panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

autostrada_nocą

Wypad w góry – część III

| 0 comments

 

Tutaj znajdziesz wszystkie odcinki – Wypad w góry

 

***

John próbował się uwolnić z ciasno zawiązanych lin, ale nogi i ręce zbyt mocno były wygięte do tyłu, im bardziej się szarpał, tym bardziej zaciskał się sznur wokół kostek i nadgarstków, zbliżając je coraz bardziej do siebie. – Człowiek –kołyska, szurający brzuchem po podłodze – usłyszał nad głową i nagle coś stuknęło i ostrym szarpnięciem podciągnęło go pod sufit. Człowiek w masce chwilę rechotał ze śmiechu pod nim i odszedł.

John rozglądnął się po korytarzu, w kącie przy schodach stało wiadro z zakrwawionym mopem. Nie wszystkie plamy starto z podłogi, jakby komuś coś przeszkodziło podczas sprzątania. Pokój przy drzwiach do piwnicy był otwarty. John rozhuśtał ciało, aby zajrzeć do srodka i dostrzegł ciało Jeremiego na szpitalnym łóżku, albo noszach na kółkach, nie był pewien, co widzi.

Przyjaciel na wpół rozebrany z flakami na wierzchu leżał w olbrzymiej kałuży krwi. Część wnętrzności wysunięta opadła na bok, rozlana wokół niczym gęsta zupa, drobne krople krwi spływały do rynien jak rama oplatających to dziwne metalowe łóżko. Obok stolika z narzędziami ktoś się kręcił. Sporo jakiegoś nieznanego sprzętu medycznego było porozstawiane po bokach. Facet w foliowym zakrwawionym fartuchu i niebieskich rękawiczkach, odwrócił się i spojrzał za siebie. Po chwili znów zaczął czyścić narzędzia.

Skalpele, nożyczki, szczypce, pełno rurek i pojemników z płynami. John przez chwilę widział twarz Jeremiego, wykrzywiona z czarnymi oczodołami zastygła w niemym krzyku! Wydłubali mu oczy? – urwana myśl przeleciała w głowie Johna. Ktoś był jeszcze w środku, odgłos zbliżających się kroków i wyłoniła się sylwetka starszego człowieka.

– Jak? – zapytał poklepując faceta w foliowym fartuchu.

– Serce jeszcze biło, nigdy nie wycinałem na żywca, co innego jak martwy mózg i serce bije dzięki aparaturze …

– Dobrze nam poszło, nie marudź.

 

***

John usłyszał dźwięk zbliżającego się samochodu, zgrzyt otwieranych drzwi, jacyś ludzie rozmawiali głośno w holu. Człowiek w masce wrócił, ktoś mu towarzyszył. John dostrzegł skórzany kombinezon i kask w półmroku. Nawet nie spojrzeli na Johna wiszącego u sufitu. Facet w foliowym fartuchu niemrawo kiwnął na przywitanie, gdy weszli do pokoju.

– nie uległo zniszczeniu, szef mówił, że przyjechało oziębione na plus siedem stopni, następnym razem więcej płynu, obniż temperaturę do 4, będzie potrzebowało mniej tlenu podczas transportu – odezwał się gość w kasku.

– Kurwa znawca się znalazł! Sam sobie mogłeś zrobić perfuzję, gnoju nawet nie wiesz gdzie tętnica, pewnie mózg byś sobie zamiast niej wypłukał! – Wybuchnął ktoś ostro i zrobiło się zamieszanie.

– Spokojnie doktorku, gdzie z tymi łapami!

Koleś w brudnym foliowym fartuchu nerwowo wyciągał pojemniki z półki pod łóżkiem i układał na podłodze.

– No, co tak stoisz, może jeszcze kurwa mam zanieść ci te pieprzone lodówki? – Facet w skórze zabrał pakunki i wyniósł się w pośpiechu, zniknął w głębi korytarza.

– Co teraz doktorku?

– Serce i nerki pojechały pierwszym transportem, wątroba i trzustka drugim, parę minut temu. Cesarz już na stole, wszystko z planem, poczekamy, zobaczymy. Tylko ten dupek mnie wkurwia, był tu przedtem, otworzył skurwisyn lodówki i sprawdzał …

– Daj spokój miał wziąć serce dla cesarza, a jakby zawiózł nerki to kulka w łeb, musiał sprawdzić. Co będzie później gonił drugiego kuriera?

Doktorek wcale nie odezwał się, pakował narzedzia i nie patrzył w ich kierunku.

– Co to jest? – zapytał człowiek w masce.

– Euro-Collins  do przechowywania nerek – wtrącił się człowiek w foliowym fartuchu.

– Zostaw, bo wylejesz – mruknął Doktorek – Niezły pomysł ze zorganizowaniem zlotu motorów w okolicy – dodał po chwili.

– Nic lepszego nie przyszło do głowy, nigdy nie braliśmy tak dużo…

– hmmm… Szef za każdym razem chce więcej. Wybraliśmy wszystko, co najłatwiej sprzedać, posłaniec przed chwilą zabrał resztki sam widziałeś. Nowy skończy robotę, pomóż mu posprzątać, ja jadę na wakacje.

– Co z dziewczyną?

– Którą?

– Tą na górze. Druga już dawno w drodze.

– Mnie się pytasz? Idź sprawdź pewnie się wykrwawiła.

– Rzucała się, za bardzo ją pokuliśmy… Na pewno nie ma nic, co się nadaje? Szef nam jaja poobrywa, że fortunę stracił!

–  Nie moje jaja, gówno mnie to obchodzi!

– Doktorku?- facet w masce wybiegł za nim do przedpokoju.

– Na pewno nic nie da się odzyskać? Nawet kurwa nie poszedłeś sprawdzić – chwycił go z tyłu i przystawił pistolet z tyłu głowy.

–  Od początku było wiadomo, że na części się nie nadaje, cukrzycy nie są dawcami – strzepnął jego dłoń z ramienia, jak drobinkę kurzu i wyszedł.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*