kolejny raz, porozmawiajmy! Mam tego dość!

W tedy w mojej głowie pojawiła się obca myśl – uważaj on chce odejść! – przerażona zdecydowałam mu się opowiedzieć kilka niepokojących sytuacji. Powiedział, że idzie po odkurzacz i jak usunie te drobne szkła to pogadamy. Zaczęłam się zastanawiać, czy odkurzacz jeszcze działa i wtedy zadzwonił jego komórkowy telefon, znów jakaś nagła awaria wezwała go do pracy. Ostatnio jakoś wyjątkowo często wzywali go po godzinach, coraz częściej dokładnie, wtedy, kiedy miałam ochotę mu powiedzieć o ostatnich wydarzeniach, albo on mnie wypytywał, co się dzieje.

Wyjechał do tego wezwania i zaraz po tym rozpoczęło się piekło…

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*