panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

W objęciach diabła. Scena 5 – Nowela „W szponach bestii”, część II

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Stałam na boso obok przystanku, ulice były puste, pewnie było za późno na autobus. Nie znam tej dzielnicy, nie mogłam znaleźć komórki w kieszeni i nie miałam pomysłu jak wrócić do domu. Nagle z tyłu usłyszałam warkot samochodu, ostre hamowanie, bałam się obejrzeć za siebie. Najpierw doleciał odgłos otwieranych drzwi, a później ktoś spokojnie zapytał:

– Wszystko w porządku? Co pani tu robi o tej porze?

– wszystko ok – odburknęłam i spojrzałam z boku, skąd dobiegał głos. Młody człowiek w oślepiającej blaskiem kurtce przyglądał mi się z ciekawością. Był wyraźnie zaniepokojony i mierzył mnie wzrokiem od stóp do głów.

– Na pewno wszystko w porządku? Gdzie są pani buty?

– Nie wiem – wyszeptałam i na natychmiast do mnie dotarło, skrzekliwy głos w głowie szepnął „zła odpowiedź, on się zastanawia, czy ktoś ci zrobił krzywdę, czy jesteś psychiczna”

– Podwieźć gdzieś do szpitala, nie wygląda pani najlepiej… – zamyśliłam się, co mam odpowiedzieć.

– jak się pani nazywa? – wiedziałam, ale bałam się cokolwiek odezwać i usłyszałam ten szept jeszcze raz „on jest ok, bój się kierowcy nim manipulują jak tobą, nie mogę ci pomóc, wracaj do domu wszystkich czas już się kończy, wytrzymaj do 10 rano, później wszystko będzie …” i skrzeczący szept ucichł.

– proszę pani?  … proszę pani … – spojrzałam na niego, wyglądał na lekko zdezorientowanego, ale był na pewno prawdziwy. Trzymał w jednej ręce notatnik, a w drugiej radio. Na głowie miał czapkę, a na jego odblaskowej kurtce widniały policyjne naszywki. O kurde nadal żyję – pomyślałam i wyszeptałam

– nazywam się  moglibyście mnie podrzucić do domu?

– a jednak pani pamięta, a jaki adres, to też pani pamięta?

– tak pamiętam, podwieziecie mnie do domu?

Policjant spojrzał mi wnikliwie w oczy i bez słowa wskazał na radiowóz, nawet otworzył mi drzwi. Wsiadłam bez słowa, obserwowałam jak zamyka auto, chwilę przyglądał mi się przez szybę, nie mogłam wytrzymać jego głupkowatego spojrzenia, więc popatrzyłam w lusterko na przedniej szybie. Kierowca patrzył na mnie, miał przeklęte oczy, potwornie czarne, że aż nie było widać granic źrenicy.

Znałam te oczy zbyt często je ostatnio widywałam. Znów się zaczynały rozszerzać , tak jakby rozlewały się na białka. W głowie mi szumiało, skronie pulsowały, nie chcę cię tu, znów położysz dłoń na moim czole. Twoje oczy ociekały będą krewią i znów zobaczę w nich bramy piekła! Piekielna taksówka do rzeźni, ale się dałam wrobić!

Zamknęłam oczy i usłyszałam otwieranie drzwi, podniosłam zmęczoną powiekę. To tamten miło wyglądający policjant usiadł obok, widziałam jak domyka drzwi, spojrzał na mnie i spokojnie zapytał – to gdzie pani mieszka?

Kuknęłam na przednie lusterko radiowozu. Kierowca nie patrzył w moją stronę coś tam zapisywał w brulionie druczków. Wyglądał całkiem normalnie i miał jasne oczy, blado niebieskie albo szare. Podałam adres i obserwowałam ich reakcję, ich mina szybko mnie zaniepokoiła.

– Na pewno pani dobrze pamięta?

– Tak pamiętam

– Proszę powtórzyć nazwisko?

– Nazywam się…

– Gdzie pani mieszka?

– Ulica… kod pocztowy…

Zapadła chwila ciszy, później skontaktowali się z centralą, po chwili zapytali o poprzedni adres. Chyba też coś im nie pasowało, bo znów poprosili o adres i czekali, co powie centrala.

– Na pewno w porządku? Skąd się pani tu wzięła?

– Zawieziecie mnie do domu, czy nie – zapytałam najłagodniej jak umiałam i dodałam cichutko – jestem zmęczona nie mam siły rozmawiać

– Może jednak zawieźć panią do lokalnego szpitala?

Kurde, co jest grane? – pomyślałam, słysząc do lokalnego szpitala, lokalnego? Nie miałam odwagi zapytać, gdzie jestem. Nagle usłyszałam

– To jedziemy do tego lekarza?

– Odmawiam wizyty lekarskiej, bardzo was proszę, odwieźcie mnie do domu.

– Co robimy – zapytał policjant kolegi kierowcy

– Pojedziemy, jak będzie ktoś w domu i potwierdzi, że to ona to ok, jak nie to odstawimy na najbliższe pogotowie, dawno nie byłem w tym mieście…, a w tej dziurze nigdy się nic nie dzieje.

W końcu ruszyli. Paczyłam w okno, w radiowozie była kompletna cisza, czasem radio zaszumiało, ale nic nie mogłam zrozumieć, bo było uciszone. Od czasu do czasu, któryś z nich zapytał, czy wszystko ok i nadal martwa cisza. Nie patrzyłam na nich, tylko na oddalający się krajobraz. Ich miny nie napawały optymizmem, a do tego zastanawiałam się, co zrobię, jeżeli w dom pusty.

– Moglibyście zadzwonić do mojego faceta, wolałabym nie być sama w domu? – zapytałam nieśmiało.

– Nazwisko? numer?…

… Bardzo dobrze, niech pan czeka w domu, za jakąś godzinkę tam będziemy…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*