panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

krew rozmazane krople

Zanim krew zakrzepnie.

| 0 comments

Judyta spojrzała na zegarek, zaraz przyjedzie jej książę z bajki Tom i zabierze ją na bal. Stanęła przed lustrem i popatrzyła na postać w odbiciu, nie była pewna czy to na pewno ona.  Czarna długa suknia z rozcięciem, aż po majtki całkowicie odsłaniała jej zgrabne nogi. Gorset z głębokim dekoltem zdradzał spory rozmiar jej piersi.

Judyta siedziała pół dnia u znajomej wizażystki w salonie kosmetycznym, makijaż był przerażająco mocny, ale wyjątkowo dobrze podkreślał jej regularne rysy twarzy i wielkie oczy. – Nie ma co się przejmować, to w końcu dzisiaj jest Halloween, a ja wyglądam jak rasowa wampirzyca. – Judyta u słyszała dzwonek do drzwi – To pewnie mój książę z bajki Tom!

Spojrzeli na siebie niepewnie, bo jakże inaczej skoro nie widzieli się od ostatniej sprzeczki.  Judyta spojrzała na Toma, młody Anglik nawet w przebraniu Draculi, prezentował się jak przystojniak z kolorowego magazynu. Judyta odgoniła myśli o ich kłótni, w końcu poszło o głupie przebranie, oboje chcieli przebrać się za wampira i naciskali na partnera, aby grał niewinną ofiarę, aby lepiej do siebie pasować! Judyta uśmiechnęła się do własnych myśli – Dwa wampiry też świetnie do siebie pasują! Super, jadę na pierwszą w życiu Halloween Party!

Gdy dojechali do motelu za miastem, najpierw przywitał ich drobny deszczyk, później kościotrup na niedoświetlonym parkingu, zza krzaków obserwowały ich mgliste duchy, a drogę do budynku wyznaczały dyniowe latarnie poukładane wzdłuż chodnika. Dookoła słychać było jęki skazańców, szczęk metalu i złowieszcze pohukiwania sowy. Z głębi podwórza dochodziła muzyka i głośne śmiechy, poprzeplatane piekielnym zgrzytem i krzykiem przerażonych ludzi.

Judyta chwyciła Toma za rękę i odważnie skierowali się w stronę motelu. Szybko doszli do drewnianego mostku, a może kładki, w jej rogu leżało przypalone ciało bez głowy, z jego szyi powoli kapały czerwone krople, by dołączyć do wielkiej kałuży niezakrzepłej jeszcze krwi tuż pod mostkiem. W przydymionym świetle latarni dostrzegli stado szczurów zmierzających w ich kierunku, albo bezgłowego korpusu.

Judyta i Tom przeskoczyli drewniany pomost i pobiegli w stronę drzwi motelu, gdy tam dotarli ujrzeli zombie kołyszące się otwartych trumnach. Ostry odór gnijącego ciała był nieznośny, szczury piskliwe i szybkie, wyskakiwały z każdej strony. Tom pociągnął za dzwonek i nagle przeraźliwe miałczenie kota rozległo się dookoła.

Z drzwi wyleciała cała gromada duchów, czarownic, wilkołaków i gromkim śmiechem zaprosiła wampirów Judytę i Toma do zabawy. Poprowadzili ich przez korytarz pełen pajęczyn, z których kokony ludzkie i trupy wisielców stroszyły wielkie zęby i spozierały na nich wrogo swoimi wyłupiastymi oczami. Przeszli wzdłuż recepcji wyjątkowo dziś podobnej do kostnicy i dotarli do olbrzymiej sali na tyłach budynku.

– Prawdziwy dom Adamsów – szepnęła Judyta do Toma.

– Mówiłem ci, że to prawdziwy haunted house – odparł rozbawiony Tom.

Sala balowa była pełna, ludzkie potwory i zmory tańczyły, co chwilę popijały obficie z kolorowych szklanek w kształcie czaszek i wilczych łbów. Judyta i Tom podeszli do baru, zamówili specjał wieczoru, czyli po drinku krwawej Mery. Sok pomidorowy był wyjątkowo gęsty i przypominał niezakrzepłą krew.

Judyta i Tom bawili się świetnie, co chwilę popijając kolejną szklankę krwawej Mery. O północy zabawę przerwano i zaproszono wszystkich na pokaz sztucznych ogni na podwórzu. Kolorowe światła malowały na niebie różne diaboliczne postacie, a na koniec ukazały krwisto czerwone wrota piekła. Wtedy nie wiadomo skąd rozległ się przeraźliwy i szyderczy śmiech diabła. Lucyfer zachęcał gości, do zwiedzania piwnic starego dworu. Oczywiście Judyta i Tom, wypili kolejną szklaneczkę krwawej Mery i wybrali się na wycieczkę do podziemi.

Krwawa Mery mocno pulsowała im w głowach, gdy schodzili po kamiennych stopniach. Wszyscy inni goście już dotarli do ciemnego korytarza, ich dalekie piski i śmiechy coraz słabiej dochodziły do uszu Judyty i Toma. Na ostatnim schodzie zauważyli, coraz większy dystans między naftowymi latarniami zawieszonymi pod sufitem. Wokół świateł kręciły się jakieś postacie. Trudno było rozpoznać, które to żywi ludzie w kostiumach, a które to rekwizyty na Halloween.

Wokół panowała przeraźliwa cisza, z rzadka przerywana wyciem jakby wygłodniałych wilków. Judyta i Tom przesuwali się wzdłuż korytarza, pajęczyny łaskotały ich po twarzach, czasem znienacka wyskakiwał jakiś wampir czy duch. Lamp było coraz mniej, ale daleko dziwna poświata zimnego światła otaczała sufit i rozlewała się po ścianach. Po woli zbliżali się do tej dziwnej mgły.

Nagle zawrzało, jakby zerwał się wiatr, albo rozpędzona fala gnała prosto na nich. Po kilku sekundach lawina maleńkich i czarnych ciał uderzyła w nich z boku. Judyta i Tom machali rękami odganiając atakujące ich stworki. Jeden z nich prawie wpadł Judycie we włosy, musnął ją tylko skrzydłem i dołączył do stada, które odleciało w naprzeciwległy korytarz.

Judyta i Tom szli dalej, nie było tam już żadnych kościotrupów, ani wiedźm na miotłach tylko zimna, prawie nieprzeźroczysta i błyszcząca mgła. Judyta wyciągnęła rękę przed siebie próbując namacać, co jest dalej. Jej dłoń z łatwością przecięła błyszczące i mleczne powietrze, nic niepokojącego nie wyczuła i wróciła, zostawiając przeźroczystą dziurę w mgle. Judyta przyglądnęła się pozostawionym na mgle śladom, gdy nagle ktoś dotknął jej pleców.

Tom nie wygłupiaj się – krzyknęła i odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła pusty korytarz. – Tom? Gdzie jesteś? Gdzie się chowasz, nie czas na to, ta mgła jest bardzo intrygująca, choć popatrz! Wkładam rękę i wyciągam oszronioną. No chyba nie wlazłeś w tą mgłę? Tam jest za zimno! Tom? Tom nie wygłupiaj się, wyłaź!

Wokół panowała grobowa cisza, robiło się coraz bardziej ciemno, latarnie korytarza tliły się blado i gasły, jedna po drugiej. Judyta rozglądała się na boki, szukając dodatkowego korytarza, którego obecność mogłaby tłumaczyć nagłe zniknięcie Toma. – Musi być jakiś boczny korytarz, albo jaskinia, jak ta, z której wcześniej wyleciały te przeklęte nietoperze… – Nagle Judyta poczuła cudzą rękę na plecach, nie zdążyła się odwrócić, ręka mocno popchnęła ją do przodu i dziewczyna z impetem wpadła w zimną mgłę.

Judyta stała nieruchomo zamknięta w bladej poświacie zimnego światła i wodziła oczami po miejscu, w którym się znalazła. Z tyłu pomieszczenia stali półnadzy ludzie, przykuci łańcuchami do kamiennej ściany. Ludzie mieli zdarte maski i poszarpane kostiumy. Ich twarze powykręcane z przerażenia zdradzały ból, przez który przeszli.

Judyta próbowała się odwrócić, ale lepka i zimna mgła krępowała jej ruchy, więc patrzyła dalej. Na środku kamiennej izby stał olbrzymi sarkofag. Uchylone masywne wieko ukazywało jego pusty róg, wyścielony czerwonym płótnem. Za kamienną trumną, wisiała ciężka i poszarpana kotara. W świetle lampy odbijały się dziwne postacie. Judyta nie mogła dostrzec, co robią, co chwilę słyszała jęki i wrzaski torturowanych ludzi.

Po chwili ludzie w czarnych pelerynach wywlekli młodą kobietę, szarpiąc ja za długie włosy dociągnęły do ściany i przykuły łańcuchem. Judyta patrzyła jak majstrowały coś wokół jej nóg i rąk. Gdy odeszły Judyta zauważyła, że podpięto jakąś aparaturę medyczną, ale nie mogła zgadnąć, do czego ona służy. Wszystko przypominało plątaninę kabli i miniaturowy stojak na kroplówkę.

Po chwili w przeźroczystych rurkach dojrzała ciemny płyn. Rurki prowadziły do nylonowego worka, w którym przybywało cieczy. Judyta spojrzała na innych skazańców przykutych do ściany. Nie była pewna, czy jeszcze żyją, na ich nadgarstkach i w kostkach pozawieszane były takie same zestawy aparatury lub wciąż tkwiły fragmenty odciętych rurek. Judyta dojrzała na ich końcach i na podłodze jeszcze niezakrzepłe krople krwi.

Usłyszała ciche jęczenie i spojrzała jeszcze raz na dziewczynę. Jakaś postać w pelerynie stała tuż obok niej i coś robiła, ale Judyta nic nie mogła dojrzeć. Dziewczyna pojękiwała coraz głośniej i posępniej. Judyta rozejrzała się po całej sali. Tuż obok niej szeregiem stali ludzie uwięzieni tak jak ona we mgle. Rozpoznawała ich kostiumy i twarze, to z nimi bawiła się na górze i z nimi oglądała pokaz sztucznych ogni.

Postacie szarpały się i krzyczały, ale ich mgliste pułapki tylko drżały lekko i prawie nie przepuszczały dźwięku na zewnątrz. Do ostatniej z nich podeszły postacie w pelerynach, jednym ruchem połączonych ramion zdjęły skorupę mglistej poświaty i chwyciły kobietę mocno. Słychać było jej przerażające krzyki. Jeden z pelerynowców uderzył ją w twarz i kobieta upadła na ziemię. Wtedy czarne sylwetki zaciągnęły jej omdlałe ciało za poszarpaną kotarę.

Judyta zauważyła postać z metalowym wózkiem, podjeżdżającą do ściany zakutych ludzi, zatrzymywała się przed każdym z nich. Po chwili torebki odpięte od ludzi wykładała na tacę ze szklankami do krwawej Mery. Wtedy postać odwróciła się i spojrzała na nią. Judyta natychmiast rozpoznała twarz, to jej książę z bajki Tom – Dracula. Judyta­­ miała dość, zrobiło się jej gorąco, zacisnęła oczy i nie chciała już patrzyć, co się dzieje wokół niej!

– Nie otworzę, nigdy już nie otworzę już oczu!  – Krzyczała Judyta.

– Spokojnie… Judyta wstawaj! Ale popiłaś wczoraj! – Tom energicznie szarpał na wpół przytomną dziewczynę.

Judyta ze strachem otworzyła powieki, w świetle poranka zobaczyła uśmiechniętą twarz Toma.  Leżała naga w bielutkiej pościeli hotelowego łóżka, Tom w ręczniku na biodrach delikatnie głaskał ją po policzku.

– Idź się umyj, bo jak z takim makijażem zejdziesz na śniadanie…

Judyta wstała ociężale, idąc do łazienki zobaczyła ich kostiumy poukładane schludnie na krześle. Weszła do łazienki i długo nie wychodziła. Tom zapukał i zapytał:

– chcesz coś do picia?

– tak, proszę…

Gdy Tom wszedł do łazienki. Judyta siedziała w wannie, tylko głowa i na pół odsłonięte piersi, wystawały spod gęstej piany. Tom podał jej szklankę…

– Masz, pij póki krew nie zakrzepła. – Tom zaśmiał się głucho.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*