panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Z notatnika: 6 gra o życie – nowela „W szponach bestii”, część III

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Leżałam, a może siedziałam na wpółleżąc i nie mogłam się ruszyć, obca obecność była odczuwalna jeszcze bardziej niż zwykle. W pomieszczeniu było ciemno, nie byłam pewna gdzie jestem, widziałam coś, jakieś kolorowe kształty ruszające się przede mną, ale nie miałam pojęcia, co to jest. Zbliżały się do mnie i cofały z pośpiechem w ciemność.

Nie mogłam się ruszyć, nawet zawołać o pomoc, wciąż przybywało tych żółto-pomarańczowych postaci wokół. Kształty może były podobne do ludzkich, ale wyjątkowo wydłużone. Porozumiewały się ze sobą, nie słyszałam, co mówią, ale byłam pewna, że coś gadają i patrzą na mnie.

Nagle pojawiło się coś nowego, wyłoniło gwałtownie z rogu, wśród tłumu tych kolorowych postaci. Jakby się cofały i ustępowały temu drogi. To coś jak błyszcząca czerń pochłaniało wszystko dokoła, usłyszałam tępe i monotonne buczenie. Nasilało się i stawało się coraz głośniejsze. Nie czułam już mojego ciała, ale wiedziałam, że jestem. To znaczy ja byłam, ale nie byłam przekonana, że moje ciało jest, a w każdym razie nie wiedziałam gdzie ono jest.

 

***

Syreny alarmowe wciąż wyły, ciemność powoli ustępowała, kurz opadał, zobaczyłam rozwalane budynki i przerażonych ludzi, pędzących na oślep przed siebie. Huk i wrzask, kolejna eksplozja. Popiół i szczątki ludzkie wypełniły wszystko. Złowrogie i monotonne buczenie syren nie ustępowało.

Po chwili się przejaśniło, chociaż kurz nie ustępował. Zobaczyłam przed sobą zniszczone miasto. Nic nie rozpoznawałam, chyba stałam na moście, słyszałam huk nad głową i pomyślałam, ze cos tam lata, ale nie byłam przekonana, że to dźwięk z samolotów, nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałam i bardziej kojarzyło mi się z seryjnymi grzmotami piorunów niż z maszynami. Na pewno coś u góry było, widziałam tego zniekształcone cienie wokół mnie i niżej.

Widziałam to z boku, siebie stojącą na moście, bezradnie rozglądająca się dookoła. Ostrożnie ruszającą do przodu po dziurawej konstrukcji, pod nią coś się działo, ludzie głośno krzyczeli, ale nie widziałam nikogo pośród pozwijanej i nadpalonej blachy. Może to był rozwalony pociąg, a może karambol. Gęsty dym wokół utrudniał orientację, nie widziałam, ani początku, ani końca mostu, czy czegokolwiek po czym szłam.

– Jeden błąd i spadasz w dół – usłyszałam w swojej głowie.

– Co to kuźwa jest?

– Gra o życie księżniczko, witaj w krainie cieni, właśnie ją wymyśliłem, zobaczymy jak ludzie sobie z nią poradzą! – dookoła rozległ się jego przerażający śmiech.

– Gratuluję wyobraźni, nie nazywaj mnie księżniczką i natychmiast mnie odeślij do domu!

– Przecież ty nie masz domu, chyba nie mówisz o

Przed oczami zobaczyłam swoją ulicę, w moich oknach zamiast rolet wisiały jakieś paskudne zasłony, w sypialni kręciła się jakaś obca kobieta z dzieckiem, do mojego domu obcy ludzie wnosili jakieś wielkie pudła. Zamknęłam oczy i usłyszałam – Nie chcesz się bawić księżniczko, to wypadasz z gry!

Gdy otworzyłam oczy, wisiałam na sznurach u tej na wpół rozwalonej konstrukcji. Ten dziwny świat wyglądał jeszcze gorzej do góry nogami. Na moście stała jakaś postać i pociągała za te liny zmuszając moje ciało do dziwnych wygibasów. Wtedy do mnie dotarło, że wcale nie widzę odwróconego obrazu, a wszystko z lotu ptaka. Nie czuję, aby mnie cokolwiek pociągało za nadgarstki, a tym bardziej bólu, jaki zadaje stalowa lina wrzynająca się w kostki.

 

***

Siedziałam znów w swoim pokoju, trzymałam w ręce kartkę z życzeniami urodzinowymi. Nie pamiętam, abym taką dostała, rozpoznawałam odręczne pismo mojej matki, ale nie sądzę, aby wysłała mi takie życzenia z kilku miesięcznym opóźnieniem, albo aż tak wcześnie. W pokoju było cholernie zimno. Nigdzie nie mogłam znaleźć koperty. Pomyślałam, że to jakaś kartka z przed lat, o której zapomniałam. Nawet nie zastanawiałam się, jakim cudem znalazła się w moich rękach.

Monitor komputera się zaświecił, na ekranie pojawił się komunikat – Niespodzianka? – A po chwili większymi literami – Jak ci się podobają życzenia napisane w dniu śmierci!

– Ty sku… – wrzasnęłam na cały dom i wyszarpałam kabel listwy zasilającej z kontaktu. Komputer wcale nie zgasł, na ekranie pojawiła się okładka mojego ulubionego zespołu i popłynęła muzyka. Olałam sprawę, nie pierwszy raz działy się dziwne rzeczy i usłyszałam – Nie jesteś ciekawa, kto umrze twoja matka, czy ty?!

-Gówno mnie to obchodzi, spadaj popaprańcu

– To nie on, to ja – usłyszałam – nie to ja – chór podobnych do siebie głosów, których nie mogłam uciszyć, długo dźwięczał w mojej głowie. Skronie pulsowały boleśnie, miałam wrażenie, że mi zaraz rozerwie czaszkę. Czułam jak spadam w kręcący się czarny wir, przez chwile widziałam jak moje ciało wiruje i znika w odmętach rozpędzonego leju.

 

***

Ocknęłam się na kolanach mojego faceta. Trzymałam kartkę z życzeniami w ręce i mówiłam do niego – Obawiam się, że moja matka nie żyje.

– Daj spokój, ona tylko tak straszy, a od kilku lat się świetnie trzyma, zadzwonisz jutro i się przekonasz.

– A jak ja niedługo umrę?

– Nie pitol bez sensu, spróbuj zasnąć.

Światło nawalało, żarówki się tliły i często gasły. Dwie wymieniliśmy na nowe, nie miałam więcej, nikt nie pojedzie w nocy do sklepu. Patrzyliśmy przez chwilę jak spalone same się zapalały, a właściwie żarzyły się ich druciki. Jedna energooszczędna strzeliła nad naszymi głowami, szkło posypało się i taka pęknięta świeciła.

Wyłączyliśmy światło w pokoju, a ona wcale nie zgasła. Zaczęłam panikować, gdy mój facet się odezwał – Też to widzisz? Dziwne, ale pewnie zgasła tylko nasze oczy jeszcze nie zaakceptowały ciemności. Przecież wiesz, że nim informacja dotrze do mózgu… – pstryknął zapalniczką i wtedy żarówka zgasła, zamilkł i spokojnie odpalił knot świeczki. Zapalił jeszcze kilka podgrzewaczy, znalazł latarkę i poszedł sprawdzić korki.

Wszystko wyglądało normalnie, zadzwonił z komórki do elektrowni, tam go poinformowano, że od kilku godzin mają problemy w całym rejonie, przepraszają i do rana powinni usunąć usterkę. Okazało się, że nie było światła na całej naszej ulicy i kilku obok. Firma dostarczająca prąd z rana rozkopała połowę pobliskiego skrzyżowania w poszukiwaniu usterki. U każdego sprawdzali instalację, u mnie też, elektryk powiedział, że jest wszystko ok.

Nie było, podejrzewałam, że ktoś w tym maczał palce, ale przecież nie powiem pracownikowi elektrowni, że mam dziwnych niewidzialnych gości. I tak na mnie dziwnie patrzył, jeden pokój przecież wyglądał jak po przejściu tornada. Gdy zamykałam drzwi, usłyszałam straszny huk i oddalony ryk, ni to śmiech ni to wrzask. Elektryk wrócił się i zapytał, czy ze mną w porządku, bo słyszał mój wrzask. – To nie u mnie, widział pan, ze jestem sama to pewnie od sąsiadów, ale dziękuje za troskę.

Co mu miałam powiedzieć? Od kilku godzin, a może dni włączały się różne sprzęty np. telewizor, czy odkurzacz. Większość sprzętu padła, czajnik, toster, mikrofalówka równocześnie. Lodówka zaczęła grzać zamiast ziębić. Piekarnik nie chciał się zapalić, buchał ogniem i gasł. Pralki nie było jak włączyć, a jak się udało to prała godzinami i nie chciała się automatycznie wyłączyć. W suszarce, zaraz po wrzuceniu ciuchów i włączeniu programu, coś huknęło i urwał się bęben.

Wtedy dopiero by się zdziwił i tak by nie uwierzył, a na pewno wziąłby mnie za stukniętą. Cholera nawet nie wiedziałam, która godzina, wszystkie zegary stały na za 15 dziesiąta. Wtedy zaczęłam się obawiać, że albo mam nawiedzony dom, albo mentalny haker jest bardziej niebezpieczny niż myślałam i właściwie nie mam odwagi, aby komuś powiedzieć, bo bardziej niż tego, co się dzieje, boję się, że zrobią ze mnie schizofrenika.

Przedmioty ciągle zmieniały swoje miejsce, odłożyłam coś, a po chwili tego nie było, albo znajdowało się gdzieś indziej, wiele drobiazgów przepadało i nie mogłam znaleźć. Mój facet też ciągle czegoś szukał, wszystko mu znikało, a on myślał, że chowam, gdy on wychodzi z domu.

Siedziałam cicho, w nadziei, że to ustąpi, zniknie tak samo niespodziewanie jak się pojawiło. Wiedziałam, że widzę i słyszę coś, czego nie ma, a przynajmniej nie powinno być. Zaczęło mnie niepokoić, że dotyczy to także innych wokół mnie. Żyłam jakby w kilku wymiarach równocześnie, widziałam siebie i co się działo jakbym oglądała film, a nie uczestniczyła w życiu, tylko ciągle siedziała na fotelu, albo na sofie.

Mój facet zbyt szybko zorientował się, że jest coś nie tak. Dom wyglądał inaczej, prawie w ogóle się nie odzywałam, a z czasem przebywałam tylko w dwóch pokojach, przestałam jeść, wychodziłam tylko do toalety i po wodę. Raz biegłam, a raz szłam jak staruszka, trzymając się ściany. W łazience siedziałam długo, często pukał do drzwi. Nie otwierałam, za to on kilka razy tak.

Stałam trzymając się szafki i zaciskając nogi, podobno patrzyłam w róg łazienki, jakbym bała się grzejnika. Jak wchodził to cudza obecność robiła się mniej natarczywa. Prosiłam, aby sprawdził czy nikogo nie ma, gdyby nie stał w łazience to chyba nigdy bym się nie wysikała. Dopytywał się jak wytrzymuje te kilkanaście godzin.

W końcu wymyślił, że musimy poprosić kogoś o pomoc, bo tak się żyć nie da. Odmawiałam, bo nie było mowy, aby ruszyć się z domu. Nie mogłam się przemieszczać swobodnie, nie raz zamierałam w jednej pozycji na tak długo, że gdy obecność ustąpiła moje zdrętwiałe ciało przewracało się bez kontroli, leciałam na pysk na podłogę lub spadałam z łóżka czy fotela.

Mój facet wyszedł do roboty, obiecał, że jak wróci to zrobi ze mną porządek. Nim zdążyłam pomyśleć, co zamierza zrobić. Coś wpadło do pokoju rzuciło mną kilkakrotnie na przeciwną stronę pokoju, uderzyłam boleśnie o ścianę i opadłam na podłogę. Słyszałam chrapliwy głos powtarzający w kółko – wcale nie wróci…

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*