panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

wypadek_drogowy_czerwone_auto

Wypadek.

| 0 comments

 

 

Coś huknęło za jej plecami, tak głośno jakby zwalił się budynek. Marta obejrzała się gwałtownie. Na końcu ulicy zobaczyła ciężarówkę stojącą pod skosem z przednimi kołami na chodniku. W oślepiającym słońcu  dopiero po chwili dojrzała mały, osobowy samochód, przytaraszony przez ciężarówkę, wręcz wgnieciony do kamiennego muru ogrodzenia zabytkowej willi.

Nagle na ulicy pojawiło się małe dziecko. Marta ruszyła w jego kierunku. Dziecko upadło na asfalt. Marta zobaczyła wyłaniający się zza zakrętu samochód. Auto wolniutko toczyło się po jezdni i centralnie wjechało na chłopca. Marta dokładnie widziała jak mały zesztywniał i upadł do tyłu kolejny raz. Marta podbiegła, ale dzieciak już był między kołami. Przerażona obserwowała jak jego twarz znika pod zderzakiem.

Kierowca zjechał na bok, zaparkował tuż przy krawężniku, na którym stała. Marta minęła samochód wrzeszcząc niemiłosiernie głośno i stanęła bezradnie widząc pusty asfalt. – Gdzie ten dzieciak? Może odskoczył na bok? Dziś słońce tak pali po oczach, może mi się przewidziało?

Spojrzała w kierunku zaparkowanego obok auta. Kierowca zdążył już wysiąść, z komórką przy uchu podążał do zgniecionego auta. Marta pobiegła za nim. Ciężarówka wciąż drżała, a przez szeroko otwarte tylne drzwi różne szpeje wysypywały się z hukiem. Połamane krzesła i inne meble utrudniały dostęp do rozbitych aut.

Wokół zrobiło się tłoczno, obok parkowały inne samochody i coraz więcej ciekawskich kręciło się wokół wypadku. Marta przyglądała się masce osobowego auta, zgniecionej jak harmonia, wbitej w kamienny mur. Chwilę stała bez ruchu z boku auta, nie rozumiała co mówią, a nawet krzyczą otaczający ją ludzie.

Przednia szyba wciąż się trzymała, chociaż popękana na tysiące kawałków uniemożliwiała zaglądnięcie do środka, zasłaniając wszystko szczelną prawie białą kurtyną. Nagle Marta zauważyła na środku jakby czarną plamę. Ktoś obok niej krzyknął, że nie może otworzyć drzwi, szarpał za klamkę i dopytywał się nie wiadomo kogo, co z kierowcą.

Marta patrzyła na murek, część kamieni jakby się przesunęła do środka ogrodu, tworząc nieregularne schody. Kopnięciem sprawdziła ich stabilność, nie ruszały się zbytnio. Ostrożnie wspięła się na kamienny występ i zobaczyła wielką dziurę w przedniej szybie. Zajrzała do środka auta.

Poduszka kierowcy spływała krwią, poklejone włosy zasłaniały twarz kierowcy. Marta gwałtownie odwróciła głowę. –Przerażające – szepnęła i znów spojrzała w tamtym kierunku. Strużka krwi spływała po sztywno zwisającej ręce, a długie i lakierowane paznokcie błyszczały w słońcu. – Proszę pani – krzyknęła Marta. Kobieta ani nie odpowiedziała ani nawet nie drgnęła.

Ktoś nagle chwycił Martę od tyłu za ramiona i ostro pociągnął w dół. W tym samym momencie Marta znów zobaczyła tego samego dzieciaka i głośno krzyknęła. Ktoś z tyłu szarpnął mocniej i na siłę ściągnął ją na chodnik. Marta z ręką uniesioną wysoko i gotową do uderzenia, spojrzała na niego. Strażak uśmiechnął się łagodnie i poprosił, aby się oddaliła.

– Tam jest dziecko – powiedziała Marta wskazując na murek.

– Dziękujemy pani, sprawdzimy to – odparł strażak i delikatnie pchnął ją w stronę karetki.

– Tam leży chłopiec – powtarzała Marta, gdy strażak ciągnął ją na bok.

– Niech się pani uspokoi – powiedział strażak i przekazał ją komuś z pogotowia.

Marta siadła na tyłach karetki tak jak jej kazano. Z daleka patrzyła jak strażacy rozcinają drzwi osobówki, widziała jak kogoś niosą na noszach do innego ambulansu, słyszała huki i zgrzyty, co chwile zagłuszane przez wyjące syreny. Ktoś mierzył jej puls i dopytywał jak się czuje.

Po chwili do podszedł jakiś policjant i pytał czy widziała jak to się stało. Marta odparła, że tylko słyszała zderzenie, ale za to widziała dziecko, które zrobiło kilka piruetów w powietrzu i upadło na ziemię. Po raz kolejny wskazała na kamienny mur.

– Sprawdzimy to – odparł policjant, ale nie wziął tego na serio, przyglądał się uszkodzonemu ogrodzeniu, nie było  żadnej wyrwy w kamieniach, nawet małego pęknięcia w murze.

Po chwili pojawił się drugi policjant i zameldował głośno: Jednak nie ma nikogo w domu, wyłamaliśmy furtkę, na bruku znaleźliśmy ciało małego chłopca…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*