panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Salwator-Cmentarz-brama

Wspomnienia bajoka.

| 0 comments

 

 

Moja Matka uważa, że snuje teorie spiskowe jak jej Ojciec, który nota bene 2 tyg. przed śmiercią mówił, że na Niego kolej i przewrócił się na chodniku, nigdy nie wstał. Trudno jest uwierzyć w takie natłoczenie wypadków samochodowych i nagminne zawały serca i przeklęte zatory mózgu. Coś mi tu śmierdzi i trudno minie przekonać, że kilkakrotnie zawyżona statystyka umieralności jest naturalna.

Oczywiście nie wiem, a może nie chcę wiedzieć i wygodnie mi przyjąć jej wersję. Dziś wmawiam sobie, że moja Matka może ma racje i mam uraz z dzieciństwa. Próbuję przekonać samą siebie, że większość moich przodków przez przypadek trafiła na końcowy przystanek w Brzezince, a roboty przymusowe to świetna okazja do poznania zagranicy, tylko dlaczego tak niewielu ich wtedy zostało? Przecież za nielegalną produkcję krówek nie łamie się maszynami bioder i nie wyrywa się paznokci!

Nie pochodzę z Żydowskiej rodziny, chociaż kręciłam się jako dziecko na Kazimierzu, nawet znam odrobinę jidysz, tylko mówiony, chociaż literki z daleka rozpoznaje, to czytać wcale nie umie. Oczywiście loszn-kojdesz zawsze chciałam znać, ale skończyło się na kiepskich podstawach jidisz-tajcz, który z biegiem czasu i tak ulatuje z głowy, aczkolwiek nadal mi pachnie dzieciństwem. Może kiedyś odgrzebie coś na dnie pamięci.

Większość moich korzeni od strony Matki sięga na Zwierzyniec (obecnie dzielnica Salwator w Krakowie) i Dąbrowę Szlachecką. Pewnie, dlatego mam sentyment do gwary galicyjskiej. Rodzinę mojego Ojca znam bardzo słabo, rodzice za szybko się rozeszli, a ja za mało jeździłam w kieleckie. W sumie to ze mnie żadna Krakuska, urodziłam się na ziemiach poniemieckich, okolice Breslau nie były lubiane przez mojego Dziadka z wiadomych względów, to chyba On najbardziej się starał i zrobił ze mnie Krakowiankę.

Cóż dalej? Później pół rodziny zapuszkowali w ramach tzw. internowania. Gówno wtedy rozumiałam, miałam zasmarkany nos, ale zamiast kołysanki opowiadali mi na dobranoc polityczne bajki. Dużo mi czytano, miałam później łatwiej w szkole, nim tam trafiłam już doskonale znałam większość lektur. Pamiętam, że dopominałam się aby mi czytali Sienkiewicza i Hemingwaya.

Długo się buntowałam, ale na siłę nauczyli mnie czytać w wieku 3-4 lat. Wierszyki i pieśni patriotyczne wraz ze skomplikowanymi modlitwami, (których wcale nie rozumiałam), służyły do testowania mojej dziecięcej, bardzo opornej pamięci. To były czasy, kiedy pod pomnikiem Mickiewicza zaczynało się od „Pana Tadeusza”, na spacerze nad Wisłą gadało się o „ pewnym cudzie”, a na Kopcu Wandy, dlaczego ona Niemca nie chciała.

Czasem już trudno mi się połapać kto  jest mi obcy, a kto swój, nowe nazwiska i kraje od początku zawirowały w naszych genealogicznych korzeniach. Pradziadkowie już podczas zaborów wycięli numer, nawiali na drugi koniec Polski i powymyślali sobie kretyńskie nazwiska, wtedy jeszcze to było możliwe w/Wielki b/Brat nie miał takich macek. Teraz to trzeba się dobrze natrudzić, ale jak powiadają dla chcącego nic trudnego i satysfakcja większa, tylko cena cholernie wysoka.

Mój Dziadek, „prawdziwy Krakus”, był inżynierem oficjalnie budował mosty w PL i u Germanów, ale miał dziwne hobby – konstrukcja maszyn latających. Jak komuchy ukradli mu kolejne patenty na pojazdy transportowe w lotnictwie to zaczął robić mini modele statków u/Ufo i rozliczał różne dane techniczne i ciągle coś rysował na wielkich arkuszach przypiętych pinezkami do deski kreślarskiej.

To mały cud, że udało mi się w tym szybko połapać. Nie dość, że nim do szkoły trafiłam to umiałam rozliczyć moment pędu czy przeciążenie grawitacyjne, to pseudo-ufo jak jakieś upierdliwe cholerstwo latało po całej działce, podczas gdy ja zbierając z Babką maliny, porzeczki itp. dary matki natury, musiałam cytować obszerne fragmenty b/Biblii.

Ledwo się chodzić nauczyłam to pół mojej rodziny wylądowało do ciupie w ramach tzw. internowania. Jako maleńka dziewczynka znałam lepiej grypsy niż Ci co siedzieli za murami (robiłam na strzałkach). Takie tam bzdurołki, rzeczywiście mogły zostawić jakiś ślad. Może, dlatego tak mnie ciągnie do kłopotów, a moja Rodzinka twierdzi, że w dzieciństwie nabawiłam się alergii na w/Wielkiego b/Brata?

Na tym chyba koniec, przecież się nie będę rozpisywać jak się w drodze od pierdla do zakonnic po margarynę z darów latało, albo po kiełbachę do juhasów na dworzec, a inne dziewczynki mi tak zazdrościły wózeczka z peweksu i na szczęście nie chciały się zaprzyjaźnić!

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*