panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Z notatnika: 9 umowa – nowela „W szponach bestii”, część III

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

W pokoju było wyjątkowo zimno i szaro jak na tą porę dnia. Spojrzałam na zegar wskazówka minutowa leciutko się przesunęła. Pewnie ledwo dycha na resztce baterii – pomyślałam i znów usłyszałam ten głos – Umrzesz w godzinę swoich narodzin. Wg zegara zostało mi kilka minut, ale każda z jego minut trwała dobre kilka godzin, więc szybko doszłam do wniosku, że pociągnę jeszcze jeden do dwóch dni, wtedy zaczęłam się głupkowato i nerwowo śmiać.

Na całej ulicy nadal nie było prądu, a przynajmniej ja nie mogłam dostrzec świateł w oknach, ani lampy uliczne nie świeciły, ale przejeżdżające ulicą auta miały zapalone reflektory, więc na to wyglądało, że usterki elektrycy jeszcze nie naprawili. Jednak komputer włączył się kilka razy. Na początku mnie to wkurzało, miałam gęsią skórkę i wrażenie, że ktoś stoi obok mnie. Zaczęłam powtarzać do siebie samej w kółko, że mam jakieś omany wzrokowo-słuchowe, bo sprzęt nie może działać jak nie ma prądu. Piosenki, które słyszę po prostu odtwarza mózg, któremu się wspominać zachciało wbrew mojej woli, do tego w większości to ulubione kawałki moich bliskich, a tylko kilka moich.

Skoro już mam takie zwidy to pośpiewam i potańczę, jak za dawnych czasów. Tak postanowiłam, ale ledwo zaczęłam się wszystko ucichło i komputer zgasł. Głos znów się odezwał:

– Umrzesz!

– Tak, wiem, każdy kiedyś umrze.

– Nie zgrywaj się, nie wiele ci zostało.

– A na co umrę?

– Na raka.

– Pewnie przez fluor, w końcu jest trującym odpadem chemicznym, w szkole podstawowej zmuszali mnie do fluoryzacji zębów, jest go wszędzie pełno, nawet w kartonach mleka teraz się częściej zdarza. Wszystko pamiętam, przyśpiesza dojrzewanie i blokuje pewne hormony, co powoduje raka. Chyba się, więc pomyliłam nie umrę za kilka dni, mam co najmniej kilka tygodni, szkoda, że muszę je spędzić z Tobą! Spierdalaj, daj mi spokój, chociaż przed śmiercią!

– Nigdy nie przestaniesz?

– Niby co?

– Mówić, co innego niż czujesz?

– Muszę mówić cokolwiek, co pamiętam nim przyszedłeś, przecież o coś realnego muszę zaczepić, żebyś się wyniósł.

– A skąd wiesz, co jest realne? Nie boisz się śmierci, ale raka tak i to bardzo.

– Każdy na coś musi umrzeć, w moim życiu zawsze się działo coś, czego nie chciałam, nie jestem zdziwiona, że i tym razem.

– Śmieszna jesteś, nie wierzysz, że jestem realny i ze mną rozmawiasz! I wszystko zwalasz na swój przepracowany mózg!

W tym momencie na podłodze zobaczyłam porozrzucane kartki. Jakieś badania w związku z rakiem i listę fundacji, nie pamiętam takich papierów, ale ciągle coś tam czytam na różne tematy, może były wcześniej w pokoju, tylko ich solidnie nie przeczytałam, sporo u mnie pobieżnie przeskanowanych dokumentów. Tylko skąd się wzięły na podłodze?  Nie dobrze, coś je wywaliło, albo nie pamiętam, kiedy je zdjęłam z półki? Co się dzieje, idzie od tego wszystkiego zwariować!

 

***

Długo chodziłam nerwowo po pokoju, w tą i nazad. Próbowałam myśleć logicznie i nie dać omamić, ale coś ciągle mi rozkazywało coś robić i myśleć o tym, o czym myśleć nie chciałam. Podsuwało mi różne wspomnienia i tak jakbym widziała w nich nie tylko ze swojej perspektywy, ale także myśli i postępowanie innych uczestników zdarzenia. Sceny z różnych lat, z dzieciństwa, kilku lat wstecz i z przed kilku dni.

Nie chciałam wiedzieć, nie chciałam widzieć, ale to się działo samo. Jakby ktoś odtwarzał maszynowo, a ja bym ugrzęzła w na osi czasu. Na początku było to dość mocno wymieszane, kilka rzeczy działo się na raz, później szło chronologicznie w tył, cofnęłam się do czasów piaskownicy, później pokazywały się dzieje moich przodków, nawet bardzo dalekich, których nie znałam.

Nie pokazywało się moje czy ich całe życie, tylko rzekomo najważniejsze epizody. Z mojego życia niby wszystko się zgadzało, bo faktycznie to się zdarzyło, poza jednym faktem wcale nie uważam tych momentów, że zadecydowały o moim dalszym życiu, wręcz były dość epizodyczne. Nie miały wpływu, wtedy wzbudzały emocje i pytania, dlaczego tak się stało. Teraz jak gdyby ktoś mi na siłę próbował na to odpowiedzieć, właśnie teraz jak od lat nie interesują mnie takie odpowiedzi. Do tego nic nie dociera, że nie musze i nie chcę wiedzieć. Nie chce też słyszeć żadnych sekretów mojej rodziny, powiedziano mi ile powinnam wiedzieć i nie chcę nic ponad to.

Po wielu próbach, abym zainteresowała się tym na co patrzę i słyszę, ustąpiło, pewnie skończyło swój wywód, ale ja wciąż to wszystko pamiętam. Później zmuszono mnie, abym siadła przy biurku i napisała testament. Mój testament bardzo mi się podobał, ale temu komuś w mojej głowie, zupełnie nie przypadł do gustu. Mój testament od lat pozostaje taki sam, chociaż nigdy go jeszcze nie napisałam. Najpierw próbował mnie namówić, abym wszystko zmieniła, a później poprawki same naniosły się na papier. Mam do tej pory tą notatkę, ale na niej nie ma już obcego pisma, za to są długie przerwy między wyrazami, ciekawe dlaczego?

Zaraz za testamentem jest coś dziwnego, tekst napisany pismem obrazkowym, nie wygląda jak hieroglify tylko jak symbole, jakby ktoś namalował rebus, gdzie wcale nie trzeba wykreślać literek i zastępować innymi. 7 kartek A4 zapisanych równiutkimi linijkami obrazków, które tworzą całkiem logiczną treść. Trochę dużo i jak na mnie to za ładne te rysunki, nigdy nie miałam talentu do szkicowania przedmiotów czy symboli.

Pamiętam jak to malowałam, a właściwie pamiętam obraz siebie podczas takiego pisania- obrazkowania, stałam bardzo daleko z boku i z kimś rozmawiałam, patrzyłam na swój pokój, widziałam jak siedzę przy biurku i to rysuje to wszystko z prędkością wiatru. Słyszałam własne obawy, że nie zdążę skończyć. Po chwili widziałam siebie jak wklepuje coś do telefonu. SMS na komórce zostały wraz z komunikatem, że nie zostały dostarczone. W sumie to skrócony początek tej historii z pisma obrazkowego.

Później pamiętam jak widziałam siebie siedząca na podłodze i wyciągającą jakieś rzeczy z tej części pokoju, gdzie wszystko leżało zwalone w jeden stos i układałam na środku pokoju. Wyciągnęłam z bałaganu dokładnie przedmioty, których symbole namalowałam. Po chwili znów pisałam w zeszycie, tym razem normalnie, moim charakterem pisma. Najpierw poleciały pożegnania do osób mi bliskich, a później zwróciłam się do osoby, która mnie zmusiła do robienia tych dziwnych rzeczy.

Było jedno żądanie, albo spotkanie z „wyższym”, albo koniec tej zabawy. Powiedziałeś, że jak zrobię, co się oczekujecie, to odejdziesz. Nic nie zrobię, dopóki nie spotkam się z tym, kto mnie w to wrobił. Możesz powiedzieć temu, co cię przysłał, że po pierwsze pieprze taką umowę jaką proponuje, po drugie teraz duchy zmarłych wywołują ludzi i wcale nie posługują się do tego tabliczką. Trzeba było się nie podszywać pod trupy. A zegar nie odmierza czasu mojej śmierci, odmierza ile wam czasu zostało na pertraktacje z waszym wrogiem. To nie jest mój interes tylko wasz, a ja już wiem, który z ludzi skłamał. A co do duchów to „wyższy” wie, które są prawdziwe i jak działa ich siła, przecież to nie mnie z łóżka wypierdalają na podłogę w ciągu nocy.

 

***

Później długo była cisza, czas ciągnął się jak guma do żucia. Nie mogłam się nad niczym skupić. Pamiętałam wszystko, co się działo do tej pory, byłam pewna, że manipulator wróci. Niepokoiły mnie dwie sprawy, za każdym razem, kiedy wracał miał większa siłę, coraz trudniej mi było się opierać. Właściwie to zachowywałam się jak w transie i łapałam się w trakcie, że wykonuje cudze polecenia, byłam coraz bardziej przekonana, albo ktoś mną manipuluje, albo jestem o krok od jakiegoś wariactwa.

Drugie co nie dawało mi spokoju, to chyba za bardzo przejęłam się, że jednak mój facet nie wróci, tak jak powiedział głos. Im dłużej go nie było tym bardziej się obawiałam, że to może być prawdą. W końcu pojawił się. Wszedł do pokoju, gdy się witał, pomyślałam, że byłam głupia i dałam się zwieść, albo sobie samej, albo głosowi, który mnie zaczął prześladować. Przez sekundę nawet poczułam się jak zwycięzca, i nad głosem, i nad tym całym cyrkiem. Stwierdziłam, że to już koniec i teraz to już wszystko będzie dobrze.

Wtedy telefon mojego faceta zadzwonił, a on natychmiast wyszedł. Głos w mojej głowie dostał histerycznego ataku śmiechu i zaczął mnie przedrzeźniać, a potem powiedział, że to czy go zobaczę zależy od nich. Wtedy łaskawie wytłumaczył mi kim oni są, mniej więcej tego się spodziewałam myśląc o „ludzkim udziale”, tylko było jedno małe ale. W pokoju nie byli tylko oni i chyba nie wiedzieli, albo nie widzieli tego, co ja, albo udawali. Głos zapytał, o tych stojących pod ścianą, a później się złościł, że coś ukrywam i krzyczał, że i tak się dowie. Nic nie ukrywałam, mnie tam nie było, tam zostało tylko moje ciało siedzące w rogu sofy i tępo patrzące na ścianę.

 

***

Obserwowałam siebie, jakbym była w kinie. Widziałam jak wyszłam z domu i poszłam za sobą, jakbym sama siebie śledziła, kretyńskie uczucie. Szłam trasą, której nie znam, tzn. znam okolicę, wielokrotnie przejeżdżałam autem w tych rejonach, ale nigdy nie szłam na przełaj przez osiedle, przez tory i nie byłam w tamtym parku, czy też na moście. Bałam się przez niego przejść, bo trochę przypominał, ten u którego wisiałam wtedy na stalowej linie, ale coś mnie pchało do przodu, przebiegłam przez most w pośpiechu. Czułam jak cała konstrukcja drzy od przejeżdżających pod spodem ciężarówek.

Nie mogłam się zatrzymać, gnałam do przodu i bacznie się rozglądałam dookoła. Nie obawiałam się niczego, czułam się strasznie niezniszczalna, że nikt mnie teraz nie może tknąć, ale jednocześnie, żegnałam się z tym wszystkim, co widziałam, jakbym miała nigdy do domu nie wrócić, nigdy już tego świata nie oglądać. Dziwne, ale raz szłam za sobą, a raz byłam w sobie, a w każdym razie widziałam w różnej perspektywie, jakbym czasem oddalała się od swojego ciała nawet o kilka metrów.

Weszłam do dziwnego miejsca, to był pas dzikiej zieleni między stacją metra, kanałami wodnymi z barkami, chyba był częścią parku, ale strasznie zaniedbaną, drzewa były mocno splątane bluszczem i chaszczami, tam gdzie szłam nie było ścieżki. Wąską dróżkę widziałam daleko pod wiaduktem, coś pchało mnie w tym kierunku. Kila razy się wywróciłam w splatane jeżyny z bluszczem, świetne miejsce do lądowania na pysk!

Okazało się, że pod tym taratajstwem są suche gałęzie drzew, o które ciągle się potykam. Gdy zahaczyłam kolejny raz o wiatrołam chwyciłam się najbliższej gałęzi, nie upadłam, ale jakoś się odbiłam, przeskoczyłam kawałek i stanęłam na nogi, wbijając się stopą boleśnie w rozbitą butelkę.  Usiadłam na zwalonym pniu i próbowałam wyciągnąć szkło, ale dno butelki na stałe ugrzęzło w moim bucie.

To coś, niczym niewidzialne łapska ciągle mnie poganiało na tamtą dróżkę. W końcu wkurzyło się, że walczę z rozbita butelką, która przylgnęła do mojej podeszwy niczym obcas i pociągło mnie za kark, czułam jak mnie wlecze do tyłu. Dociągnęło mnie pod wiadukt i kazało patrzeć do góry na przęsło po drugiej stronie torów. Stał tam facet, głos twierdził, że mam swoje spotkanie, o które prosiłam. Spóźniłam się, nie dostanę się na tamtą stronę torów, więc mogę tylko popatrzeć. Przyglądałam się temu facetowi, a on mi.

Pierwsze, co sobie pomyślałam, to, że gdyby ten facet się śpieszył na spotkanie ze mną to nie byłby tak zdziwiony. Wtedy te niewidzialne łapy znów pociągnęły mnie za kark i gdzieś powlekły, nie wiem jak się znalazłam na chodniku, a właściwie na krawężniku drogi ekspresowej. Zdjęłam te cholerne buty pełne szkła i poszłam na boso, chwilę utykałam po chodniku, zastanawiając się, co dalej, bo za kilka metrów, będzie koniec chodnika i zakaz ruchu pieszym.

Nic nie mogłam wymyśleć, doszłam do końca chodnika. Na jednym metalowym słupie był znak zakazu wstępu, a na drugim strzałka i zamazany, bardzo zniszczony czasem znak. Kolei? Metra? Kopalni? Spojrzałam w tamtym kierunku, polna, mocno zarośnięta dróżka nie zapowiadała nic przyjemnego. Spojrzałam w tył. Krótki chodnik kończył się przy wiadukcie  dokładnie przy ścieżce, na której niewidzialne łapy ciągły mnie za kołnierz. Spojrzałam na most w tym samym miejscu, co wtedy stał ten zdziwiony facet, tym razem stała kobieta, nie widziałam jej twarzy, ale czułam, że mi się bacznie przygląda.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*