panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Z notatnika: 4 co dalej – nowela „W szponach bestii”, część III

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Nie mogłam wstać od komputera, jakby mi się dupa do krzesła przykleiła, a stopy do podłogi. Jakbym była na wpół sparaliżowana. Siedziałam i gapiłam się w monitor, na którym pojawiały się teksty. Nie miałam ich ochoty czytać, chciałam patrzyć w okno, na swój ogród, ale coś wyraźnie ściągało mój wzrok z powrotem na ekran.

Miałam wrażenie, że coś jeszcze weszło do pokoju. Przeklęłam w myślach, kogo do cholery tu niesie i z trudem obejrzałam się. Coś strzeliło mi w szyi, a dziwna mgła zalała pokój, pomyślałam sobie, że muszę się położyć, bo świat dziwnie wiruje. W przekonaniu, że praca na nocki mi nie służy, chciałam wstać i walnąć się do łóżka.

Nie byłam w stanie się podnieść. Czułam się jak mała dziewczynka, gdy siedziałam na drzewie przed laty. Dlaczego akurat to wspomnienie wróciło? Pojechałam z matką na wieś na wakacje. Gospodarze mieli kozy. Sympatyczne były z tymi brodami i śmiesznym bekaniem, nawet pozwoliły się głaskać. Gospodarz bardzo o nie dbał, jednego popołudnia coś tam gmerał przy nogach – podcinanie racic, czy coś. Jak pojechali w pole to jedna strasznie się wściekła, może ją te racice bolały, nie wiem.

Koza wyrwała kołek z ziemi i pognała za mną, dopadła mnie przy furcie do ogrodu i chlasnęła rogami po tyłku. Poleciałam na pysk razem z tą drewnianą bramką. Nie było gdzie uciec, więc w desperacji wylazłam na najbliższe drzewo. Najpierw usiłowała zjeść mojego buta, chyba spadł, jak mnie rąbnęła tymi rogami, później spokojnie obgryzała korę, jak próbowałam zejść to uderzała rogami w pień. Siedziałam parę godzin nim oni wrócili, najpierw gospodarz śmiał się ze mnie do łez, a później lamentował, że przeze mnie mu drzewo uschnie.

Siedziałam wtedy na drzewie i zdrętwiałam, obawiałam się spaść. Nie wiem, czemu to głupie uczucie wróciło. Musiałam zabawnie wyglądać tak okrakiem na gałęzi, sterroryzowana przez Koziołka Matołka pode mną. Zaczęłam się śmiać z własnej siebie z przed lat i nagle coś zaczęło szumieć obok, jakby bełkot nie wyraźny głos, słyszysz, że ktoś mówi, ale nie możesz rozróżnić słów i zrozumieć, o co mu chodzi.

Zadzwonił telefon, z trudem po niego sięgnęłam, czułam się wypompowana, prawie jak staruszka, która ma ograniczone ruchy. Dzwonił mój facet i dopytywał się, czemu nie odbieram, był zaniepokojony, ja jeszcze bardziej, wcześniej wcale nie słyszałam dzwonka. Spóźni się, oj nie dobrze, mam nadzieję, że do tego czasu nie zwariuje, bo dziwne rzeczy się dzieją wokół.

W tle słyszałam bicie zegara, a przecież nie mam takiego, co głośno bije. Później rozbrzmiały dzwony, karetki i policje, wszystko wyło jak syreny na alarm. Moje psy zaczęły wyć przeraźliwie i skomleć. Nie mogłam wstać i sprawdzić, co z nimi. Na ekranie komputera pokazywały się totalne bzdury, powróciła ta dziwna gra, oddziały olbrzymich i zdeformowanych wojowników szykowały się do jakiegoś starcia.

Postacie były dużo większe niż przedtem, jakieś zabliźnione i miały inne zbrojenie. Nie przypominały już tak świata fantasy wojowników, raczej jakiś horror. Ktoś minie namawiał, że musze w nią zagrać. Wcielić się w jakąś wojowniczkę, która wydawała się karzełkowata, z figury i twarzy całkiem niezła tylko uszy jak u elfa, albo gnoma. Tylko ta wojowniczka mogła uratować cały tamten dziwny i prymitywny świat.

Reklama rzeczywiście rewelacyjna, nie pamiętam, aby nawet trailer filmu tak zwrócił moją uwagę, grami się nie interesuje, ale trochę mnie to wkręciło i rozbudziło ciekawość.  Na ekranie wyskoczyło – wchodzisz w to? Później wyświetliła się mapa i tabela punktów, a może zakładów, które wojska wygrają kolejne starcie. Zaczęłam się śmiać, ja i gra strategiczna, dobre sobie, zabiliby mnie nim zdążyłabym dojść do połowy ekranu…

Wszystko zniknęło, na ekranie pojawił się teledysk dobrze znanej mi piosenki. Po kilku sekundach zaczęły wyskakiwać różne okienka i te, które sama wcześniej otwarłam i jakieś nieznane nie wiadomo skąd. Nie ruszałam myszki, ani klawiatury – cholera mam jakiegoś wirusa!

Wkurzyłam się na sytuację, a najbardziej na siebie. Jakiś pieprzony wirus i natrętny spamer robi sobie jaja, a ja ubzdurałam sobie, że dzieją się dziwne rzeczy. Mam za dużą wyobraźnię, skarciłam siebie i próbowałam wstać od komputera i nic. Ciało nie chciało mnie słuchać i nie chciało się podnieść.

Katem oka dostrzegłam w rogu pokoju dwa białe cienie, nie miały kształtu ludzi, raczej prostokątów z zaokrąglonymi rogami, może nawet były jajowate i emanowały ciepłą energią, bardzo dobrą energią, nie wzbudzały strachu tylko zdziwienie. Miałam wrażenie, że się uśmiechają i powtarzają musisz przez to przejść, do zobaczenia jak będzie po wszystkim.

– co przejść? – zapytałam i wtedy białe cienie zniknęły.

 

***

Starałam się zachować zimną krew. Dobra zaliczyłam pierwszy raz w życiu omany wzrokowe, słuchowe i nie wiem jeszcze jakie, mam to w dupie, totalne bzdury, sama sobie nie wierzę. Mam wolny dzień, nie mam zamiaru go zmarnować, czas się otrząsnąć, coś napisać na stronę i zakończyć ten cyrk.

Zapowiadało się ok, wreszcie mogłam się ruszyć, pobiegłam do toalety, wsadziłam głowę pod zimny prysznic i wydawało mi się, że wszystko minęło. Siadłam przy komputerze pełna werwy i zapału do pracy. Komputer zawieszał się, nie mogłam na nim pracować, a na ekranie pojawiły się dziwne komunikaty i leciała muzyka, której nie znam. Złośliwość przedmiotów martwych?

Ok mam problem ze sprzętem, coś słyszałam nie pomyślałam o głośnikach, może jakiś programik wirusowy, albo mam hakera na stronie, trzeba wezwać informatyka, bo nie mam już do tego nerwów – pomyślałam i zaczęłam wykręcać numer do znajomego, który o komputerach wie zdecydowanie więcej niż ja.

– Głupia nadal nie wierzysz? – usłyszałam w swojej głowie!

Kto to powiedział? Przecież nie ja! Na ekranie komputera pojawił się komunikat:

– Chcesz dla mas pracować?

– A jednak pieprzony haker! – pomyślałam.

– Wariatka, hakera wymyśliła!

– Kim do cholery jesteś?

– Kim zechcę!

– Zaraz, zaraz nic nie napisałam, czemu odpowiadasz na moje pytania? Skąd wiesz, co pomyślałam?

– Wiem więcej niż się spodziewasz! – znów usłyszałam w swojej głowie, na ekranie nic się nie zmieniło! Dalej był tylko napis: chcesz z nami współpracować?

– I co ja ma zrobić? W pieprzony matrix nie uwierzę. Lubię ten film, ale no bez przesady, takie rzeczy się nie zdarzają! Co za dzień?!

– Chcesz dla nas pracować?

– Kim jesteś?

– Kimś w kogo nie wierzysz!

– Dobra dzięki za kontakt, jak w nie wierzę, to cię nie ma, teraz spierdalaj!

– Tak to sobie możesz do służby, a nie do mnie księżniczko!

– Kim jesteś?

– Kim zechcę księżniczko, kim tylko zechce!

Miałam dość, postanowiłam olać wszystko i się dobrze wyspać, liczyłam, że jak wstanę, to wszystko zniknie, tak jak te znikające maile wcześniej. Chyba nie mogłam uwierzyć, że to jest możliwe. Stwierdziłam, że to wszystko jest zbyt nieprawdopodobne, aby było prawdziwe. Wstanę rano, przeczytam wszystko jeszcze raz, spiszę na kartce, co mi się nie podoba i jest dziwne, zobaczę jaki będzie bilans i przemyślę logicznie co jest grane. Nie mogłam podnieść się z krzesła…

– Hej panie pieprzony pasażerze na gapę, wyłaź z mojego kompa, czy mojej głowy, gdziekolwiek jesteś odwal się ode mnie znudził mi się ten cyrk, zabieraj swoje małpy i wypierdalaj! – Krzyknęłam – Cholera gadam z komputerem, może gadam sama ze sobą!

Z oddali dobiegł sarkastyczny śmiech – wciąż tu jestem! – zabrzmiało w mojej głowie, a na ekranie pojawiła się rozmyta wielka gęba. Nie mogłam rozpoznać, czy to otwarty pysk zwierzęcy, czy rozmyta twarz jakiegoś potwora. Wszystko jakby okrywał cień. Oczy były najmniej wyraźne, zastanawiałam się czy to coś w ogóle je ma! Im dużej paczyłam tym bardziej wydawało mi się, że widzę puste tunele, na końcu, których cos dziwnego siedzi. Nagle znów włączył się youtube i rozpoczęła się lista przebojów. Przeklęty komputer!

– Nie boisz się? – usłyszałam

– czego mam się bać, własnej wyobraźni?

– mnie powinnaś się bać!

– a co wyskoczysz z ekranu i mnie zjesz?

– głupia dziewucha, nie wierzy, że istnieje!

Nagle usłyszałam jakby szum wody i komputer się wyłączył. Z zadowoleniem sięgnęłam po papierosa, ręce nie były już ścierpnięte, wstałam – uff wszystko się skończyło! W tym momencie coś uderzyło od tyłu. Coś ciężkiego opadło na moje ramiona i ściągnęło mnie w dół. Opadłam na fotel, ręce ześlizgnęły się o oparciach i bezwładnie mi wisiały do dołu.

Ekran komputera zrobił się biały, jakby świecił, ale komputer nie działał. A przynajmniej żadna dioda nie świeciła. Znów miałam wrażenie, że ktoś obcy jest w pokoju. Czułam jakby było ciasno, ale nic nie widziałam. Z przodu napierała na mnie fala złości i wściekłości, ale reszta tłumu z tyłu, kojarzyła mi się z obojętnością i dziwną pustką, a jednocześnie byłam pewna, że ktoś tam jest, jakbym nawet kroki słyszała.

Z boku odczułam jakby odrobine czyjeś sympatii, spojrzałam w tym kierunku. Nic nie było, a przyjazne uczucie słabło i zamieniało się w obojętność. Wtedy dotarło do mnie, że patrzę na siebie z góry i widzę zupełnie cos innego niż to, co czuję. Siedzę przy kompie i spokojnie coś piszę. Nie mam problemu z poruszaniem się, popijam kawkę, a pies łasi się u nóg.

Coś walnęło mnie od tyłu i pociągło do siebie, oddałam się z pokoju, ciągle widziałam siebie przy biurku. Próbowałam dojrzeć, co wyświetla się na ekranie, a to coś mnie ciągnie do tyłu. – Puszczaj, chce to zobaczyć, spierdalaj! – znów siedziałam przed komputerem, moje ciało było zdrętwiałe, trzymam kubek z kawa w ręce i nie mogłam dosunąć do spierzchniętych warg. Ręka mi drżała i zaczynała opadać. Drugą ręką usiłuję nacisnąć klawisz escape – Cholera, znów ten koszmar!

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*