panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

śmierć

Zapach śmierci – część II (ostatnia)

| 0 comments

 

 Zapach śmierci – część I

 

***

Nati wysiadła z taksówki, budynek szpitala przerażał swoją wielkością. Olbrzymie cementowe skrzydła obejmowały parking rozległy jak w centrum handlowym.  Nadi pchnęła szklane drzwi i weszła do środka, zakrztusiła się, gdy słodkawy zapach uderzył w jej nozdrza, wymieszany z z chlorem środków czyszczących, był nie do zniesienia. Sprzątaczka leniwie obracała mopem, a w poczekalni siedziało  sporo ludzi, jak na ta porę nocy, a może już poranka.

Nati zapytała o Tobiasza w recepcji, pani z okienka długo męczyła ją pytaniami. Kim ona właściwie jest i dlaczego pyta, później zasypała ją setką pytań o dane personalne Tobiasza. Na koniec pomarudziła pod nosem, skarżąc się jacy ludzie są wredni i nieprofesjonalni, że nawet swoich pacjentów nie pilnują i łaskawie podała numerek oddziału, gdzie był Tobiasz.

Nati wyjechała windą na ostatnie piętro, mdły zapach wydawał się mniej dokuczliwy. Rozejrzała się po korytarzu. Jeszcze więcej ludzi niż na dole, nie mieszczą się już w poczekalni, opierają się przy ścianach i wyglądają jak zombie. Z oddali dochodziły ciche jęki, a zza kwiecistych kotar rozmowy, nieraz przerwane krzykiem.

Nawet drzwi nie mogą powstawiać, te zasłony wyglądają jak cerata zdjęta ze stołu mojej Babci – pomyślała Nati przemierzając długi korytarz.

 

***

Nati wreszcie znalazła Tobiasza, siedział na wózku inwalidzkim pod samym oknem i beznadziejnie patrzył w szybę, jakby czekał, aż rozjaśni się niebo. Nawet nie zauważył, kiedy do niego podeszła. Zaschnięta krew na czole wystawała z pod niechlujnie założonego opatrunku. Pojedyncze kropelki były jaskrawe, jeszcze nie zdążyły zakrzepnąć.  Nati wciągnęła powietrze, nie było słodkie, chociaż miało przytłaczająco intensywny zapach. Odór przelanego pampersa zmuszał do powstrzymania oddechu. Nati odezwała się głośno, ale on nic nie odpowiedział, spojrzała jeszcze raz na niego, wyglądał jakby umarł, ale ona wiedziała, że żyje.

Nati śmiało wyciągnęła rękę z chustką, starła krew z kącika ust. Pomogła mu zdjąć kurtkę i poczłapała do recepcji pietra.  Za wysokim blatem nikogo nie było, ale zza niedosuniętej kotary widać było rozbawione pielęgniarki wymachujące papierami i kubkami na przemian, głośno chichotały popijając od czasu do czasu. Nawet nie dosłyszały Nati postukującej nerwowo paznokciami po ladzie.

Po chwili Nati zwinęła palce ze złością w pięść i zastukała donośnie kostkami . Tęga kobieta obejrzała się złowrogo ich oczy spotkały się, Nati z trudem wytrzymała jej miażdżący wzrok. Jej koleżanka uśmiechnęła się blado i podeszła do komputera, nie spuszczając wzroku z klawiatury zaczęła standardowe przesłuchanie – imię nazwisko pacjenta? Nati zaczęła spokojnie – Tobiasz Braun, a w duchu dodała – No to się zaczyna…

Mimo, że podała adres domu opieki i wszystkie inne dane, kobieta nie udzieliła żadnych informacji. Po chwili grzebania w komputerze odparła, że jej przykro, ale takiego nie ma i poradziła Nati wrócić na główną recepcję.

 

***

Nati siedziała na krześle i obserwowała jak pielęgniarki krzątają się wokół Tobiasza.  Czekała na decyzje lekarza. Po kilku minutach zdecydowali się zatrzymać Tobiasza na obserwacji. Nati wstała z krzesła i miała wychodzić, spojrzała na mężczyznę w okularach. Czuła , że obawia się złożenia skargi.

– Dziękuje za pomoc – powiedziała Nadi – Oczywiście zdaje sobie pan sprawę, że rano będę musiała poinformować kuratorkę Tobiasza.  Jak już mówiłam wcześniej, znaleźli go wałęsającego się po mieście, dostał u nas pokój dopóki policja nie ustali jego tożsamości. Proszę na niego uważać prawdopodobnie ma daleko posuniętą demencje i się zgubił. Wygląda na to, że w rejonie nie ma osoby poszukiwanej, pasującej do jego opisu, więc nie mamy żadnych informacji o ewentualnej przeszłości.

Nati wyszła z pokoju, panie z recepcji wzrokiem odprowadziły ją do windy.  Gdy się otworzyły drzwi buchnęło tym przeklętym zapachem. Nati zawahała się, ale czuł, ze pielęgniarki wciąż patrzą, nie mogąc się doczekać, kiedy zniknie w windzie. Śniady młodzieniec z wózkiem pełnym pościeli upapranej krwią, uśmiechnął się z wnętrza windy, odsunął metalowy wagonik i ciepłym głosem zaprosił do środka. – Ciężka noc – westchnął, gdy stanęła obok. Nati tylko kiwnęła głową.

 

***

Nati ściągła tylko płaszcz i buty, w ciuchach opadła na łóżko. Oczy same zamknęły się nim zdążyła wykręcić numer do Christiny, usnęła z komórką w ręce. Nagle wzdrygnęła się i przeturlała wzdłuż łóżka, przeraźliwy kaszel wyrwał ja ze snu. W pokoju unosił się duszący słodkawy zapach.  Oczy miała otwarte, ale ostatnia scena koszmaru wciąż była wyraźna i przysłaniała rzeczywistość.

Drobna kobieta stała na plaży, jej postać była rozmazana. Tuż obok niej na kocu w kratę, równie niewyraźny mężczyzna z wąsami wyciągał kanapkę ze staroświecki ego wiklinowego kosza. Kobieta wzięła chleb, przesunęła plażowy fotel  i usiadła, nachylając się po wielki słomiany kapelusz. Porażające odbicie słońca od srebrnego metalu, aż zakuło w oczy.

– motor – wrzasnęła Nati – cholera Joyce, nie teraz, błagam Cię nie teraz!

Telefon spadł z pościeli i głucho obił się o drewnianą podłogę.   Nati sięgnęła po niego nie schodząc z łóżka. Wykręciła numer do domu opieki, po chwili usłyszała zmęczony głos Christiny.

– Jak tam, kiedy byłaś u Joyce, wieczorem nie wyglądała najlepiej…

 

***

Nati czekała na Pat w biurze, nie wiedziała jak zacząć rozmowę. Miała żal do Pat, zamieniła się z nowicjuszem, który nawet nie znał imion pacjentów.  Przecież po to ją ustawiła na tą zmianę, aby  Christina miała pomoc, dopiero kilka nocy pracowała, nie zna rutyny i personelu mało. Właścicielka  tnie po kosztach jak może, nie chce się zgodzić na dodatkowa osobę na zmianie.

Czyżby Pat, aż tak pozazdrościła, że Nati szykuje Christine na seniora. Miały obie podobny staż i podobne papiery, może się za dużo spodziewała? Przecież krzywda dla niej żadna, Christine nie pracuje na nocki, teraz dostała kilka zmian, taka jest procedura. Na noc i tak jest przeplatanka, wiec Pat jest przełożoną, co drugą zmianę. Nati sięgnęła po telefon – Pat muszę coś pilnie zrobić, porozmawiamy jutro…

Ledwo odłożyła słuchawkę, usłyszała dzwonienie. Pani z agencji poinformowała, że Gordon przyjedzie do dwóch godzin i życzyła miłego dnia. Nati oparła głowę na dłoniach i zamknęła oczy. Właścicielka jest po prostu zajebista, jeszcze dobrze pościel Joyce nie wystygła, a ta już sprzedała jej pokój!

W szklane drzwi gabinetu laską zapukał dziadek spod trójki. Nati otworzyła szafkę z papierosami i piwem rezydentów…

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*