panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Z notatnika: 5 list znikąd – nowela „W szponach bestii”, część III

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Wieczorem ktoś podrzucił list. O tej godzinie już nie chodzi listonosz, a koperta nie była oznakowana, ani adresu, ani znaczka.  Otworzyłam, pojedyncza kartka była do połowy zapisana i wtedy dopiero zobaczyłam swoje nazwisko i adres. Rządowy nagłówek na górze był szokujący, treść też. Zapraszamy do udziału w programie, do którego zostałaś wybrana, kwota wymieniona za uczestnictwo też była powalająca.

Zrobiło mi się gorąco, podpis był nieczytelny, mimo woli przeczytałam go jako Devil, ale mój facet zaśmiał się głośnio i stwierdził, że to David – No to ładny ktoś wycina ci kawał! Nie wiarygodne, ale ludzie mają popierdolone w głowie!

Jeszcze byłam pod wrażeniem cyrku komputerowego o poranku i zrobiło mi się niedobrze. Całe to przedstawienie, a później ta cudza obecność w pokoju, wydawała się mieć związek z tym listem, tylko nie wiedziałam jaki. Wtedy usłyszałam znów głos w mojej głowie – dopytywałaś się kim jestem!

Przeczytałam jeszcze raz i zaczęłam się nerwowo śmiać. A to dopiero numer, najpierw ktoś pokazywał mi cuda, wmawiał banialuki i w sumie straciłam rozeznanie, czy to jedna i ta sama osoba, ale załóżmy, że tak. Powiedział, że jest hipnotyzerem i bioterapeutą, który wyleczy moją chorą aur. Później, że niewidomym i kontaktuje się ze mną telepatycznie i cały ten cyrk był po to, aby sprawdzić, czy nadaje się na przyjazną duszę, której oczyma zobaczy świat, którego jako ślepiec nie widzi.

Potem okazało się, że jest moim duchowym przewodnikiem, aby pokazać mi poprzednie wcielenia, o których podobno nie pamiętam, a powinnam. Wymyślał, co popadło, nawet przedstawił się jako magik i miał mnie zniszczyć, przejąć kontrolę nad moim życiem i sprawić, że zwariuję i posram się ze strachu.

Przez chwilę też zapewniał, że jest samym diabłem. Dopytywałam się, kim jest diabeł, powiedział, że mam sobie zgadnąć, bo diabeł zawsze jest tym za co go uważamy. Najpierw zobaczyłam olbrzymia mordę jakiejś kudłatej bestii z żółtymi oczami, które napływały krwią, później jakby ich negatyw. Zaczęłam drwić, że zapomniał w swoim obrazku rogów i wtedy w pokoju pojawiła się czarna mgła i świat zniknął. W ciemności tylko błyszczały te cholerne, mocno przekrwione oczy.

Nagle wszystko znikło, ja znów siedziałam przy kompie, a na ekranie pojawiły się stare dzieje tego świata owiane spiskową tajemnicą, oczywiście UFO i Iluminaci dominowali. Z ekranu straszyło, że wiedzą wszystko i mają mnie na oku. Przymkną mi tą nie wyparzoną gębę i to szybko. Na początku pojawiła się twarz mężczyzny, rysy zmieniały się błyskawicznie, po chwili przypominał obcego z olbrzymimi oczami czarnymi jak węgiel. Patrzył na mnie wnikliwie i przekonywał, że wszystko wie.

Nie wiesz, gdybyś wiedział, to byś na mnie nie patrzył tak przenikliwym wzrokiem, uważaj, bo ci zaraz wypadną te wielkie ślepia! –  wtedy twarz zniknęła, a ekran monitora zrobił się zupełnie biały. Wkurzyłam się, próbowałam wstać z fotela. Nie mogłam, ciało wydawało się ciężkie i nie chciało mnie słuchać. W głowie znów usłyszałam głos – zgnijesz w tajnym więzieniu dla niewygodnych, albo sprzątną cię na „naturalny” zawał.

Na ekranie znów coś się pojawiło, patrzyłam trochę z ciekawości, ale i tak nie mogłam ruszyć nawet ręką, nawet odwrócić głowy. Na początku nie mogłam opanować zdziwienia, później widząc historię sławnych ludzi i powiązania z zakonem, z czego większość była nowością, a przecież zawsze lubiłam historie spiskowe, chyba byłam skłonna uwierzyć, gdy nagle jak zwykle przyszło na myśl – a jak to bzdury? Może coś w tym jest, a może komuś zależy, abym w brednie uwierzyła?

– Nie zaczynaj znowu! – usłyszałam w mojej głowie, moje całe ciało zesztywniało. Odpowiedziałam w myśli – a co ja w wojsku, że wydajesz mi komendy? Pod w/Wielkiego b/Brata się podszywasz? Jaja sobie robisz? Jakbym była kimś ważnym to może byś mnie nabrał, a teraz spierdalaj i powiedz temu, co cię przysłał, że dzięki za przedstawienie, ale musi wymyślić lepsza sztuczkę.

 

***

Jeszcze chwilę przyglądałam się kopercie i ponownie przeczytałam list. – No, no zaczynasz się starać, prawie uwierzyłam, że ktoś po mnie przyjdzie, uważaj bo zacznę się  pakować – zaśmiałam się w duchu. – Ciekawe co to za program, zapomniałeś dodać szczegóły! Kurde, ale dałam się wrobić – rozmawiam z tobą w myślach! Hehe nie miałam niewidzialnego przyjaciela w dzieciństwie, to na starość mam niewidzialnego towarzysza w głowie, który do tego jest przeskurwysynem usiłującym mnie, co jakiś czas załatwić!

– Mogę być przyjacielem…

– Och co za propozycja!

– Przestań się nabijać, zacznij współpracować!

– No bo co, załatwisz mnie?

– Jak będę musiał!

– Och jaki z ciebie dobry przyjaciel…

– Zamknij się

– Jak będę chciała, wszedłeś do mojej głowy na gapę, jak ci się nie podoba to spierdalaj.

Zapadła cisza, ale w pokoju jakby zrobił się tłok. Miałam wrażenie, że wiele ludzi mnie obserwuje. – Cholera, co jest grane, czasem mam wrażenie, że nie jestem sama. Czuję obecność jednej lub kilku osób. Prawie docierają do mnie przyśpieszone i nachalne oddechy, czemu tak często zastygam bez ruchu? Czasem widzę swój cień na ścianie, coś bezkształtnego do niego podchodzi i ciągle mnie szturcha, wtedy czuję dziwne mrowienie w tym miejscu, tam gdzie mnie dotknął.

 

***

– Ale tu u Ciebie zimno jak w psiarni, włączę ogrzewanie i rozpalę w kominku, nie da się wytrzymać – to był głos mojego faceta, tylko z echem i zniekształcony jakby wydobywał się ze studni. Widziałam jak wstaje układa drobne kawałki drewna w palenisku na przemian z papierem, wykrusza końcówkę wosku po wypalonej świecy i dokłada go do starannie ułożonej kupki, odpala zapałkę, przez moment miałam wrażenie, że wszystko eksploduje, ale płomień leniwie się rozpalał.

To było straszne, cały pokój się trząsł, jakby przebicia z innego wymiaru, tam piec wybuchł, drzwiczki wyrwało i przeleciały przez cały pokój, ogień był ogromny, ognisko na podłodze sięgało sufitu i szybko pochłaniało wszystko wokół. Jednocześnie widziałam siebie w pokoju bez ognia. Siedziałam na sofie i patrzyłam w małe płomyki za szkłem, powoli zajmujące drewno. Mój facet okrył mnie kocem, dołożył kilka grubszych kawałków i wyszedł. Słyszałam jego kroki dochodzące z holu.

Za szybą płomienie ogarnęły chciwie dorzucone drewno, obok, a może w tle widziałam płonący pokój, ogień przypalał mi stopy, czułam swąd płonącej skóry, ale nie mogłam się ruszyć. Nic mnie nie bolało, a jednocześnie ogień podchodził do moich kolan. Wszystko się zaczynało zlewać w jedno. Wtedy mój facet wszedł do pokoju, stanął przede mną z kubkiem w ręku. Zupełnie zasłonił widok kominka. Odetchnęłam z ulgą pokój wyglądał normalnie.

– dziwne byłem przekonany, że spaliłem ten idiotyczny list – powiedział podnosząc kartkę z podłogi. Otworzył drzwiczki kominka i chciał wrzucić do ognia, ale wtedy wypadła mu z ręki i uniosła się wysoko w górę, chwilę wirowała pod sufitem. Zobaczyłam go machającego rękami przed nosem – Co robisz, nie wódź za nią tak oczami, bo zaczynam się ciebie bać. – Kartka opadła na regał z książkami, a mój facet przyglądał mi się z niepokojem – Jak to zrobiłaś? – Patrzyłam nadal, co się dzieje za nim, odwrócił się gwałtownie i krzyknął -Wydawało mi się, że ktoś za mną stoi!

– Nikogo nie widzę – odezwałam się cichutko.

– Ale masz zmieniony głos, chyba się przeziębiłaś, zrobiłem ci herbaty – podał mi kubek do ręki. Ścisnęłam mocno za ucho szczęśliwa, że mogę ręką ruszyć.

– Może się przeziębiłam, dzięki.

– Widziałaś jak kartka fruwała pod sufitem? – usłyszałam jego zdziwiony głos i obcy w mojej głowie – siedź cicho, bo go zabiję!

– Jaka kartka?

– Ta, co opadła tutaj – sięgnął ręką na regał, nic nie wymacał i po chwili dodał – Nic wydawało mi się, to pewnie jakiś cień, albo gra świateł. Idę do kuchni zrobić coś do jedzenia, przynieść Ci coś?

– Nie jestem głodna – wyszeptałam. Gdy wyszedł spojrzałam na kominek. Jeden kawałek drewna dziwnie się palił. Dwa wypalone czerwone punkty u góry iskrzyły złowieszczo, poniżej była dziura, przez którą wydostawał się cieńki płomień, rozdwojony na końcu – Kurde wygląda jak głowa jaszczurki, albo syczącego węża – pomyślałam przerażona. Wtedy złożony na trzy list upadał na moje kolana. Usłyszałam kroki mojego w korytarzu. Szybko schowałam pisemko pod tyłek, nim znajdę lepsza kryjówkę….  do tej pory trzymam na pamiątkę.

 

 

list
Sorki zamazałam na biało na wszelki wypadek…

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*