panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

autostrada_nocą

Wypad w góry – część IV (ostatnia)

| 0 comments

 

Tutaj znajdziesz wszystkie odcinki – Wypad w góry

 

***

– Każdy musi płacić za swoje długi, John. Chyba nie jesteś zaskoczony – powiedział elegancki grubasek sięgając po cygaro.

John nic się nie odezwał, mrużył nerwowo oczy od światła lampy wycelowanej prosto w jego twarz. Dalej był skrępowany linami, ale tym razem posadzili go na krześle. Po chwili dostrzegł Leile przy ścianie, siedziała ze skrępowanymi rękami i nogami, z oczami zasłoniętymi opaską. Przez moment trochę mu się żal jej zrobiło, cała dygotała i chlipała pod nosem.

– Pojedziesz tam i dokończysz robotę Jeremiego, tylko nie spieprz, bo skończysz jak on. Lala zostaje jako dodatkowe ubezpieczenie jakbyś chciał spierdalać. Zobaczymy się za kilka dni, najwyżej wypatroszę was oboje. – mruknął grubasek, zgasił cygaro na ręce Johna i opuścił pokój. Ktoś zawiązał Johnowi oczy zasadził parę siarczystych kopniaków i wrzucono go do auta. Poczuł ukłucie i zasnął nim ruszyli.

 

***

John uwolnił się z resztek liny, w ciemnym pomieszczeniu nikogo nie było, ale z daleka dochodziły jakieś głosy, których nie rozumiał. Obolałe ciało utrudniało poruszanie, nie miał siły wstać.

– Stary cap, myśli, że ta dziewucha coś dla mnie znaczy! – mruknął John myśląc o Jeremim. Ostatnio nie ruszał się nigdzie bez Hanah, nie był w niej zakochany, chociaż ona pewnie tak myślała. Jeremi bał się starego capa i tego cholernego zadania, długo coś planowali i obgadywali każdy szczegół, a i tak coś poszło nie tak. Jeremi chciał powtórzyć jeszcze raz, tylko nie był pewien, czy stary da mu drugą szansę, stąd ciągnął ją wszędzie razem, biedak nie wiedział, że ma cukrzyce, jak jej udało się to ukryć? Nie ważne, nie zdążyli obgadać wszystkiego nim go wypatroszyli. Jeremi zawsze był taki tajemniczy i nigdy nie kończył. John nawet nie do końca wiedział czym się zajmuje  – Mam tylko dwa wyjścia zaryzykować, ale jak kurwa nie jestem taki dobry jak Jeremi… albo zwiać zostawiając im Leile i ukrywać się do końca życia. A w ogóle to co mam zrobić Jeremi nie powiedział nad czym konkretnie  pracował…

 

***

– John? John – Leila krzyczała coraz głośniej i lała wodą z butelki na jego twarz.

John przebudził się, grube ślady po sznurach zataczały czerwone linie wokół jego nadgarstków, na lekko zakrwawionej pościeli. Przy łóżku pod ścianą stała maleńka walizka, na której leżało cygaro grubaska. John ruszył się z trudem, bolała go głowa, a skronie niemiłosiernie pulsowały.

– John?  no nareszcie – westchnęła Leila.

John nic się nie odezwał, mrużył nerwowo oczy od światła lampy wycelowanej prosto w jego twarz. Po chwili dostrzegł nad sobą zaniepokojoną twarz Leily i Hanah.

– Co Ci się śniło? – zapytał Jeremi

– Ty żyjesz?

– Jeszcze tak, ale długo nie pociągnę zostając w tym domu! Tobie też się śniło, że mnie wypatroszyli? – Jeremi szybko wypił kolejny łyk whisky i odrzekł zupełnie swobodnie – Mówiłem Ci, że jakieś licho siedzi w tym domu, chciałeś się przekonać!

Wtedy dotarło do Johna, że jest już świt i to słońce pali mu w oczy. Zeszli na śniadanie do kuchni, ale nie bardzo mogli coś przełknąć, opowiadając sobie dopiero, co przeżyty koszmar, wiele szczegółów się zgadzało tak jakby śnili to samo. Jeremi ledwo się ruszał, wszystkie flaki go bolały a na klatce, aż do pasa miał ostro zaczerwienione ślady, gdzie nie gdzie pękniętą skórę. Hanah wyglądała jak jakby ją z krzyża zdjęli. Leila drżała i popłakiwała pod nosem. Jeremi otworzył szufladę i rzucił na stół starą fotografię.

– Grubasek z cygarem – wrzasnęli równocześnie.

– To wuj, po którym odziedziczyłem dom – odparł Jeremi – dwie mile stąd jest maleńki hotel, przenosimy się? Myślę, że tam będzie lepiej pogadać.

Wszyscy odetchnęli z ulgą i bez słowa odeszli się pakować.

 

***

W pośpiechu wrzucali manatki do auta, Jeremi stał na froncie i przyglądał się zabytkowej budowli.

– Piękny i taki stylowy – mruknął do Johna

– Z zewnątrz rzeczywiście prezentuje się fantastycznie… Jeremi spójrz w tamto okno!

Jeremi spojrzał w kierunku ręką wskazanym przez przyjaciela. W górnym oknie coś się poruszyło, jakby kilka osób przepychało się w kierunku szyby.

– Doktorek, nowy i mój wuj.

– Dobra, zmywamy się – John szturchnął Jeremiego w ramie boleśnie – to gdzie ten hotel?

– Za górką 2-3 mile stąd.

 

***

Dom stoi nadal, tylko mało kto do niego przyjeżdża.

 

stylowy_dom

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*