panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Z notatnika: 8 ćwiartowanie – nowela „W szponach bestii”, część III

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Widziałam siebie jak leżałam na środku wielkiej tarczy, były na niej wyrysowane jakieś niezrozumiałe dla mnie symbole, kręciła się w zawrotnym tempie. Kształtem przypominała mi zwalniające koło Wielkiej Gry, ale kolorystyką i symbolami jakieś satanistyczne rytuały. Tarcza cały czas była w ruchu, kręciła się powoli i wywoływała morską chorobę, było mi cały czas niedobrze, chociaż nie brało mnie na wymioty.

Ciało miałam zdrętwiałe, nie mogłam się swobodnie ruszać, może odrobinę z ogromnym wysiłkiem na boki. Leżałam z rozłożonymi rękami i nogami na wznak, coś trzymało mnie ciasno w nadgarstkach i kostkach, ktoś na mnie ciągle patrzył. W pewnym momencie dotarło do mnie, że Ci, co patrzą dyskutują jak się mną podzielić, chociaż nie mogłam zrozumieć co zamierzają zrobić, czułam, że nie są przyjaźnie nastawieni, jakby to był najzwyklejszy biznes, jak setki innych codziennie dokonywanych przez nich transakcji.

Nie wiem co robili, czy grali w ruletkę, czy się kłócili, zobaczyłam to cholerne koło z umocowanym do niego moim ciałem na środku jakiegoś wzgórza, otoczonego skałami. Nikogo nie było obok, rozległa wyłysiała z roślinności przestrzeń, szaro-buro i strasznie cicho. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje z daleka, na pewno nie byli to sataniści pochowani za skałami! To na pewno była grupka ludzi cicho rozmawiająca w jakimś wielkim i ostro oświetlonym pokoju.  Próbowałam się skupić, aby ich dostrzec, ale jedyne co się udało to zobaczyć kolory. Nie wiem, dlaczego skojarzyły mi się z flagami i sztandarami. „Barwy wojenne” pomyślałam i wtedy padł pierwszy strzał.

Widziałam czerwone światełka lecące z oddali z ogromną prędkością i dotarły do mojego ciała odcinając stopy i ręce w łokciu, jakby ktoś przekroił mnie laserem. Widziałam cięcia jak krwawe cienkie rowki, krew wcale nie bluzgała, ani ucięte kawałki nie odpadły, ale kompletnie nie miałam w nich czucia. Zaczęłam się zastanawiać czy to nie iluzja, bo nic nie bolało i wtedy odcięte kikuty zniknęły i padły następne bezgłośne strzały.

Tym razem nie wiem ile ich było, i padły prawie równocześnie, pozbawiły mnie ramion i na raty nóg, jak kikuty zaczęły znikać, czerwone światełko wyrysowało linię wzdłuż brzucha i odcięło wszystko poniżej pępka. Wyraźnie zobaczyłam swój zakrwawiony kadłub i bladą twarz, obciosaną z jednej strony, że widać było odsłoniętą kość policzkową i mocno uszkodzoną czaszkę. Odrażający widok, ale nic mnie nie bolało.

Ktoś o ogromnej posturze, wciśnięty w obcisłe czarne szmaty podszedł. Wyglądał jakby w lateksowym kombinezonie z lateksową kominiarką na pysku. Rozłożył narzędzia chirurgiczne i wolniutko z precyzyjną dokładnością pozbawił mnie skóry, tam gdzie jeszcze była, powieki też mi wyciął. I co dziwnego czułam tylko spinanie skóry jakby się kurczyła, a gdy skończył robotę znów nie czułam nic. Zobaczyłam jak on odchodzi i rozpływa się w powietrzu, za nim pojawiły się czerwone światełka.

Nie chciałam nic widzieć, nie wiem, co mi ucięli i jak, usłyszałam najdziwniejszy dźwięk w moim życiu i zobaczyłam puste, zakrwawione koło, a na środku plastikowy guzik jak koralik. Ktoś drwiącym głosem nabijał się – „ i tyle zostaje z człowieka!”. Śmiał się prawie histerycznie, a na traczy ruchomego koła pokazywały się różne fragmenty mojego pokrojonego ciała. Najbardziej obrzydliwie wyglądała czaszka obleczona krwistą tkanką z szeroko otwartymi oczami, z leżącym obok ściągniętym skalpem.

Później ktoś do mnie krzyczał – nie ma cię, przecież widziałaś, że cię nie ma!

-nie wiem co widziałam, ale jestem, mimo, że nie wiem, czy mam jeszcze ciało!

– Nie ma ciała, nie ma człowieka!

– Wciąż jestem

– Durna baba!

Nagle wszystko zniknęło, a ja leżałam z szeroko rozstawionymi rękami i nogami we własnym domu. Nie mogłam się ruszyć, chyba nawet przymknąć powiek, czułam jakbym miała je wyciągnięte i przyklejone do brwi. Leżałam i ciągle wracały obrazy zapamiętane z laserowego ćwiartowania i nieruchome oczy utkwione w jednym punkcie oczy.

W pokoju było jasno, ale z czasem poszarzało i zapadła noc, a ja dalej leżałam, na ścianach i suficie odbijały się światła przejeżdżających ulicą samochodów, a ja dalej nie mogłam się ruszyć. Ten dziwny dźwięk, monotonnego buczenia powrócił i świrował mi w uszach. Nie wiem, gdzie zgubiłam noc i czy w ogóle zapadła noc. Zrobiło się znów całkiem jasno, zdecydowanie za jasno.

 

***

Świat drżał mieniąc się kolorami, były ciepłe dni zbliżającego się lata na porannej łące. Powtarzałam „wszystko wraca do pierwszego”, nie bardzo wiedząc co lub kto jest pierwszy. Nie słyszałam swojego głosu, ale wiedziałam, że to powtarzam bez końca. W dziwnej jasnej poświacie widziałam różne przedmioty i postacie, nie miały wyraźnie zarysowanych kształtów, jakby lekko rozmyte cienie w kolorze kremowym. Nie bałam się ich, niczego się nie bałam, czułam się lekka i zadowolona, a to dziwne uczucie ulgi i radości całkiem mnie pochłaniało.

Nie mogłam przypomnieć sobie, co to zmęczenie, czy niezadowolenie. Nic w tamtej chwili mnie nie mierziło i nie było nic, od czego pragnęłam odejść i odsunąć się gdzieś daleko, ani o niczym takim nie pamiętałam. Zastanawiałam się, czemu zapamiętałam takie emocje jako coś nieprzyjemnego, czego nie lubię, terminy pamiętałam, ale brzmiały jak puste nazwy, ból fizyczny czy psychiczny też wydawał się zapomniany jak wytarte wspomnienie, które nawet z perspektywy widza nie wywołuje nic, jakby było naturalnie nieobecne.

Perspektywa też brzmiała zagadkowo, wystarczyło spojrzeć i coś, co w pierwszej chwili wydawało się odległe było przy mnie jak na zawołanie. Wszystko było inne, w byciu bez ciała. Nie masz oczu i uszu, a widzisz, co zechcesz i słyszysz coś w ciszy, a może samą ciszę. Powoli wszystkie definicje czegokolwiek zatraciły znaczenie, delektowałam się dziwnym zadowoleniem wszystkich i swoim własnym. Chyba nigdy nie czułam się, aż tak wolna i w tak błogim nastroju.

Pamiętam, ze w pewnym momencie, pomyślałam sobie, że jestem w raju. Odczułam największe zdziwienie, jakie kiedykolwiek mi się udało odczuć i zaczęłam się z siebie śmiać – To chyba największa pomyłka jaką udało mi się popełnić. I gdzie ten pieprzony tunel ze światełkiem na końcu, gdzie anioły i b/Bóg, a gdzie rodzinka, bo na piekło to zdecydowanie nie wygląda!

Czyściec? Za milutko tu! Nie żałuję nic, nie tęsknię za nikim, ani nikogo tu ze znajomych nie ma. Dziwnie tu jest, niby są inni, a wszystko takie jakieś bezosobowe, czy wspólne, nawet nie do określenia, masz tylko wrażenie, że wszystko jest na miejscu, w jakimś porządku i wszyscy są zadowoleni, nawet Ty.

Wtedy chciałam wiedzieć gdzie podziali się ludzie i zobaczyłam ich, krzątających się po swojemu w swoim ziemskim padole. Znajomi, rodzinka, o kim pomyślałam tego widziałam, jak na filmie. Po chwili zauważyłam, że ci co umarli utkwili w jakimś jednym momencie życia, w którym byli szczęśliwi. Niektórych z trudnością rozpoznawałam, bo nie znałam ich w tym czasie, większość jakby zatrzymała się „za młodu”.

Usłyszałam głos, wewnątrz, że to oni zdecydowali jak ma ich ktoś zapamiętać, lub widzieć, i mogę iść dalej dowiedzieć się, czy chcą się spotkać. Nie chciałam, wróciłam myślami do żyjących, generalnie mogłam obserwować, co robią, sąsiadka szła do sklepu, moja matka coś czytała, a przyjaciółka wysiadała z autobusu. Nagle okazało się, że dwie osoby o których pomyślałam, były jakby niedostępne, za kurtyną szarej mgły. Zapytałam – Co jest?

Znów usłyszałam ten głos, wewnątrz, tylko jakby z echem – zawsze chciałaś za dużo wiedzieć! Nie możesz tu długo zostać! Odpocznij przestań myśleć, to tutaj nie ma sensu… Odwróciłam się do mojego mówcy i zobaczyłam zamazaną postać, a właściwie kremowy cień. – Ciebie znam – powiedziałam cichutko, albo jakbym powiedziała. – Co mi chcesz pokazać? – zapytałam.

Wtedy zobaczyłam, a właściwie dowiedziałam się, jak wszystko się zaczęło, co było nim powstał kosmos, Ziemia i wszystko. Zrozumiałam bez żadnego problemu, nawet kto to jest człowiek, skąd się wziął, i dokąd zmierza, dlaczego jest na Ziemi i co to w ogóle jest ciało, czy ziemia. Odetchnęłam z ulgą, nigdy bym nawet nie przypuszczała, że to takie proste.  Wtedy zrobiło się już całkiem błogo i radośnie.

 

***

Znów zobaczyłam tą tarczę, wcale nie była taka masywna jak przedtem, a hieroglify i symbole, wreszcie wydawały się zrozumiałe. Zobaczyłam swoje ciało przyciągane do tarczy jak magnesem. Wszystko powróciło, jakby od tyłu. Najpierw zobaczyłam jak moja oskubana przekrwiona czaszka z oczami, odzyskuje skalap. Włosy ze skórą uniosły się i wróciły na głowę jak czapka, czy peruka.

Facet w lateksie, rzucił w jej kierunku wszystko, co zabrał i szybko zniknął. Wtedy zorientowałam się, że mam tułów, a kawałeczki skóry same wracają, drżą jak kawałeczki lustra mieniącego się w świetle i scalają się w całość, wracają tez pozostałe fragmenty ciała. Miałam już ręce do połowy łokcia, gdy oddano mi dolne części i fragment po fragmencie odbudowano do kolan.

Patrzyłam na siebie i nie mogłam się nadziwić, że mam cellulit na udach. Nie zauważyłam, kiedy oddano mi resztę. W kostce utkwiona była jakaś spora drzazga i zaczęła się przesuwać, rozszarpując moją kostkę. Wyglądała jak ptasi pazur wbijała się mocno pod skórę i cięła ją, jakby podważając od spodu. Skóra pękała jak pruty materiał, nierówno i bolało coraz więcej.

Zobaczyłam wielką ciemną bydlęcą głowę i wolastą szyję, oczy błyszczały najpierw jak węgle, nieprzeniknioną czernią, ale z czasem zaczęły błyszczeć i nabierać krwistego koloru. Otworzyło to paszczę i pokazało swoje paskudne zęby. Wydawało z siebie różne warcząco-wyjące dźwięki, które przybierały na sile niczym zbliżające się grzmoty.

 

potwór
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*