panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

szara_galareta_zła_energia

Zła energia.

| 1 Comment

Wolniutko rozciągnęła swoje zesztywniałe ciało. Nie miała pojęcia gdzie jest. Siedziała na jakimś metalowym łóżku, obok niej przycupnęli jacyś ludzie, byli sztywni jak figury woskowe. Starszy facet z wąsami drgnął. Anna bała się przyjrzeć się jego twarzy, spuściła wzrok i patrzyła zdziwiona na jego rękę. Była ogromna, lekko pomarszczona, wykręcone i zsiniałe palce na wpół zaciśniętej pięści otwierały się wolniutko. Dłoń była jakby pokryta szronem i jej ruchy wydawały się takie sztywne.

Dotarło do niej, że jest straszliwie zimno. Jej ciało dygotało i też nie było giętkie. – Kto nas tu zamroził? Kim są ludzie obok? Dlaczego jest tak cicho? Gdzie jestem? Co się dzieje? – Dziwne pytania posypały się lawinowo w jej głowie. Spojrzała na rękę mężczyzny. Pokryta szronem dłoń prawie całkiem się otworzyła.

Poruszyła się gwałtowniej, ścierpnięte ciało posłuchało jej posłusznie, choć opornie. Strzepnęła biało- szary nalot z ubrania, nie był zimny jak szron, raczej przypominał spalone strzępy papieru, które jeszcze nie rozsypały się w proch. Mężczyzna zerwał się i przepchnął ją pod ścianę, jego brudna i wielka łapa wylądowała na jej szyi i przygniotła krtań.

Anna zaczęła sapać, krztusić się i prawie zebrało ją na wymioty. Nagle mężczyzna poluzował, ale ręki nie zabrał. Dopytywał się, kim ona jest. Nie umiała sobie nic przypomnieć poza imieniem, nawet nie była pewna, czy ono do niej należy. Tęgawy facet znów chwycił ją mocniej za gardło. Annie zakręciło się w głowie, przed oczami pojawiły się mroczki i tańczyły jak srebrne przecinki drobnego deszczu. Jej ciało powolutku zaczęło się zsuwać po ścianie.

Nagle wszystko ustąpiło, miała wrażenie, że spada w dół. Mężczyzna musiał ja chwycić nim upadła na podłogę, bo ocknęła się wsparta o jego bok. Włosy miała rozmierzwione, przerzucone do przodu, aż zasłaniały jej twarz. Anna odsunęła je nerwowo do tyłu i usłyszała – Obudziłaś się mała, zepsułem ci fryzurę, ale musiałem sprawdzić, czy nie jesteś jedną z nich. – Anna nie załapała, o co mu chodzi. Zbyt obawiała się, że znów ją przydusi, aby powiedzieć cokolwiek, albo spojrzeć w jego stronę.

Rozglądnęła się po słabo oświetlonym pomieszczeniu, tyle było w nim pustych metalowych łóżek, że przypominało sale opuszczonego szpitala. Przed nią było zupełnie pusto, tylko maleńka grupka ludzi kryła się po boku mężczyzny. Anna zauważyła schody na bocznej ścianie, cztery może pięć betonowych stopni prowadziło w górę do masywnych drzwi.

Anna wstała i powoli skierowała się w ich kierunku, nikt jej nie zatrzymał, nikt nic nie powiedział. Podeszła bliżej i przyglądnęła się metalowej zasuwie. Drzwi były zamknięte od wewnątrz,. – co jest po drugiej stronie? – Anna odwróciła głowę do ludzi siedzących na łóżku. Patrzyli nic nie mówiąc, wystraszone dziecko nerwowo podciągnęło kolana pod brodę i pokiwało przecząco głową, jakby chciało powiedzieć – nie otwieraj.

Anna spojrzała na nich, byli jakby sparaliżowani, była przekonana, że ich szare twarze przypominały jej zombie z kiczowatych horrorów, ale nie mogła sobie przypomnieć, co to jest horror. Wolniutko przesuwali się w stronę ściany, jakby chcieli się w nią wkomponować, przecież mieli ją tuż za plecami.

Starszy mężczyzna o mocnej budowie sięgnął po metalowe rurki na łóżku obok i podawał im jak … Anna nie mogła sobie przypomnieć, co jej się z tym kojarzy, widziała tylko jakieś rozmazane podobne kształty w pamięci, ale one były grubsze, na szerokiej taśmie przerzucone przez ramię, a w głowie dudniło głośne trrrrrr – trrrrr – trrr …, krótka przerwa i znów głuche trrr- trrr…

Odwróciła się gwałtownie, szarpnęła zasuwą i drzwi się otworzyły, już była gotowa wybiec, ale pod jej nogi zwalił się stos czaszek. Mężczyzna szarpnął ją za ramię, próbując wciągnąć bardziej do środka i zamknąć drzwi. Wtedy wyleciało to nagie coś nie podobne do ludzi, chociaż człekokształtne i wpadło z ogromnym wrzaskiem do pomieszczenia.

W drzwiach zobaczyła maleńką postać o zdeformowanej twarzy może to był karzeł, może dziecko stała i wyciągała rękę w jej stronę. Anna odruchowo podała swoją dłoń i postać ścisnęła ją mocno. Wtedy świat jakby się zatrzymał, wszystko zamarło. Anna nie mogła się ruszyć, nie odwróciła głowy, a miała wrażenie, że spojrzała na mężczyznę i usłyszała myśli w jego głowie – Zamknę drzwi nim ich cała chmara wleci i zabiję tego skurwysna.

Maleńka postać powiedziała, albo pomyślała – Byłaś gotowa wyjść na powierzchnię, pokażę ci wyjście. Świat dalej był zamarznięty, ale Anna patrzyła w stronę maleńkiej postaci. Ta odwróciła głowę, puściła jej rękę i szybko zaczęła się oddalać. Anna ruszyła za nią krzycząc –  poczekaj, kim jesteś. Biegła na oślep, co chwilę się potykając o ludzkie kości, z daleka było słychać wycie psów, albo wilków. Ciemny korytarz się skończył, na jego brzegu rosły gęste krzewy.

 

***

Anna przystanęła i rozejrzała się. Małego człowieczka nie było. Za nią rozciągał się mroczny tunel przed nią polna dróżka, a w oddali widać było oświetlony budynek. Szła wzdłuż torów kolejowych ścieżką trzymając się blisko krzaków. Miała nadzieję, ze jej ciemne ubranie wkomponuje się w krajobraz i nie będzie się zbytnio rzucać w oczy. Z oddali słyszała ludzkie głosy, naciągnęła mocniej kapuzę, aby ukryć swoje jasne i długie włosy.

Dystans do budynku się zmniejszał, a głosy wydawały się coraz głośniejsze. Po drodze pojawiały się uliczne latarnie, czasem miedzy krzakami prześwitywał chodnik. Nikt po nim nie szedł. Nagle z boku zauważyła grupkę ludzi ubraną w ciemne ciuchy. Stało ich kilku, dość daleko od lampy, noc ukrywała ich twarze, może mieli naciągnięte kominiarki, może byli czarni. Białka ich oczu połyskiwały groźnie. W ręce trzymali kije bejsbolowe.

Anna przypomniała sobie nagle, do czego one służą i wystraszyła się, że jak ją dojrzą to ją tymi pałami zleją. Przybliżyła się do krzaków i przyśpieszyła kroku. Powoli stawało się jasne, że coś się stało na ziemi i ona nie wie co, ale instynktownie czuje coś niedobrego, jeszcze tylko pamięć trochę szwankuje i nie ogarnia sytuacji. Jest za pusto i za cicho tylko oni pokrzykują. Próbowała zrozumieć, ale ich język wydawał się jej obcym bełkotem.

Dotarła do budynku i otworzyła szklane drzwi. Uf dworzec odetchnęła głęboko i spojrzała w górę tam gdzie powinien być wyświetlacz z rozkładem pociągów. Monitor był rozbity, rozejrzała się dookoła. Kasy były zamknięte, automaty z jedzeniem porozbijane, poczekalnia brudna i pusta, gdzie nie gdzie przemknął pojedynczy człowiek.  Zauważyła na podłodze wśród śmieci pełno czarnych plam.

Anna poczuła ucisk na pęcherzu, przeglądnęła się za znakiem toalety. Po chwili ujrzała strzałkę w oddali korytarza, przyśpieszyła kroku. Rozglądała się czujnie. Z boku zobaczyła trójkę ludzi w uniformie – Służby porządkowe? … lepiej zmykać – Spojrzeli w jej stronę i wtedy zobaczyła tabliczkę WC na drzwiach i wbiegła do środka. Wpadła do najbliższej kabiny.

Śmierdziało szczynami i mdławym odorem jak w porcie rybackim.  Z obrzydzeniem spojrzała na muszlę, wygrzebała chustki z kieszeni. Już stanęła na brudnej desce, opuściła spodnie i kucnęła, miała sikać, gdy drzwi zaskrzypiały złowrogo.

Słyszała kroki i jakiś regularny zgrzyt, coś uderzyło głucho o ścianę, albo futrynę. Anna zauważyła, że z tego wszystkiego zostawiła niedomknięte drwi. Chwyciła za klamkę i miała przymknąć, ale ciekawość zwyciężyła. Spojrzała przez szparę. Nikogo nie było widać, ale w pękniętym lustrze coś zamajaczyło.

Anna nie chciała być usłyszana, bała się coraz bardziej, utkwiła nieruchomo, stała się panować nad oddechem, w gardle całkiem zaschło.  W lustrze pojawiło się odbicie młodej kobiety z niemowlakiem przewiązanym chustą do jej boku i boku metalowego wózka. Kobieta oparła dzieciaka o zlew rozebrała i włączyła wodę i zaczęła myć dzieciaka nad zlewem.

Ucisk na pęcherz był nie do zniesienia, Anna sikała korzystając z zagłuszenia włączonego kranu, ale kobieta podmyła tylko malucha i nagle zakręciła wodę. Anna ledwo zatrzymała się, wrzuciła kilka rozłożonych chustek do muszli i cichutko kropelka po kropelce, cienkim strużkiem kończyła, co zaczęła. Obserwując przez wąziutką szparę w drzwiach, co się dzieje w lustrze.

Kobieta nie rozglądała się zbytnio, naciągnęła dziecku świeży ciuch i przewiązała do siebie. Nagle Anna zauważyła coś na łysej główce niemowlaka. To było coś jak kitka ze skóry, wystający za długi pępek, opadający w dół. Annie przypomniał się duszek Kacperek z bajki.

Kobieta szarpnęła metalowym wózkiem i zgrabnie zakręciła nim w miejscu, podniosła metalowy dyszel i odwróciła się do wyjścia. Pociągła go do siebie i wtedy Anna dojrzała, co jest w środku wózka. Stos nagich i martwych ciał ludzkich Kacperków, ten na wierzchu miał ranę postrzałową na karu, widać było piętkę łuski jak złote kocie oko.

Muszę stąd wyjść – pomyślała Anna. Drzwi trzasnęły i kobieta zniknęła, Anna puściła pawia między nogi. Naciągnęła spodnie i podbiegła do umywalki. Przemyła twarz i spojrzała do lustra. Poznała postać w odbiciu, tylko buzię miała bardzo zmęczoną i brudną, lekko podpuchnięte oczy. Naciągnęła kaptur dresowej bluzy i powtarzała w myślach – muszę stąd wyjść – łudząc się, że przywoła krasnoluda.

Po chwili zrezygnowała i podeszła do drzwi, uchyliła je i wyjrzała, stacja kolejowa była opustoszała jeszcze bardziej. W oddali widać tylko było kobietę ciągnącą trupi wózek. Gdy Anna przekraczała próg drzwi, mała postać pojawiła się i znów wszystko zamarło. Anna spojrzała na kobietę z wózkiem i usłyszał jej natrętną myśl – będę wozić te zwłoki, tyle ile trzeba, do końca mojego życia, byle tylko nie kazali mi patrzeć jeszcze raz na egzekucję, byle ciebie nie zabili.

Mała postać pociągnęła Annę za sobą, chwilę biegli wzdłuż korytarza, do Anny dotarła myśl – nie możesz na mnie patrzyć, bo byłem jak jej dziecko, mnie wyjęli to coś z głowy, wraz z korzeniami…  Anna pomyślała – Coś ? Tylko co to i skąd to się bierze? Wtedy przed nimi nagle pojawiła się w powietrzu jakby olbrzymia kropla wody i zaczęła wirować.

Mały człowiek pchnął Annę w jej wnętrze. Jakby biała galareta pochłonęła jej ciało, w jej głowie zadźwięczało „ obca broń chemiczna” i karzeł puścił jej dłoń. Kropla mglistej galarety pochłonęła ją całkowicie, a mała postać zaczęła szybko potoczyła ją do najbliższych drzwi. Na progu zatrząsła się i wypluła Annę. Jej ciało z hukiem uderzyło o posadzkę, a kula popędziła przed siebie. Do Anny podleciała Helen.

 

***

– Wszystko ok? – zapytała Helen i pomogła Annie wstać z podłogi – To bieganie pani nie służy!

– Proszę – zapytała Anna, patrząc jak kula kurczy się w rogu recepcji.

– Źle pani wyglądała dziś, powinna pani odpuścić sobie trening.

– Jaki trening?

– Oj musiała pani mocno się w głowę uderzyć! Mówiłam, po co tak było biegać, za dużo joggingu też nie dobrze.

– Już dobrze, już pamiętam, musiałam się potknąć na tym cholernym progu!

Anna dojrzała drzwi własnego gabinetu i powolutku poszła w tym kierunku. Bokiem tuż przy ladzie recepcji, wciąż nie mogła oderwać wzroku od kulistej kropli przyczajonej przy ścianie. W końcu dotarła do gabinetu i opadła na fotel. Nie mogła zrozumieć co jest grane, wspomnienie niecodziennej przygody gnębiło ja dłuższa chwilę – w końcu powtórzyła słowa Helen „Oj musiała pani mocno się w głowę uderzyć!”

Anna podniosła słuchawkę telefonu i zadzwoniła na recepcję zapytać Helen czy ma tabletki na ból głowy. Anna podniosła się ciężko z fotela i ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je i zobaczyła dziwną kroplę poszerzająca się w powietrzu. Przez nią widać było Helen z pastylkami w ręce. Anna krzyknęła, ale nawet ona nie usłyszała swojego głosu. Helen dotknęła mglistej kropli i zamarła. Galareta skurczyła się i odbiła wysoko, wyleciała wprost przez otwarte okno.

– Helen wszystko w porządku?

– Tak, tylko coś dziwnego poczułam, takie samo jak podając pani dokumenty, czasem to czuje jak mnie dotknie naelektryzowaną ręką. Nic, nic niech pani bierze te piguły, proszę.

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Zwariowane, ale czyta się świetnie.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*